Drobna refleksja po pierwszych kolejkach sezonu

0
fot. Mikołaj Olszewski

Nie da się ukryć, że bezpośrednim powodem napisania przeze mnie tego tekstu jest niezwykle rozczarowująca postawa miedziowych w trakcie pierwszych sześciu kolejek obecnego sezonu. Nie chciałbym jednak, żeby wyniki przykryły kilka innych spraw, na które każdy w miarę zorientowany sympatyk zaczyna zwracać coraz większą uwagę. A tych, jak mi się wydaję, z czasem jest tylko więcej. Bez zbędnego przedłużania zapraszam Was do zapoznania się z garścią moich spostrzeżeń o obecnej sytuacji w klubie.

Z każdego z nas chyba autentycznie kipi frustracja, gdy tylko poruszany jest temat transferów przychodzących do naszego klubu. Ponad dwa miesiące temu apetyty zostały bardzo mocno rozbudzone przez plotki dotyczące dołączenia do KGHM Zagłębia Marko Vejinovicia, który moim zdaniem w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu należał do absolutnego topu piłkarzy jeszcze Lotto Ekstraklasy, którego niebagatelnego wpływy na wyniki drużyny nie sposób było sprowadzić do i tak imponujących jak na środkowego pomocnika statystyk (5 bramek i 1 asysta w 14 meczach). Jednak jak się później okazało wypłynięcie tych informacji na światło dzienne zatrzasnęło Zagłębiu drzwiczki do pozyskania tego zawodnika. W kuluarach pojawiały się informacje, jakoby 400 tysięcy euro było dla klubu kwotą nie do przejścia. I tutaj pojawia się pierwsza lampka ostrzegawcza: jakim cudem klub nie jest w stanie wyłożyć rozsądnych jak na standardy przeciętnych lig europejskich pieniędzy na gracza, który z miejsca byłby w stanie podnieść poziom środka pola naszego zespołu? Zrozumiałym jest, że brak zapłaty przez Genoę za Jagiełłę w pewien sposób wiąże nam ręce, ale chyba nie wszystkie środki zostały zablokowane przez skarbówkę? Co z pieniędzmi za Pawłowskiego? W chwili obecnej mamy w składzie dwie naprawdę poważne wyrwy – brak typowej „ósemki”, jak brak dynamicznego, przebojowego skrzydłowego, który nie boi się wejść w drybling. Bardzo duże nadzieje pokładam w Łukaszu Porębie, który zdaniem ludzi obserwujących grupy młodzieżowe ZL może zrobić nawet większą od „Fifiego” karierę, jednak trzeba zadać sobie pytanie, czy jego czas już aby nadszedł? Co do skrzydłowego – niewątpliwym jest, że Bohar w formie jest w stanie być gościem, który zrobi w tym zespole różnicę, jednak co w sytuacji, gdy mija się on z formą jak Polacek z dośrodkowaniami? Spójrzmy więc na człowieka, który sprowadzony został do zwiększenia rywalizacji na skrzydłach – Sasę Żivca. Jest on doskonałym przykładem zawodnika, który zweryfikowany przez niespecjalnie poważną ligę wraca do Polski i z marszu jest w stanie prezentować się poprawnie, czasami dać coś ekstra (patrz bramka z Arką). Widać, że nie jest on typem zawodnika, który męczy się z piłką przy nodze, ale czy stać go na to, by wejść w buty Bartka Pawłowskiego? Czas pokaże, ale tak jak już wcześniej wspomniałem – wzmocnienie tej pozycji jest absolutnie koniecznie i gdybym miał obstawiać, to właśnie skrzydłowym jest jeden z dwóch zawodników, którzy rzekomo są już dogadani z klubem.

Co do drugiego skrzydła nie sposób jest nie poświęcić paru słów Alanowi Czerwińskiemu. Jako skrzydłowy moim zdaniem daje radę, walczy, szarpie jak może grę przy linii bocznej, potrafi stworzyć zagrożenie wrzutką, ale zadajmy sobie pytanie – dlaczego nie może on pokazywać tych atutów jako boczny obrońca? Chociaż nie obserwuję zawodników na co dzień w treningu, jednak myślę, że przynajmniej część czytelników zgodzi się ze mną, że w przypadku pierwszych znamion powrotu do formy Bohara lub przy konkretnym transferze skrzydłowego Alan powinien zostać cofnięty na swoją nominalną pozycję. Wielu z Was powie – hola, hola, przecież Bartek Kopacz też całkiem nieźle radzi sobie na prawej obronie! Całkowicie się z tym zgadzam, dlatego to nie Bartek zmuszony zostałby (przy nierealnym założeniu, że ja byłbym trenerem) do powrotu na ławkę, lecz nie kto inny, a Damian Oko. W porównaniu do początków praca Bena van Daela znacznie obniżył on loty, nie daje on w żaden sposób gwarancji szczelności obrona, jego miejsce w składzie zaś jest bardziej decyzją strategiczną (potencjalna sprzedaż za niezłe pieniądze na zachód) niż sportową. W meczu z Legią każdy z nas widział, zwłaszcza przy straconej bramce, że Maciek Dąbrowski również nie daje powodów, by na trochę dłużej niż jeden mecz podnieść się z ławki rezerwowych. Kończąc więc ten akapit myślę, że takie drobne roszady mogłyby przynieść całkiem wymierne skutki w trakcie następnych spotkań.

Zostawmy na chwilę boisko i przenieśmy się w zacisze klubowych gabinetów. W trakcie materiałów prasowych czy reportaży utarło się stawiać nasz klub jako wzór organizacyjny dla inny w Ekstraklasie. Brak kominów płacowych, wytyczona racjonalna polityka, duży nacisk na tworzenie „gotowych” zawodników, którzy w zamyśle sprzedawani mają być za grube pieniądze za granicę. Jednak gdy spojrzymy gołym okiem na trybuny widzimy, że stwierdzenie „jest średnio” byłoby w tym wypadku dużym eufemizmem. Jaka jest przyczyna takiego stanu rzeczy? Myślę, że nie ma jednej, konkretnej przyczyny, ale kilka składowych powodujących pustki na trybunach. Po pierwsze: zwiększenie ceny karnetów. Prezes zarzeka się, że przeprowadzone analizy wykazały, że podniesienie cen karnetów nie wpłynie szczególnie negatywnie na stan liczebny kibiców w trakcie każdego meczu. Już w tamtym roku w rundzie mistrzowskiej na trybunach Stadionu Zagłębia było dość biednie, jeśli chodzi o liczbę sympatyków i liczba ta z każdym meczem maleje. Zdaje się, że zarząd wyszedł z założenia, że wśród kibiców jest pewna grupa docelowa – załóżmy 2,5 – 3 tysiące, która jest dosyć odporna na wahania cen i bez względu na nie karnet kupi czy też zawsze zaopatrzy się w bilet. Analizy analizami, ekonomia jest jednak bezlitosna – jeśli cena dobra rośnie, to mniej ludzi jest skłonnych się w nie zaopatrzyć (nie dotyczy to dóbr luksusowych). Nie trafiony jest też dla mnie argument, że mamy jedne z najniższych cen wejściówek w ekstraklasie, ponieważ jako klub operujemy w konkretnej, lubińskiej rzeczywistości i staramy się z niej wycisnąć, ile się da, niekoniecznie pod kątem ekonomicznym. Uważam więc, że celem klubu powinno być robienie absolutnie wszystkiego, by przyciągnąć rzeszę fanów na trybuny, aby stworzyć sytuację, w której kilka tysięcy gardeł mocnym dopingiem mobilizuje chłopaków do wzmożonego wysiłku. „Miedziana Tożsamość” nie powinna być tylko marketingowym sloganem, ale pewnym mottem dla każdego z nas, zachęcającym do tłumnego przybywania na stadion. Jednak aby tak się stało, potrzebne są dwie sprawy. Po pierwsze – postawienie na nogi całego działu marketingu, robienie wszystkiego, by wywołać tzw. boom na Zagłębie, by przyciągnąć kibiców niezdecydowanych sprzed telewizora na stadion, by Zagłębie było „cool”, czy po prostu by przyciągnąć jak najwięcej ludzi, którzy dotychczas z Zagłębiem, piłką nożną czy sportem na żywo nie mieli zbyt dużo wspólnego. Pokazanie takim osobom, że spędzenie dwóch godzin na Stadionie Zagłębia może być naprawdę ciekawą alternatywą dla ich codziennych zajęć. Po drugie potrzebne jest zwiększenie grona zawodników, dla których autentycznie chce się przyjść na stadion. Dla mnie w chwili obecnej piłkarzy jest takich czterech – Lubo Guldan, Alan Czerwiński, Figo i Damjan Bohar. Po zakończeniu obecnego sezonu, a może nawet i wcześniej Alan i Figo odejdą, Lubo ma już swoje lata i raczej nie sądzę, żeby do tego czasu wynaleziono eliksir młodości. Nietrudno więc wyobrazić sobie sytuację, że tracimy tylu ważnych zawodników praktycznie w tym samym czasie. Całkowity demontaż i sprowadzenie nas do statusu ekipy rozpaczliwie bijącej się o utrzymanie, którego sami coraz dobitniej zaczynamy się dopraszać. Tutaj też kamyczek do ogródka prezesa – o ile zrozumiałe jest dbanie o interes klubu poprzez niezawieranie w kontraktach klauzul odstępnego, o tyle całkowite z nich zrezygnowanie prowadzi do takiej sytuacji, jaką mamy obecnie – nikt poważny ani myśli, by dołączyć do Zagłębia i nie wierzę, że wszystko można zwalić na skostniałe i nieelastyczne procedury zatwierdzania transferów przez radę nadzorczą. Niskie, głodowe klauzule – zdecydowanie nie, ale już takie może nie zaporowe, ale zapewniające klubowi w miarę godziwy zarobek – czemu nie! Zagłębie Lubin jest przede wszystkim klubem sportowym, który powinien dostarczać radość i rozrywkę swoim kibicom, a nie korporacją w pełni nastawioną na zysk i o tym moim zdaniem wszyscy rządzący klubem i KGHMem powinni pamiętać.

Jeszcze króciutko odnoście zmiany trenera – nie wiem jak Wy, drodzy kibice, ale ja na tę chwilę jestem zdecydowanie przeciwko zwalnianiu BvD. Wierzę, że nerwowe ruchy nic dobrego nam nie przyniosą, a i BvD jest moim skromnym zdaniem większym gwarantem od swojego poprzednika na ławce profesjonalnego, rzetelnego podejścia do zawodu. Nie zapomnijmy też, że z pustego, to i Salomon nie naleje, więc ze zniecierpliwieniem oczekuję nowych nabytków.

Drogi Czytelniku, jeśli tu dotarłeś – bardzo dziękuję za poświęconym moim „wypocinom” czas, zapraszam też do komentowania i dyskusji pod tekstem.

Sergiusz Ż.

Energo Kontrol - partner strategiczny mkszaglebie.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

seven + 6 =