Jeśli ktoś nie oglądał meczu, mógłby pomysleć, że Zagłębie dość szybko rozpoczęło wybijanie rywalom z głowy jakichkolwiek myśli o trzech punktach. Nic bardziej mylnego. W pierwszym kwadransie to właśnie ŁKS dominował, lepiej operował piłką, miał swoje sytuacje i tylko rewelacyjne interwencje Dominika Hładuna i szczęście spowodowały, że utrzymywał się wynik bezbramkowy.
Ale jak to w ekstraklasie... Niewiele wskazywało na to, że obejmiemy prowadzenie, ale niezawodny Damjan Bohar odnalazł się bardzo dobrze w polu karnym i piłkę odbitą od słupka skierował lewą nogą do bramki.
Już po czterech minutach prowadzenie podwyższył Saša Živec. Słoweniec dopadł do zagranej przez Bartosza Kopacza piłki i z pięciu metrów lewą nogą pewnie trafił do siatki. Był to piąty gol tego skrzydłowego w sezonie.
Do końca pierwszej połowy bramki już nie padły, ale Zagłębie nie dominowało. Swoje sytuacje, szczególnie naszą prawą stroną, miał ŁKS. Jedna z nich zakończyła się strzałem, po którym piłka wylądowała na poprzeczce. Na szczęście w kluczowych momentach rewelacyjnie prezentował się Hładun.
Szybko, bo już pięć minut po rozpoczęciu gry, gola kontaktowego zdobyli łodzianie. Po nieporozumieniu w naszych szykach obronnych i przypadkowym zagraniu Sašy Balicia podczas próby wybicia piłki, oko w oko z Hładunem stanął Piotr Pyrdoł - na nasze nieszczęście trafił do siatki.
To nas jednak nie podłamało. W 57. Minucie meczu fatalny błąd popełnili zawodnicy ŁKS-u, sam na sam z Arkadiuszem Malarzem wyszedł Patryk Szysz, nieco zaplątał się w dryblingu, ale jego nieco przypadkowe podanie z zimną krwią wykorzystał Damjan Bohar, który tym samym w poniedziałkowy wieczór zdobył swoje drugie trafienie.
Dzięki zdobyciu trzech punktów lubinianie wspięli się odrobinę w tabeli PKO Ekstraklasy i są obecnie na 10. miejscu.
30 września 2019, 18:00 - Lubin (Stadion Zagłębia)