mkszaglebie.pl

Wykorzystując przerwę w ekstraklasowych rozgrywkach, skupiliśmy się na drugim zespole. Porozmawialiśmy z trenerem Jarosławem Krzyżanowskim, którego zapytaliśmy chociażby o to, czy przed zespołem rezerw został postawiony jakiś cel sportowy. Zapraszamy do lektury naszej rozmowy ze szkoleniowcem Zagłębia II Lubin.

Jak podsumowałby Pan dotychczasowe mecze w wykonaniu Zagłębia II Lubin?

- Jesteśmy zadowoleni z tego, jak zespół się prezentuje. Niekoniecznie ze startu, bo mecz z Rekordem Bielsko-Biała był trochę rozczarowujący. Straciliśmy punkty na inauguracje, natomiast zdawaliśmy sobie sprawę, że Rekord to jedna z najmocniejszych drużyn w lidze. Od początku sezonu widać było, że zmierzamy w dobrym kierunku. Przed sezonem razem z trenerem Dariuszem Żurawiem i dyrektorem Adamem Buczkiem ustaliliśmy, że ten zespół ma być miejscem dla młodzieżowców. Jeżeli grają w rezerwach zawodnicy, którzy są w kadrze pierwszego zespołu, to raczej ci młodsi, u których wciąż jest dwójka z przodu. Celowo pomijam „Pakę”, który zagrał w drugiej drużynie na początku bieżącej kampanii. Wyszło mu to na dobre, bo odbudował się i dziś funkcjonuje już w pierwszym zespole. Myślę, że wszyscy możemy być zadowoleni z tego, jak spisuje się ta drużyna. O ile mnie pamięć nie myli, jesteśmy najmłodszym zespołem w III lidze. A to udowadnia wartość pracy w akademii w tych niższych kategoriach wiekowych. Chłopcy z roczników 2001, 2002, 2003, 2004 czy czasem 2005 stawiają pierwsze kroki w seniorskiej piłce bez większych kompleksów.

Koniec pracy duetu trenerskiego Buczek – Krzyżanowski dużo zmienił?

- Pracowaliśmy wspólnie z Adamem przez trzy lata. Bardzo dużo się przy nim nauczyłem. Adam jest teraz dyrektorem akademii i sądzę, że będzie to rozwiązanie korzystne. Będąc pierwszym trenerem spadła na mnie większa odpowiedzialność. Czego przykładem jest chociażby zarządzanie sztabem, którego pracę bardzo doceniam. Paweł Sochacki, Krzysiek Ciuksa, Pawła Kowalec, Tomek Król – to są ludzie, z którymi tworzę zespół i składowa pracy wszystkich wpływa na wynik, który osiągamy.

Sprawa, która nurtuje wielu kibiców. Czy przed zespołem rezerw został postawiony jakiś cel czysto sportowy?

- Sądzę, że każdy z nas ma jakieś cele wewnętrzne, w każdym meczu gramy o pełną pulę. Powtórzę to, co było już wielokrotnie mówione – naszym celem jest, by zawodnicy występujący w drugim zespole jak najczęściej zasilali kadrę pierwszego zespołu. Odnoszę wrażenie, że jest to coraz bardziej widoczne. Po przyjściu trenera Żurawia coraz więcej młodzieżowców jest na radarze, były debiuty. Mimo że ci chłopcy nie dostają jeszcze zbyt wielu minut, to uważam, że jest to kwestią czasu. Patrząc stricte w tabelę III ligi bijemy się o najwyższe cele. Natomiast zawodnicy prezentujący się najlepiej, regularnie trafiają do pierwszej drużyny. To są ci piłkarze, którzy stanowią o sile rezerw. Ku naszej uciesze trener Żuraw zdecydował się sprawdzić kilku graczy drugiego zespołu w sparingu z Chrobrym. Zagłębie II Lubin grało wtedy w Goczałkowicach. I okazało się, że inni chłopcy również byli w stanie przeciwstawić się jednej z najmocniejszych ekip na trzecioligowych boiskach. Zremisowaliśmy na wyjeździe, a czujemy niedosyt, także okazuje się, że mamy kolejnych chłopaków, którzy będą regularnie pukać do drzwi pierwszego zespołu.

Kilku chłopaków od dłuższego czasu puka do drzwi pierwszego zespołu. Chociażby w przypadku Daniela. Dudzińskiego to przejście z III ligi do Ekstraklasy trwa już dość długo. Dlaczego?

- Chcielibyśmy, żeby wszyscy chłopcy tak książkowo przeskakiwali z III ligi do Ekstraklasy. Mamy jednak świadomość, że każdy zawodnik jest inny i nie wszyscy zrobią to z takim przytupem jak chociażby Bartek Białek. Wszyscy chłopcy mają potencjał, ale różne względy wpływają na to, że to przejście trochę trwa. Gra na ekstraklasowych boiskach powoduje, że nie każdy jest w stanie od razu poradzić sobie z presją i z innymi czynnikami. Myślę, że czas będzie działał na korzyść tych chłopaków i będą oni dostawać szansę w coraz większych wymiarach czasowych.

- Osobiście znam trenera Dariusza Żurawia i wiem, jaką filozofią się kieruje. Młodzi będą wprowadzani naprawdę regularnie i to nie będą anonimowe nazwiska, tylko gracze, z których wszyscy będziemy mieli pociechę. Dzisiaj doczekaliśmy się wychowanków, którzy stanowią o sile pierwszego zespołu. Mamy Dominika Hładuna, Kamila Kruka, mamy Łukasza Porębę. Chcielibyśmy, aby kolejni wychowankowie naszej akademii byli pierwszoplanowymi postaciami w Ekstraklasie.

Powiedział Pan już nieco o współpracy z Dariuszem Żurawiem. Mógłby Pan zdradzić więcej? Jak wygląda ta współpraca?

- Nie ma dnia, żebyśmy nie rozmawiali czy to ja z trenerem Żurawiem, czy trener Żuraw z dyrektorami Buczkiem i Guldanem. Trener bardzo interesuje się tym, jak przebiega rozwój chłopaków. Od samego początku rozmawialiśmy. Sytuacja jest o tyle komfortowa, że bardzo dobrze się znamy. Niegdyś dzieliliśmy razem szatnię, jesteśmy przyjaciółmi, co sprawia, że dobrze nam się pracuje. Trener dostaje też od nas informację, jacy zawodnicy, na jaką formację, będą mogli w przyszłości zasilić pierwszy zespół.

Potoczne „spady”. Na ile przed meczem dowiaduje się Pan, że gracze pierwszego zespołu są przewidywani do gry w rezerwach?

- Bardzo nie lubię określenia „spady”. Bo jeżeli mamy zawodników, którzy jeszcze kilka miesięcy temu robili wszystko, by trafić do „jedynki”, to wciąż mogą nie być na tyle przygotowani, by regularnie występować na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce. Wówczas grają w rezerwach. Ci chłopcy przez treningi z pierwszym zespołem zdobywają ogromne doświadczenie, trenują z piłkarzami, których wcześniej oglądali wyłącznie z perspektywy trybun. Trening z Filipem Starzyńskim czy innymi piłkarzami daje młodym bardzo dużo. Oni za chwilę mogą być pełnoprawnymi, wartościowymi piłkarzami w Ekstraklasie.

Chodziło mi bardziej o takiego Kokiego Hinokio czy właśnie Dawida Pakulskiego, którzy nie łapiąc się do kadry pierwszego zespołu, kilkukrotnie zabierali młodszym graczom miejsce w rezerwach.

- Tak, ale on też łapał się w przedziale wiekowym graczy występujących w rezerwach. Specyfika zespołu rezerw jest też taka, że jeżeli Dariusz Żuraw z różnych względów stwierdzi, że chce zobaczyć danego zawodnika w III lidze, to my się musimy dostosować. Koki grał, ale z drugiej strony to sytuacja analogiczna do Dawida Pakulskiego. Dziś obydwaj są w Ekstraklasie. Jeden i drugi są brani pod uwagę i regularnie grają raczej w większym niż mniejszym wymiarze czasowym.

Ma Pan jakiś trenerski autorytet? Jakąś trenerską myśl, która Panu przyświeca?

- Prawdę mówiąc, nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Na pewno wielu trenerów, z którymi pracowałem jeszcze jako zawodnik, odcisnęło piętno na tym jakim jestem dziś szkoleniowcem. Również grając w Lubinie. Nie mam trenera, na którym bym się konkretnie wzorował.

Na koniec – A.C. Milan czy Milan Posmyk?

- I jedno i drugie! A.C. Milan już zawsze będzie wywoływał u mnie miłe wspomnienia. Mimo niekorzystnego wyniku, to ta bramka pozostanie w mojej pamięci na zawsze. Jeżeli mówimy o Milanie, ale Posmyku, to uważam, że jest to chłopak z bardzo dużym potencjałem i ja w niego mocno wierze.

źródło: Własne

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

Dodaj komentarz



KOMENTARZE (1)



15.10.2021 09:12
Zastanawiam się w ogóle nad sensem wywiadów z kimkolwiek z tego środowiska piłkarskiego. Oczywiście nie chodzi mi tutaj o mkszagłębie, fajnie że wychodzicie z inicjatywą. Bardziej mam na myśli same osoby i ich wypowiedzi - wszystko jest ciągle powtarzalne, mdłe i nudne. Na głównej jak widzę post pod tytułem "Bartolewski komentuje mecz" to nawet w to nie wchodzę bo i tak wiem co tam przeczytam. "W każdym meczu walczymy o każda pule, walczę na każdym treningu żeby być w pierwszej 11, mamy akademie, wspaniałą infrastrukturę, akademia ma zasilać szeregi pierwszej drużyny, no nie wyszło ale już teraz przygotowujemy się do następnego meczu" i tak w kółko biadolenie o dupie marynie.
Ja osobiście szanuję siłe charakteru takiego Haalanda - chłop mówi to co myśli bez patrzenia czy komuś się to podoba. Jak dziennikarz zadaje mu idiotyczne pytanie to krótkie skwitowanie i do widzenia. Takie wywiady z iskrą aż się chce czytać.
A nie te ślamazary cholerne.