fot. Tomasz Folta/Zagłębie Lubin S.A.

Właśnie takimi słowami można podsumować zbliżający się ku końcowi sezon Artura Siemaszki. Napastnik, którego lubińskie Zagłębie wypożyczyło do Stomilu Olsztyn nie zwalnia tempa. 21-letni zawodnik regularnie znajduje drogę do bramki przeciwnika i daje Mariuszowi Lewandowskiemu sygnał, aby ten szukał w nim realnej alternatywy dla ataku „Miedziowych”.

Warto nieco przybliżyć sylwetkę młodego zawodnika, który do Lubina trafił w sezonie 2013/2014. Jego wcześniejszymi klubami były zespoły z… Olsztyna. Właśnie ze stolicy województwa warmińsko-mazurskiego pochodzi Siemaszko. Dobra gra nastoletniego napastnika zaowocowała powołaniem do reprezentacji Polski U-17. Tam Siemaszko zagrał w trzech spotkaniach kwalifikacji do Mistrzostw Europy i trzeba uczciwie przyznać, że swojej szansy nie zmarnował. Zdobywając trzy gole wyraźnie przyczynił się do awansu Biało-Czerwonych do drugiej rundy kwalifikacji. Na kolejne występy z orłem na piersi Siemaszko czekał do 2017 roku. W ramach Elite League U-21 zagrał w narodowych barwach pięć razy i strzelił jednego gola.

Artur Siemaszko ma za sobą również debiut na boiskach Ekstraklasy. Postawić na niego zdecydował się Piotr Stokowiec, który zauważył w zawodniku potencjał sportowy. Część kibiców młodego zawodnika może kojarzyć z niespecjalnie udanego występu przeciwko Górnikowi Łęczna.

To był mój początek w Ekstraklasie, bodajże drugi mecz. Bardzo chciałem się pokazać i za mocno uwierzyłem , że jestem w stanie do końca meczu dawać z siebie 120%. Próbowałem szarpać i walczyć przy każdym sprincie. Swoje zrobił też stres, no i wyszło jak wyszło. Faktycznie nie był to mój najlepszy występ, natomiast uważam, że sportowo decyzja o zmianie naprawdę się broniła. Zresztą trener Stokowiec był podobnego zdania. Na pewno zabrakło doświadczenia – podsumowuje swój debiut Siemaszko.

Po rozmowach w klubie i przeanalizowaniu najlepszych dla rozwoju zawodnika opcji, Siemaszko po raz kolejny w swojej piłkarskiej karierze wyjechał do Olsztyna. Miejscowy Stomil od kilku sezonów regularnie plasuje się w dolnej części tabeli i walczy o spokojne utrzymanie się na zapleczu Ekstraklasy. Siemaszko podkreśla, że wyjazd był dla niego próbą charakteru i szansą na udowodnienie swoich możliwości.

Moje wypożyczenie kończy się wraz z końcem sezonu. Nie chciałbym stwierdzić, że „odżyłem”, ponieważ już do Olsztyna jechałem w dobrej dyspozycji. Moim celem było udowodnienie, że jestem mocny i udało mi się to zrobić. Przyznam, że wypożyczenie dużo mi dało, rozwinąłem się  –  mówi Siemaszko, który w obecnym sezonie 1 ligi wystąpił aż w 26 spotkaniach i strzelił 11 bramek. To pierwszy w jego karierze sezon na takim poziomie przy tak dużej intensywności.

–  Nie zadzieram głowy, staram się z pokorą patrzeć na rzeczywistość i wiem, w jakim miejscu dziś jestem. Mam pełną świadomość, jaka jest pozycja Stomilu w tabeli i szczególnie kolorowo to nie wygląda. Zostało kilka kolejek do końca i moim zadaniem jest pomoc kolegom w utrzymaniu.

Siemaszkę zauważają również obserwatorzy pierwszej ligi. Kilka razy za swoje występy znajdował się w jedenastkach kolejki, aż pięciokrotnie docenił go w ten sposób tygodnik „Piłka nożna”.

O silnej pozycji Siemaszki w drużynie niech świadczy fakt, że młody piłkarz jest wyznaczony do wykonywania „jedenastek”. W ten sposób zdobył cztery bramki.

Na pewno są w Olsztynie ludzie, którym sporo zawdzięczam. Przede wszystkim zdołałem popracować nad sferą mentalną, dużo pomógł mi Grzegorz Lech. Regularnie wykonuję rzuty karne, a to świetna szansa na zdobycie gola. Jestem napastnikiem, więc oczekuje się ode mnie bramek, a i ja szukam okazji i staram się je wykorzystywać. Cieszę się zaufaniem drużyny, pracuję na treningach, a z czasem te rzuty karne stały się moją mocną stroną – zauważa piłkarz.

Po olsztyńskim Stomilu na Siemaszkę również czeka piłkarskie życie. Wypożyczenie kończy się wraz z zakończeniem sezonu, a wtedy zawodnik powróci do Lubina. Jak sam podkreśla, chciałby być ważną postacią w nadchodzącym sezonie.

W tym momencie jestem zawodnikiem Stomilu i mam tutaj do wykonania pracę, ale nie ukrywam, że celem jest powrót do Zagłębia. Nie chciałbym w Lubinie odgrywać marginalnej roli. Wierzę, że swoją postawą na treningach jestem w stanie powalczyć o skład. Mam stały kontakt z trenerem Karmelitą, także wszystko jest pod tym względem w porządku – kończy Artur Siemaszko.

Warto przyglądać się rozwojowi Siemaszki. To jeden z zawodników, który już od dawna czeka na prawdziwą szansę i daje coraz więcej argumentów, aby postawić na niego w przyszłości. Zbliżający się okres przygotowawczy pokaże, czy Mariusz Lewandowski będzie widział w zawodniku potencjał na pierwszą jedenastkę Zagłębia Lubin.

Autor: WB

Energo Kontrol - partner strategiczny mkszaglebie.pl

1 KOMENTARZ

  1. Naprawdę fajnie mu idzie, ale czy dostanie w Zagłębiu poważną szansę? Czy nie okaże się, że po gorszych 45 minutach trener będzie wolał postawić po prostu na Maresa? Gdyby dał u nas radę, byłoby super – tym bardziej, że odchodzi Buksa i jakiś młody napastnik za niego się przyda. Oby nie przepadł jak: Andrzejczak, Żmijewski, Azikiewicz, Kowalczyk, Wojciechowski, Bonecki, Primel, Skrzyniarz, Smołuch, Sobków, Kowalski-Haberek, Sabiłło, niedługo pewnie Chodyna, Mucha, Oko i tak dalej, i tak dalej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here