Analizując poprzednie mecze Zagłębia, postanowiłem rozpocząć nową serię, która ukazywać się będzie w formie felietonu. W tekstach zatytułowanych “Co jest grane?” nie dostaniecie pewnej odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania, postaram się jednak poruszyć wiele wątków, które uważam za kluczowe.
  • Coś się zacięło
Oglądając wszystkie mecze tego sezonu w wykonaniu “Miedziowych”, trudno nie dojść do wniosku, że coś się w naszej drużynie zacięło. To, co zaczęło dobrze funkcjonować niedługo po objęciu sterów przez BvD, nagle przerodziło się w totalny chaos i brak pomysłu.  Wydawać by się mogło, że piłkarze nie do końca wiedzą jak mają grać i czego oczekuje od nich trener. Spoglądając na wyniki wszystkich pięciu meczów dochodzę do wniosku, że z wizualnego punktu widzenia zasługiwaliśmy jedynie na trzy punkty zdobyte z Arką, z którą - nie oszukujmy się - trzeba się mocno postarać żeby przegrać. Rzecz jasna, piłka nożna była, jest i być może zawsze będzie grą nieprzewidywalną, a o wyniku spotkania nieraz decydowała jedna skuteczna akcja, jednak słaba gra w wykonaniu naszej drużyny znacznie przekłada się na frekwencję na stadionie.  Nieprzygotowani do sezonu? Pięć punktów po pięciu spotkaniach, średnio jeden punkt na mecz i jedynie kilka pozytywnych momentów w grze - tak można opisać początek sezonu w wykonaniu Zagłębia. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że to nie wyniki są najbardziej rozczarowujące, a sama gra. Każdy z nas przecież wybaczyłby “Miedziowym” brak zdobytych punktów z Górnikiem czy Legią, która nadal nie prezentuje się zbyt dobrze na krajowym podwórku, gdybyśmy tylko zobaczyli przez pełne dziewięćdziesiąt minut drużynę, która stwarza sobie sytuacje, odpowiednio pressuje, walczy na każdym centymetrze murawy, bylibyśmy w całkowicie innych humorach. Tymczasem dostajemy solidne wiadro zimnej wody na głowę, bo zawodnicy od początku sezonu wyglądają na zmęczonych i nie grają na miarę swoich możliwości, co powoduje, że szwankuje celność podań, przyjęcie i wola walki. Pierwsze piętnaście minut z Cracovią i ostatnie dwadzieścia w meczach przeciwko Jagiellonii i Legii nie wystarczą. W meczu z Piastem trzeba pokazać charakter i wolę walki, jeśli będzie inaczej, może robić się ciepło na niektórych stołkach. Jedyne co my możemy zrobić, to wierzyć, że w końcu musi być lepiej. Serce zespołu po zawale Jednym z największych problemów Zagłębia jest niezapełniona luka po Filipie Jagiełło i Bartku Pawłowskim. Trzeba przyznać, że o ile Alan Czerwiński, przesunięty na prawe skrzydło, spisuje się całkiem nieźle, o tyle trio Tosik - Starzyński - Poręba nie daje tyle jakości w środku pola co Slisz - Starzyński - Jagiełło. Trudno tu winić Łukasza Porębę, bo widać, że chłopak robi co może, jest zaangażowany i głodny gry, trzeba jednak oczekiwać więcej od doświadczonych piłkarzy jak Tosik czy Starzyński. Obaj od początku tego sezonu  spisują się dość słabo, chociaż temu drugiemu zdarza się zaprezentować od czasu do czasu jakieś efektowne, kluczowe podanie. Zastanawiająca jest również bardzo ograniczony czas Bartosza Slisza w podstawowym składzie. Zawodnik, który w zeszłym sezonie spisywał się doskonale, nagle zostaje zrzucony na drugi plan, a jedyną szansą wyjścia na boisko od pierwszej minuty dostaje w przegranym meczu z Górnikiem Zabrze. Mam pewność, że Bartek, kiedy jest w formie, może dać drużynie pozytywny bodziec i nie ukrywam, że czekam na kolejny pełnowymiarowy mecz w jego wykonaniu. Wiele mówi się teraz o dwóch planowanych transferach, skrzydłowego i środkowego pomocnika, do klubu. Z finalizacją klub musi jednak poczekać, a wszystko to przez pozostałą część podatku, który Zagłębie musi zapłacić miastu za stadion. Klub, licząc na możliwość spłaty pozostałej części w późniejszym czasie, zapłacił połowę kwoty, na taki układ nie chce zgodzić się prezydent miasta. Sytuacja na linii klub - miasto odegra kluczową rolę w sprawie transferów, które są na ten moment niezbędne. Dlaczego? A no dlatego, że serce naszego zespołu wygląda jakby przeszło dwa zawały w trakcie przerwy letniej i od razu musiało wskoczyć na najwyższe obroty związane z rozpoczynającym się sezonem. Kto na środku obrony? Od lat na środku obrony w naszej drużynie widzimy niezawodnego Lubomira Guldana, zrodził się jednak problem związany z drugim środkowym obrońcą. Damian Oko, który w zeszłym sezonie był jednym z tych zawodników, od których trener mógł zacząć ustalanie składu, w tym sezonie nie pokazuje się z dobrej strony. W meczu z Legią BvD postanowił zastąpić go w składzie zawodnikiem, do którego gry po powrocie z Legii mam sporo zastrzeżeń - Maciejem Dąbrowskim. Nie jest to już ten sam "Dąbroś", który w obronie był jak mur chiński, a i przebojowo potrafił przebić się do środka pomocy, czy nawet w pole karne przeciwnika. Jego statyczna postawa w obronie sprawiła, że w osiemnastej minucie meczu przeciwko Legii, straciliśmy bramkę. Rodzi się tylko jedno pytanie, wrócić do opcji z Oko, zostawić Dąbrowskiego, czy skorzystać z zaskakującej alternatywy, jaką niewątpliwie byłoby skorzystanie z Dominika Jończego?  Trzy jasne punkty po pięciu kolejkach Na koniec postanowiłem zostawić pozytywy, bo właśnie one dają nadzieję na to, że z Piastem pokażemy siłę, która drzemie w naszym zespole. W każdym meczu widoczne były trzy jasne punkty naszej drużyny, byli to według mnie Guldan, Poręba i Szysz. U tego pierwszego widać doświadczenie i koncentrację od pierwszej do ostatniej minuty, co pozwala mu być niezachwianym filarem naszej obrony, nie tylko na początku tego sezonu, ale już od bardzo długiego czasu. Pozostała dwójka zasłużyła na ogromne brawa. Młodzi zawodnicy, którzy wywalczyli sobie miejsce w pierwszym składzie, swoim zaangażowaniem, wolą walki, a w przypadku Patryka liczbami, udowadniają z każdym meczem, że na tę szansę zasłużyli i nie mają zamiaru odstąpić miejsca na boisku bez walki. 
źródło:

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)