A jak się skończyło…

Myśli na ten artykuł składały się praktycznie przez cały maj. Każda kolejna minuta kolejnego żenującego meczu utwierdzała mnie w tych tezach, które padną poniżej.

Kolejność nie jest przypadkowa.

1. Zmiana struktur kontraktowych

Znamienne jest to, że temat pieniędzy pada jako pierwszy. Bo kwestia naszego sponsora i środków wpompowana w klub potęguje wkurwienie spadkowe. Z całym szacunkiem, ale nie jesteśmy Polonią Bytom, Widzewem, Podbeskidziem i innymi, które ledwo wiążą koniec z końcem, w którym piłkarze żartują kiedy dostaną hajs. U nas jest tak, że piłkarze dostają dużo i na czas. Nie rezygnujmy z tego, ale czas na korektę.

Bolało nas to, że piłkarzyki dostają potężne gaże, ja bym je nazwał „podstawówki”. 1., 6., 16. – miejsce zawsze co miesiąc na konto wpada odpowiednia suma „peleenów”. Trzeba sprawić, by pieniądz miał silniejszą wartość „motywacyjną”. Piłkarze grający w naszej lidze, nie tylko w Lubinie, często traktuje solidną „podstawówkę”, jako gwarant udanego sezonu, bez znaczenia na wynik sportowy. Bo płacić mi do czerwca muszą tyle, ile napisali w kontrakcie. To jest jedna z tych kwestii, która dzieli nas od futbolu europejskiego.

Płacimy dużo, ale w złych proporcjach

Co proponuję w tej sprawie? Nie tylko na to okienko, ale na przyszłe, obniżyć „podstawówki” i je zrównać. Nie rzucę konkretnej kwoty, ale na pewno nie może to być poziom Sernasa. Stać nas na płacenie i tak solidnej miesięcznej pensji. Ale przy kontrakcie zawrzeć taki punkt: „Tyle masz miesięcznie. A tyle będziesz zarabiał, jeśli będziesz grał i będziemy wygrywać”. Trzeba sprawić, by piłkarz, nawet jeśli klub Zagłębie Lubin nie gości w jego sercu, o dobrobyt swojej rodziny walczył na swoim miejscu pracy. A jego miejsce pracy jest na boisku.

Trzeba skończyć z etykietą Zagłębia, które dobrze płaci i wystarczy, żeby się utrzymało. Trzeba zacząć wyzwalać w piłkarzach Zagłębia presję i poczucie odpowiedzialności. A niestety trzeba to zacząć robić pensjami.

2. Wykreowanie idei

Ze sfery „profanum” przenieśmy się do „sacrum”. A „sacrum” każdego klubu piłkarskiego jest jakaś idea, jest jakaś oś, wzdłuż której taki klub się buduje. Coś, po czym można zidentyfikować klub, coś co np. jest kluczową kwestią przy dopasowywaniu poszczególnych nowych zawodników. Może to górnolotnie zabrzmi, ale mam na myśli taki zbiór cech, według których dopasowuje się piłkarzy do klubu.

W Zagłębiu Lubin czegoś takiego nie ma. Powtórzę tezy z poprzedniego punktu, że Lubin to miejsce, gdzie dobrze płacą i wystarczy się utrzymać. Zagłębie przestało być klubem, które „wymaga” od piłkarzy. Piłkarz przychodzący do Lubina jakby wyzuwa się z ambicji. Paradoksalnie nie jest to zarzut do obecnej kadry; wielokrotnie w poprzednich tekstach powtarzałem, że widać po piłkarzach, że im się chce. Może to smutno zabrzmi i ktoś z Was poczuje się obrażony, ale Zagłębie Lubin stało się klubem bezpłciowym.

Dlatego spadek z różnych względów jest dobry. Wiele się mówiło o „resecie” różnych sfer działalności klubu. Pobyt w I lidze musi stać się przyczynkiem budowania, na nowo, marki Zagłębia Lubin.

W jaki sposób? Jednym z kluczowych narzędzi jest Akademia, ale o tym za chwilę.

3. Prezesura

Nie znam prezesa Tomasza Dębickiego. Nie wiem co to za człowiek, jakie ma cechy charakteru itd. Wiem jedno, że to nie jest człowiek, który umie zarządzać klubem piłkarskim. Prezes klubu, to często po trenerze najbardziej rozpoznawalna postać klubu, a np. Bogusław Leśnodorski w krótkim czasie stał się twarzą nowej Legii. Zdobył dwa mistrzostwa Polski, zrzucił brzemię ITI, stworzył praktycznie z miejsca fajne piłkarskie przedsięwzięcie. I pozwolę sobie na prywatną opinię, że Legia dotrze w tym roku do Ligi Mistrzów. Bo naprawdę pod wieloma względami reszcie stawki w Polsce po prostu odjechała.

Prezes Dębicki jest dzisiaj uosobieniem typu ludzi, którzy głównie zarządzali Zagłębiem. Być może świetni menedżerowie w innych branżach. Sport też potrzebuje menedżerów, ale menedżerów z duszą. Prezes klubu musi się znać na piłce, musi się odnajdywać w realiach, musi żyć klubem, którym zarządza. A u nas? „Kagieh” nominuje jakiegoś figuranta na stanowisko prezesa, który świetnie mówi językiem „corpo”, ma świetnie wyuczone formułki… Tylko to wszystko jest przypudrowane, mało w tym piłkarskiego ducha… Dla mnie przykład Leśnodorskiego to fenomen, bo pokazuje, że można być jednocześnie właśnie menedżerem, który zna się na finansach, wie jak poruszać w tych meandrach biznesowych, wie jak stworzyć z klubu prężne przedsiębiorstwo, ale również jest pasjonatem, który żyje Legią. I to przekłada się na sukcesy tego klubu. To nie jest z mojej strony próba porównywania potencjału Lubina i Warszawy, tylko zwrócenie i zaakcentowanie pozytywnych wzorców w polskim futbolu. Pamiętacie zresztą, jaką charyzmę miał nasz prezes z 2007 roku?

Ale zarząd to nie wszystko. Prezes musi się również otoczyć ludźmi, którzy w sportowym aspekcie są specjalistami. Leśnodorski ma Żewłakowa. 102 mecze w reprezentacji, lata spędzone na Zachodzie i podpatrywanie jak tam wygląda organizacja. Otoczenie prezesa w każdej chwili musi mu służyć cenną radą, musi być operatywne. Przez chwilę wydawało się, że taką osobą, które weźmie na siebie aspekt sportowy będzie Paweł Wojtala. Ale na gorącym lubińskim stołku wytrzymał niecały rok.

Zagłębie Lubin jest formą spełniania przez KGHM społecznej odpowiedzialności biznesowej. Spadek z ekstraklasy to dobry czas na zmianę strategii spółki względem klubu. Widzimy do czego doszło bezsensowne, nieracjonalne napędzanie pieniędzmi i obsadzaniem ważnych funkcji kierowniczych ludźmi, po prostu do tego nie przystosowanymi.

4. Pion sportowy

Wydzielam tę kwestię z poprzedniego akapitu. Podnoszę postulat, żeby w klubie istniała funkcja dyrektora sportowego. Ktoś, kto będzie na zdrowych zasadach współpracował z trenerem Stokowcem. Tu nie potrzeba wielkiej filozofii. Trener mówi, na jakie pozycje potrzebuje zawodnika, dyrektor sportowy uruchamia swoje „kontakty”, przedstawia kandydatury, wspólnie z trenerem decydują i przedstawiają prezesowi do podpisu. Ktoś może powiedzieć, że to nie jest takie proste.

Ważne, żeby dyrektor sportowy był uwolniony od menedżerskiej sitwy, które coraz gęściej oplatają kluby piłkarskie. To się też bezpośrednio wiąże ze sprowadzeniem czechosłowackiego, bałkańskiego i innego szrotu.  Mówił o nich ostatnio, również w kontekście naszego klubu Michał Probierz w „Cafe Futbol” 25 maja. Kto nie widział, polecam. Gościem był też Wojtala, on akurat tym aspekcie powinien milczeć.

5. Akademia

To dla nas w tym momencie „karta atutowa”. To coś, co nas wyróżnia w pozytywnym stopniu na piłkarskiej mapie Polski. Tylko problem jest z cierpliwością. Wszyscy i wszędzie żądają wyników już, natychmiast. Tymczasem owoce Akademii dopiero się rozwijają i na wymierne efekty będziemy czekać. Nie będzie to bowiem „exodus” wychowanków do pierwszego składu. Dla mnie sukcesem będzie konsekwentne włączanie do kadry dwóch, trzech, czterech zawodników do pierwszego składu raz na sezon.

Bo to masowe wprowadzenie młodzieży do pierwszego zespołu wcale nie musi oznaczać sukcesu. Nie możemy się dać zwieść twierdzeniu, że młodymi uda się coś wygrać, że można nawet awansować do Ekstraklasy. Ale współpraca Stokowca z dyrektorem Richardem Grootscholtenem musi być intensywna i polegać na ciągłym raportowaniu postępów. Akademia, żeby miała sens, musi być pierwszym polem poszukiwań nowych zawodników do zespołu. To najłatwiejszy sposób na „spolonizowanie” „Miedziowych”, uzupełnienie kadr, a w przyszłości na zarobienie na transferach.

Proces zasilania zespołu wychowankami musi być, tak jak powiedziałem, przemyślany i przeprowadzony stopniowo. Musi to być jednak działanie progresywne, nieprzerwane. Chłopaki trenujący w Akademii muszą mieć bodziec w postaci kilku swoich starszych kumpli, którzy z boisk treningowych dostali się na Stadion Zagłębia.

Poza tym rozwinę myśl, którą zawarłem wcześniej. Akademia może być naszą dumą. Czymś, przez co kibice i środowisko piłkarskie w całej Polsce będą kojarzyć Zagłębie Lubin.

6. Oczekiwania

Powiem brutalnie. Musimy przestać oczekiwać pucharów, medalów, podium. Wszyscy pamiętamy, jak rok temu po sparingu z Miedzią krzyczeliśmy na prezentacji, że „chcemy pucharów…”. Przestańmy się łudzić, że z miejsca zaczniemy ogrywać wszystkich i wszędzie. Spadek musi być zimnym okładem, czasem na wyciągniecie wniosków, jednak nie takich, jakie wyciągali nieustannie trener Lenczyk i piłkarze. Musimy najpierw zapewnić sobie stabilny ligowy byt, a później atakować ligową czołówkę.

Oczywiście kwestia awansu do T-Mobile Ekstraklasy jest bezdyskusyjna.

Bartosz Jan Marchewka

************************************************************************

To tylko kilka najważniejszych punktów, ale wydaje się, że w kwestiach okołosportowych to i tak dużo. Za dużo.

Był to jeden z pierwszych artykułów dotyczących tej abstrakcyjnej sytuacji, w jakiej znalazło się Zagłębie. Obserwujcie mkszaglebie.pl, niebawem więcej!

Energo Kontrol - partner strategiczny mkszaglebie.pl