Miała być ładna gra i łatwe trzy punkty, a widzieliśmy bicie głową w mur i zasłużoną porażkę. W 14. kolejce „Miedziowi” ulegli na Suzuki Arenie Koronie Kielce 0:1. Jedynego gola w meczu zdobył w 20. minucie Michal Papadopulos.
Już sam początek spotkania wskazywał na to, że łatwo lubinianom nie będzie. Korona była zadziorna, wybiegana i bardzo jej się chciało. Zagłębie Lubin w sobotnie popołudnie było natomiast ospałe i w ogóle nie miało pomysłu na to, by coś na boisku miało się zmienić.
Zbyt łatwo dopuszczaliśmy rywali w boczne sektory boiska, skąd starali się oni dośrodkowywać w pole karne. Na nasze szczęście kilkukrotne zrywy Cebuli oraz Gardawskiego były przez nas w odpowiednim momencie wyjaśniane.
… do 20. minuty meczu. Andres Lioi przemknął lewą stroną boiska, dograł w pole karne, piłkę w ekwilibrystyczny sposób przedłużył Uros Djuranovic, dopadł do niej następnie niepilnowany Michal Papadopulos, który bez najmniejszych problemów pokonał Dominika Hładuna.
Do końca pierwszej połowy na boisku działo się już niewiele. Potwierdzeniem tej tezy niech będzie statystyka strzałów Zagłębia Lubin po 45 minutach: 1 strzał, 0 strzałów celnych.
Wszyscy sympatycy Zagłębia Lubin liczyli na to, że obraz gry ulegnie zmianie po przerwie. Niestety tak się nie stało. „Miedziowi” nadal grali niemrawo i byli wyraźnie słabsi od rywala, który zajmuje ostatnie miejsce w tabeli.
W 50. minucie uśmiechnęło się do nas szczęście. W sytuacji sam na sam z Dominikiem Hładunem znalazł się napastnik Uros Djuranovic. W doskonałej sytuacji piłkarz Korony uderzył jednak głową wprost w interweniującego Hładuna, mimo, że miał bardzo dużo czasu i miejsca.
Przejęliśmy inicjatywę i posiadaliśmy piłkę, ale nic z tego nie wynikało - można wręcz założyć, że Korona nam na to pozwoliła, szczególnie, że gospodarze bardzo dobrze odbierali nam ją lub skracali pole gry przed szesnastką.
Kolejne minuty przyniosły strzały z dystansu Filipa Starzyńskiego i Patryka Szysza, ale żaden z nich nie zagroził bramce Korony Kielce.
Do końca rezultat meczu już się nie zmienił i przegraliśmy zasłużenie z Koroną 0:1. Nie rozumiemy też, że mimo niekorzystnego rezultatu i momentami fatalnej gry, trener Martin Sevela zdecydował się na wykorzystanie zaledwie jednej zmiany. Czy rezerwowi w ostatnich minutach byliby gorsi od tych, których oglądaliśmy na boisku?
2 listopada 2019, 15:00 - Kielce (Suzuki Arena)