Koncepcja bez zmian
Pierwsza połowa wskazywała, że nie będzie to porywający mecz. Lubinianie zostali zepchnięci głęboko do defensywy, ale jednocześnie sami świadomie oddali inicjatywę rywalom. Potwierdzają to statystyki – Piast miał zdecydowanie większe posiadanie piłki (63% do 37%), oddał dwukrotnie więcej strzałów (10 do 5) oraz wymienił znacznie więcej podań (214 do 133).
Gospodarze cierpliwie wyczekiwali jednak swojej szansy. Po przerwie Niebiesko-Czerwoni wyraźnie zwolnili tempo, co było efektem kolejnych akcji ofensywnych, które nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Właśnie wtedy podopieczni Leszka Ojrzyńskiego wrzucili przysłowiowy drugi bieg. Efektem były dwie zdobyte bramki oraz zachowane czyste konto.
Koncepcja pozostaje więc bez zmian – „paradoks Leszka Ojrzyńskiego” wciąż ma się dobrze. Zagłębie nadal lepiej funkcjonuje jako zespół nastawiony na grę bez piłki, który w odpowiednich momentach potrafi wycisnąć maksimum z nadarzających się okazji. W klubie pojawiły się nowe twarze. Wiele wskazuje również na to, że część dotychczasowych zawodników odejdzie, jednak sam pomysł na grę pozostaje niezmienny.
Obrona na medal z lekkimi dziurami
Nie ulega wątpliwości, że taki rezultat był możliwy przede wszystkim dzięki bardzo dobrej grze w defensywie. Cieszy powrót Aleksa Ławniczaka, który rozegrał solidne zawody, jednak prawdziwym liderem formacji obronnej był Michał Nalepa. Potwierdzają to liczby – aż dziesięć przejętych piłek oraz sześć wygranych pojedynków powietrznych. Nieoceniony był także Filip Kocaba, który wspierał zespół w pressingu praktycznie w każdej strefie boiska.

Obszar działań defensywnych Filipa Kocaby, SofaScore
Nie można również zapominać o Zlatanie Alomeroviciu, który świetną interwencją po strzale Jakuba Łobojki z pierwszej połowy uchronił Zagłębie przed utratą gola. Wszystko to brzmi bardzo optymistycznie, jednak przy wszystkich pochwałach trzeba postawić wyraźne i duże „ale”.
Tym „ale” pozostaje gra bocznych obrońców. Patrząc wyłącznie na statystyki, Josip Ćorluka nie wygląda na zawodnika, który rozegrał słaby mecz. Boiskowa rzeczywistość prowadzi jednak do zupełnie innych wniosków. Bośniak zanotował sporo przejęć, lecz w dużej mierze wynikało to z faktu, że wcześniej sam prowokował niebezpieczne sytuacje. Problemy z ustawieniem pozostają jego największą bolączką od poprzedniego sezonu, a to dawało Boisgardowi, schodzącemu na prawe skrzydło, bardzo dużo miejsca do gry.
Piast najczęściej kierował dośrodkowania na dalszy słupek, gdzie niejednokrotnie brakowało odpowiednio ustawionego Damiana Michalskiego, ale również asekurującego Mateusza Grzybka. Trudno odmówić wahadłowemu ogromnego zaangażowania w ofensywie, czego najlepszym dowodem jest zaliczona asysta. Jednocześnie podobne zaniedbania w defensywie przeciwko silniejszym rywalom mogą okazać się niezwykle kosztowne.

Przykładowa sytuacja, w której zamiast Grzybka na skraju obrony ustawiony jest Marcel Reguła, a Grzybek w tym czasie nie kryje żadnego przeciwnika.
Jaki jest pomysł na grę z przodu?
Najwięcej znaków zapytania wciąż budzi jednak ofensywa, i to mimo że po pierwszej kolejce Zagłębie figuruje z tytułem lidera Ekstraklasy. Na 13 oddanych strzałów dwie sytuacje zostały sklasyfikowane jako dogodne, co przełożyło się na 1,09 gola oczekiwanego (xG) według SofaScore. Nie są to złe liczby, zwłaszcza że Marcel Reguła zdobył bramkę po okazji wycenionej zaledwie na 0,06 xG, czyli takiej, która statystycznie kończy się golem w około 6% przypadków.
Po raz kolejny było widać, że Leszek Ojrzyński kładzie duży nacisk na wykorzystywanie nielicznych okazji, zakładając, że jego zespół nie będzie ich tworzył wiele. Pytanie brzmi jednak, w jaki sposób Zagłębie zamierza do tych sytuacji dochodzić. Tym razem zabrakło jednego z firmowych elementów, czyli gola po stałym fragmencie gry. W zamian oglądaliśmy równie częste akcje rozpoczynane od dalekiego wybicia piłki, która następnie była jak najszybciej kierowana pod bramkę rywali.
W pierwszej połowie było widać, że lubinianie chcieli częściej budować akcje w ataku pozycyjnym. Między innymi po to do zespołu trafił kreatywny Sebastian Kerk. Efekty tych prób każdy mógł ocenić sam, oglądając spotkanie lub analizując pomeczowe statystyki. Gdy ten plan nie przynosił rezultatów, Zagłębie ponownie przechodziło do gry „na aferę”, w której większą rolę od systemowych rozwiązań odgrywają indywidualne umiejętności poszczególnych zawodników.
To właśnie ten element powinien budzić największy niepokój w perspektywie całego sezonu 2026/27. Jedno zwycięstwo nie zmienia bowiem obrazu drużyny. Cieszy wynik i zdobyte trzy punkty, ale zarówno największe atuty, jak i największe mankamenty Zagłębia pozostały dokładnie takie same jak przed startem rozgrywek.
