Martin Sevela (trener Zagłębia Lubin): - Początek meczu nie był dobry w naszym wykonaniu. W pierwszych 10 minutach nie walczyliśmy. Nasza reakcja nie była dobra. Czekaliśmy aż Korona strzeli bramkę. Potem zaczęliśmy grać w piłkę, ale nie byliśmy niebezpieczni. Nie graliśmy podań od nogi do nogi.
- Po przerwie zmieniliśmy system gry. Wyglądało to lepiej, ale nie mieliśmy okazji. Gdy oddaje się jeden celny strzał, to nie można myśleć o dobrym wyniku. Były dośrodkowania, ale nie było w polu karnym graczy, który strzeliliby bramkę. Szkoda, bo pozytywny bodziec dali nam kibice. Dziękujemy, że tak licznie zjawili się w Kielcach i przepraszamy za zły wynik.
Mirosław Smyła (trener Korony Kielce): - Dwa tygodnie temu powiedzieliśmy sobie, że rozpoczynamy wszystko od nowa. W Gliwicach mieliśmy namiastkę dobrej gry, ale bez punktów. Dzisiaj poszliśmy dalej. Może gra mogła być lepsza, ale najważniejszy jest wynik. Sumienna praca przyniosła efekt w starciu z trudnym przeciwnikiem, który dużo biega i potrafi grać piłką. Zniwelowaliśmy dużo atutów rywala. Nie ma sensu już rozstrzygać, że „Papa” strzelił, a zespół dobrze się bronił – to wszystko widzieliśmy.
- Niestety wypadł nam Żubrowski, który dostał czwartą kartkę w sezonie. Dzisiaj mamy jeszcze trening wyrównawczy i już będziemy się zastanawiać, kto zagra w jego miejscu. Udało nam się załatwić tydzień pracy. Będziemy się cieszyć każdym treningiem, bo dzięki temu możemy grać dobrze w meczach.
- Cieszy mnie, że zmiany w meczu coś wniosły. Było zaangażowanie, chęć pomocy. Ciężko nam się grało nisko z Zagłębiem, dlatego trzeba było podjeść bliżej do rywala. Wykonaliśmy więcej sprintów, ale wytrzymaliśmy.
Źródło: Mateusz Kępiński/CKsport.pl