Wczoraj tuż po meczu z Wisłą Kraków gruchnęła wiadomość o zwolnieniu Bena van Daela z funkcji trenera Zagłębia Lubin. O ile sam fakt rozstania się ze szkoleniowcem specjalnie zaskakujący nie jest o tyle tempo w jakim uwinęli się włodarze klubu po meczu z Wisłą było ekspresowe. Aż chciałoby się, aby w takim tempie realizowane były transfery przed sezonem.
Dlaczego fakt rozstania ze szkoleniowcem nie jest zaskakujący? Powodów widzę przynajmniej kilka. Gdyby te powody pojawiały się pojedynczo to myślę, że holenderski trener zachowałby posadę. Ale do rzeczy.
1. Wyniki drużyny
Powiedzieć, że w tym sezonie wyniki są dalekie od ideału to nic nie powiedzieć. Zagłębie potrafiło tylko ograć będącym w potężnym kryzysie Arkę Gdynia. Do tego dochodzą dwa remisy (w tym szczęśliwy z Jagiellonią) oraz 4 porażki (trzy w ostatnich trzech meczach). Do tego bilansu należy doliczyć rundę finałową poprzednich rozgrywek. Tam również udało się wygrać raz na siedem spotkań. Ogólny bilans za ostatnie 14 potkań prezentuje się zatem następująco: 2-5-7. Podopieczni Bena van Daela zdobyli zaledwie 11 punktów na 42 możliwe.
2. Styl gry drużyny
Że co proszę? No właśnie. Patrząc na te dwa przytoczone okresy ciężko stwierdzić, czy drużyna miała swój wypracowany styl, miała coś z czego byłaby rozpoznawana wśród ligowych rywali. Zagłębie grało raczej topornie bazując na indywidualnych przebłyskach zawodników.
Na każdej konferencji prasowej czy też przedmeczowym wywiadzie Ben van Dael pięknie opowiada co było/jest złe i co trzeba poprawić po czym przychodzi kolejne spotkanie i jota w jotę oglądaliśmy ten sam paździerz. Sporadyczne były próby rotowania składem. Przykład? Przegraliśmy z Piastem 0:3 w fatalnym stylu. I co? W nagrodę na mecz z Wisłą wychodzimy "żelazną jedenastką". Drugim przykładem było przez bardzo długi czas wystawianie Tuszyńskiego w pierwszym składzie. W ten sposób nie tylko działa się na szkodę drużyny, ale pali się samego zawodnika (podobna historia jest teraz z Kulenovicem w Legii). Inni zawodnicy czekali na swoją szansę (jak choćby Jakub Mares), ale szansy z prawdziwego zdarzenia się nie doczekali.
3. "Syndrom holenderski"
Przerabialiśmy już w Polsce podobne przypadki. Przychodzi trener z Holandii. Robi dobre pierwsze wrażenie, ciekawie opowiada o piłce. Na starcie wskazuje co jest nie tak i co trzeba poprawić. Trener potrafi celnie przeanalizować cały mecz i przyznać się do popełnionych błędów. Po czym następuje miesiąc miodowy. Drużyna gra ładną dla oka piłkę, regularnie punktuje, notuje świetne wyniki. Wszyscy są zachwyceni trenerem. I wtedy się zaczyna. Trener uważa się za alfę i omegę, wie wszystko najlepiej. Przychodzi kryzys a trener nadal chce wszystkim udowodnić, że to on ma rację a efekt jest taki, że drużyna pogrąża się marazmie. Brzmi znajomo? Wypisz wymaluj kariera Leo Beenhakera w reprezentacji Polski lub Roberta Maaskanta w Wiśle Kraków.
W jednej rzeczy wypada stanąć po stronie holenderskiego szkoleniowca. Drużyna została pozbawiona dwóch czołowych zawodników w tym okienku transferowym (Jagiełło i Pawłowski). W ich miejsce ściągnięty został jedynie Zivec. Brak solidnych transferów z pewnością trenerowi nie pomógł i trzeba mu to oddać.
Myślę, że gdy połączymy wszystkie fakty w jedną całość decyzja o zwolnieniu szkoleniowca wydaje się jedyną słuszną. Zakładam też, że władze Zagłębia nie chciały powtórzyć sagi jaką zafundowali nam rok temu z Mariuszem Lewandowskim. Praktycznie przez miesiąc było wiadome, że trener zostanie zwolniony, ale sztucznie było to przeciągane na czym najbardziej traciła drużyna. Zapewne stąd błyskawiczna decyzja o zwolnieniu Holendra.
Zobacz także:
- Zagłębie lepsze od Miedzi w sparingu. Łyczko zapewnił zwycięstwo
- Rezerwy Zagłębia zremisowały z Górnikiem Polkowice
- Debiut Marcela Reguły w seniorskiej reprezentacji Polski!
- Zagłębie zagra sparing z Miedzią Legnica
- Bednarz o przyszłości Zagłębia: Ojrzyński zostaje, akademia fundamentem klubu
źródło: