– Jeśli chodzi o transfery, to zawsze rozmawiam z trenerem, który pracuje w klubie i nigdy nie starałem się za wszelką cenę forsować swojego zdania. Decyzje są wypadkową tego, jakie są możliwości na rynku, możliwości finansowe klubu i potrzeby drużyny.
O Roku Sirku: – Ech… (chwila zastanowienia). Żeby ująć to w miarę dyplomatycznie – na pewno nie jest to piłkarz, który gra na miarę swoich możliwości. Sezony, które spędził w lidze słoweńskiej opływały w bramki. Mam cichą nadzieję, że ten zawodnik potrzebuje więcej czasu na aklimatyzację, na poznanie naszej ligi. Na razie ciągle czekamy na Sirka. O Martinie Seveli:– [...] Jeśli chodzi o trenera Sevelę i przeciągające się negocjacje, problemem było to, że jego usługami zainteresowany był też Łudogorec Razgrad. Musieliśmy więc poczekać trochę na rozwój wypadków, bo trener Sevela zaczął najpierw rozmawiać z Bułgarami. To się przedłużało, nie wiem, czy brakowało konkretów, czy trener podszedł tak optymistycznie do perspektywy prowadzenia Zagłębia Lubin. Stąd te opóźnienia. Natomiast mieliśmy trzech innych kandydatów i tak naprawdę do każdego z nich trzeba się było przygotować. Stąd proces szukania trenera trochę potrwał.
O końcu kontraktu Filipa Starzyńskiego:– Tak naprawdę to w głównej mierze będzie zależało od niego. Nie wiem jeszcze, jak on do tego podchodzi, natomiast trzeba będzie usiąść, porozmawiać. Szczególnie, że zbliża się koniec pierwszej rundy i zarówno Filip, jak i klub chcieliby sobie poukładać przyszłość na 6, 12 miesięcy.
Michał Żewłakow o swojej przyszłości: – Nawet nie wiem. W tym okresie żyłem w nieświadomości. Z jednej strony byłem przygotowany, że skoro zmiany dotykają prezesa czy mojego współpracownika Jarka Gambala, to ja też pewnie jestem na cenzurowanym. Natomiast pytanie powinno być zadane radzie nadzorczej, właścicielom klubu. Ja sam nie wiem, czy do końca roku nic się nie wydarzy. Nie jest powiedziane, że Michał Żewłakow w Zagłębiu Lubin musi pracować i będzie pracował do końca sezonu. Całość - kliknij i przejdź na weszlo.com