W swoim ostatnim meczu w tym roku podopieczni Marcina Cilińskiego musieli uznać wyższość Śląska Wrocław. Na stadionie przy ul. Oporowskiej górą byli gospodarze, którzy wygrali 2:1. 

Derbowe starcie miało szlagierową oprawę. Spotkanie rozgrywane było przy sztucznym oświetleniu. W to spotkanie zdecydowanie lepiej weszli lubinianie, którzy narzucili swój styl gry Śląskowi. Zagłębie wymianiało dużo podań w środku pola, często grało na jeden kontakt z czym nie mogli poradzić sobie zawodnicy Śląska. Pierwsza okazja „Miedziowych” nie przyniosła rezultatu. Po kombinacyjnej akcji strzał jednego z naszych zawodników zablokował obrońca Śląska. Drugiego ostrzeżenia nie było. Daniel Dudziński w dość nietypowy sposób posłał piłkę nad bramkarzem Śląska i to goście cieszyli się z prowadzenia. Warto pochwalić za ten fragment meczu strzelca gola, który w środku pola popisywał się luzem, spokojem i niekonwencjonalnymi zagraniami. Kolejną dobrą okazję lubinianie mieli po stałym fragmencie gry. Kapitalnie przymierzył Sypek, ale jeszcze lepszą interwencją popisał się bramkarz gospodarzy. Do przerwy Śląsk nie potrafił zagrozić bramce Zagłębia. Jedyna groźna okazja to było płaskie dośrodkowanie do nikogo. Spora w tym zasługa Lepczyńskiego, który grał bardzo pewnie w defensywie i raz po raz wyprzedzał napastników Śląska. Na przerwę zatem lubinianie schodzili z jednobramkową zaliczką i nic nie wskazywało na to, że obraz gry może się zmienić o 180 stopni.

Niestety tak się stało. Można powiedzieć, że na drugą połowę Zagłębie nie wyszło albo że kosmici ukradli talent naszym zawodnikom. Innego wytłumaczenia po prostu nie widzę. Od pierwszych minut Śląsk zamknął Zagłębie na swojej połowie i raz po raz atakował bramkę Matogi. W tym czasie „Miedziowi” ograniczali się do wybijania piłki byle dalej. Taka gra nie mogła się dobrze skończyć. Już w 53. minucie bramkę wyrównującą strzałem tuż przy słupku zdobył Paluszek. Ten gol niestety nie podzialał na Zagłębie, jak płachta na byka. Śląsk nadal był zespołem lepszym i atakował bramkę lubinian. Trener Ciliński widział co dzieje się na boisku i starał się zmienić obraz gry wprowadzając świeżą krew z ławki. Na boisku pojawili się m. in. Białek, Pochyra, Kusztal i Baran. Niewiele to jednak dało. Śląsk nadal atakował a kolejną dobrą okazję gospodarze mieli w 74 minucie, kiedy to Matoga obronił w sytuacji sam na sam. Można powiedzieć, że Zagłębie obudziło się około 80 minuty. Wtedy to akcja dwójki rezerwowych dała pewien impuls. Białek zagrał świetną prostopadłą piłkę do Pochyry, który jednak zbyt długo zwlekał ze strzałem. Kolejną dobrą okazję zaprzepaścił Więcek, który w polu karnym źle dograł do idealnie ustawionego partnera. W 90 minucie Zagłębie oddało pierwszy strzał w drugiej połowie. Uderzenie Białka jednak o centymetry minęło słupek bramki Śląska. Kiedy wydawało się, że mecz zakończył się remisem sędzia podyktował rzut wolny z około 25 metrów od bramki Zagłębia za przypadkowe zagranie ręką. Do piłki podszedł Szpakowski i pięknym strzałem umieścił piłkę w bramce. Zaraz po tym, jak piłka wpadła do bramki sędzia zakończył to spotkanie i to Śląsk cieszy się ze zwycięstwa i kompletu punktów.

To było ostatnie spotkanie drużyny Marcina Cilińskiego w tym roku. „Miedziowi” rozegrali 17 spotkań, w których zdobyli 32 punkty. Zagłębie aktualnie zajmuje drugą pozycję w tabeli, ale w tej kolejce mogą nas dogonić Legia Warszawa oraz Pogoń Szczecin. Mimo nieudanej końcówki to była dobra runda w wykonaniu drużyny. Pozycja do ataku na wiosnę też jest dobra więc pozostaje trzymać kciuki za chłopaków na wiosnę!

Śląsk Wrocław 2:1 Zagłębie Lubin

Bramki: Paluszek (53′), Szpakowski (90+4′) – Dudziński (19′).

Zagłębie Lubin: Matoga – Warpas, Lepczyński, Kasprzak, Bogacz – Sypek (68′ Kusztal), Kizyma (80′ Pochyra), Grychtolik (87′ Baran), Dudziński, Więcek – Czuban (64′ Bialek).

Energo Kontrol - partner strategiczny mkszaglebie.pl