Zagłębie Lubin zakończyło sezon 2025/2026 na 7. miejscu w PKO BP Ekstraklasie. Na papierze nie wygląda to jak katastrofa, ale wystarczy przypomnieć sobie, gdzie ta drużyna była jeszcze kilka tygodni przed końcem rozgrywek, aby zrozumieć skalę rozczarowania. „Miedziowi” mieli wszystko w swoich rękach, byli w ścisłej czołówce, chwilami liderem lub wiceliderem tabeli, a finalnie sami wypisali się z walki o europejskie puchary.

To był sezon straconych szans. Sezon, w którym wynik przez długi czas przykrywał styl. Sezon, w którym tabela przez wiele tygodni wyglądała lepiej niż gra. I wreszcie sezon, po którym trudno uciec od wniosku, że Zagłębie nie przegrało Europy przez pecha, terminarz czy pojedynczy błąd. Przegrało ją przede wszystkim ze sobą.

Lubinianie zakończyli rozgrywki ligowe z dorobkiem 48 punktów. Do piątego GKS-u Katowice, który dzięki zdobyciu Pucharu Polski przez Górnika Zabrze załapał się do europejskich pucharów, zabrakło zaledwie dwóch punktów. Dwa punkty po sezonie, w którym Zagłębie w końcówce wyglądało jak zespół walczący bardziej o przetrwanie niż o spełnienie marzeń. W ostatnich dziesięciu meczach „Miedziowi” zanotowali siedem porażek, dwa zwycięstwa i remis. To bilans, który powinien powodować wstyd.

Najgorsze jest jednak to, że ta zapaść nie wzięła się znikąd. Przez większą część sezonu Zagłębie funkcjonowało ponad stan. Punkty się zgadzały, ale gra bardzo często nie dawała podstaw do wiary, że ten zespół rzeczywiście jest gotowy na walkę o coś większego. Nawet w wielu wygranych spotkaniach trudno było mówić o dominacji, kontroli czy wypracowanej przewadze. Częściej były to mecze przepchnięte determinacją, stałym fragmentem, pojedynczym błyskiem albo świetną interwencją bramkarza.

Liczby tylko potwierdzają to, co widzieliśmy wspólnie przez wiele miesięcy. Zagłębie zdobywało średnio 1,3 gola na mecz, co dawało dopiero 10. wynik w lidze. Pod względem oczekiwanych goli było jeszcze gorzej. Wskaźnik xG na poziomie 39,5 oznaczał dopiero 17. miejsce w PKO BP Ekstraklasie. Niżej był tylko jeden zespół. To nie jest statystyka drużyny, która realnie powinna myśleć o Europie. To obraz zespołu, który miał ogromny problem z regularnym kreowaniem sytuacji.

Równie wymowne są inne dane ofensywne. Zagłębie było 13. w lidze pod względem celnych strzałów na mecz, 16. pod względem dogodnych sytuacji, 14. pod względem kontaktów z piłką w polu karnym rywala i ostatnie w liczbie rzutów rożnych. To nie są drobiazgi. To pełny opis sposobu grania. Mało piłki w piłce, mało akcji, mało konkretu pod bramką przeciwnika. Zbyt często wyglądało to tak, jakby planem na mecz było przede wszystkim przetrwać, a dopiero później zobaczyć, czy coś wpadnie z przodu.

Najbardziej bolesne jest posiadanie piłki. Średnio 39,8 procent - najgorszy wynik w całej lidze. Gorszy od drużyn, które biły się o utrzymanie i finalnie z ligi spadły. Gorszy od zespołów, które przez wiele tygodni miały poważne problemy z organizacją gry. Zagłębie z jednej strony chciało uchodzić za drużynę z aspiracjami, z drugiej oddawało inicjatywę niemal każdemu. Nawet wtedy, gdy rywal wcale nie wyglądał na silniejszego.

Do tego dochodziła bardzo niska jakość gry w posiadaniu. Zagłębie notowało średnio 203,4 celnego podania na mecz - ostatni wynik w ekstraklasie. Dla porównania Lech Poznań miał ich średnio 410, Jagiellonia Białystok 399,1. To przepaść. Nie różnica stylów, tylko przepaść. Przy takiej liczbie celnych podań trudno mówić o kontroli, świadomym budowaniu akcji i narzucaniu przeciwnikowi własnych warunków. Nie trzeba było wybitnie dłubać w statystykach, bo mnogość strat piłki i niecelnych podań była widoczna gołym okiem, a matematyka tylko to potwierdziła.

Oczywiście można powiedzieć, że drużyna Leszka Ojrzyńskiego miała z założenia grać inaczej niż moglibyśmy oczekiwać. Bardziej bezpośrednio, bardziej pragmatycznie, z naciskiem na obronę. Tylko że pragmatyzm musi prowadzić do wyniku. A jeśli kończysz sezon poza pucharami, po fatalnej końcówce i z ofensywą na poziomie dolnych rejonów ligi, to trudno dalej sprzedawać tę narrację jako świadomy wybór. To już nie był pragmatyzm. To był brak pomysłu. Momentami mord na piłce nożnej.

Na tle całej tej mizerii można bronić gry defensywnej, choć też tylko do pewnego momentu. Zagłębie straciło w lidze 38 bramek, co było jednym z lepszych wyników w stawce. Średnio 1,1 gola straconego na mecz - pod tym względem lubinianie byli w ścisłej czołówce. Do tego 11 czystych kont, również jeden z najlepszych rezultatów w lidze. Tyle że nawet tutaj obraz nie jest jednoznacznie pozytywny. Wskaźnik xG straconego wyniósł 47,3 i dawał dopiero 8. wynik w ekstraklasie. To oznacza, że rywale dochodzili do sytuacji lepszych, niż sugerowałaby liczba straconych bramek. Innymi słowy - defensywa była skuteczna w wyniku, ale nie zawsze w samej strukturze gry. Zagłębie bardzo często broniło nisko, wybijało piłkę i cierpiało bez niej. Nieprzypadkowo było liderem ligi w wybiciach na mecz - średnio 38. To statystyka, która świetnie opisuje cały sezon. Dużo gaszenia pożarów, mało kontroli nad meczem. Ogromna w tym zasługa Jasmina Buricia. Blisko 40-letni bramkarz był jednym z niewielu, o których można powiedzieć coś jednoznacznie dobrego. Dziesięć czystych kont, 78,1 procent obronionych strzałów, średnio 3,2 interwencji na mecz i aż 6,0 powstrzymanych goli - to liczby, które pokazują, że Bośniak z polskim paszportem realnie trzymał ten zespół przy życiu. Gdyby nie „Jasiu”, końcowy bilans mógłby wyglądać znacznie gorzej.

Na plus trzeba też wskazać Marcela Regułę. Młody pomocnik zdobył w całym sezonie siedem bramek i dołożył trzy asysty, a w lidze miał pięć trafień. W wielu momentach dawał drużynie energię, odwagę i coś, czego brakowało bardziej doświadczonym zawodnikom - bezczelność w dobrym znaczeniu tego słowa. Jego skuteczność była lepsza niż wynikało z xG, bo przy współczynniku 4,63 zdobył siedem bramek we wszystkich rozgrywkach. To jeden z nielicznych piłkarzy, przy których można mówić o realnym rozwoju.

Trzecim oczywistym plusem był Leonardo Rocha. Tyle że jego przypadek jest zarazem jednym z największych symboli organizacyjnej porażki naszego klubu. Portugalczyk przyszedł tylko na kilka miesięcy, strzelił dla Zagłębia siedem goli, wniósł jakość, konkrety i obecność w polu karnym. Był napastnikiem, którego tej drużynie brakowało od dawna. I kiedy należało zrobić wszystko, aby go zatrzymać, sprawa została koncertowo popsuta przez prezesa, dyrektora sportowego i właściciela Zagłębia, czyli KGHM. Do wykupu zimą nie doszło, Rocha wrócił do Rakowa Częstochowa, a w Lubinie zostało tylko poczucie niewykorzystanej okazji.

Jeszcze bardziej irytujące jest to w kontekście pozostałych ruchów transferowych. Bo jeśli klub nie miał pieniędzy lub determinacji na wykup zawodnika, który faktycznie dawał drużynie jakość, to tym trudniej zrozumieć środki wydane na piłkarzy, którzy nie wnieśli prawie nic. Mihael Mlinarić? Cztery mecze, 67 minut, zero goli, zero asyst. Levente Szabó? Szesnaście występów, trzy bramki, jedna asysta, ale bez większego wpływu, którego oczekuje się od napastnika sprowadzanego do rywalizacji o pierwszy skład. Sebastian Kowalczyk? Dziewięć spotkań, 371 minut, bez gola i asysty. Rafał Gikiewicz? Jeden mecz, zawalony w dodatku koncertowo w pucharze - to właściwie epizod.

Trudno ubrać to delikatniej - wiele z tych transferów wygląda jak przepalenie pieniędzy w piecu. Tym bardziej że tych samych pieniędzy, jak można przypuszczać, zabrakło na ruch najważniejszy, czyli zatrzymanie Rochy. Jeśli tak ma wyglądać zbliżające się letnie okno transferowe, to w Lubinie naprawdę jest się czego bać.

Nie przekonali też pozostali, ale w ich przypadku ciężko mówić o oczekiwaniach, że mieli być czymś więcej niż tylko uzupełnieniem kadry. Jesús Díaz zanotował jednego gola i dwie asysty, ale przy 481 minutach trudno mówić o dużym wpływie na zespół. Luka Lučić grał znacznie więcej, bo zebrał 1685 minut, jednak po prawdzie nie zasłużył na więcej niż ocenę 3+ w skali szkolnej. Głównie za grę w obronie, bo do przodu radził sobie nienajgorzej.

Rozczarował także Michális Kosídis, bo oczekiwania były znacznie wyższe. Formalnie został najlepszym strzelcem Zagłębia w lidze z sześcioma bramkami, ale ten wynik trzeba czytać ostrożnie. Trzy gole zdobył z rzutów karnych, a kiedy nie było jedenastek, skończyła się regularność. Przyszedł jako napastnik, który miał dać więcej, niż wielu zakładało po jego wcześniejszych problemach, ale ostatecznie okazał się zawodnikiem jeszcze mniej przekonującym, niż można było obawiać się w momencie, gdy przegrywał rywalizację z Rochą. W 36 meczach we wszystkich rozgrywkach zanotował sześć goli i jedną asystę. Jak na napastnika grającego w zespole walczącym o puchary - za mało.

Całościowo ofensywa była zbyt mocno oparta na przebłyskach. Adam Radwański zakończył sezon z czterema golami i sześcioma asystami we wszystkich rozgrywkach, co dało mu najlepszy wynik w klasyfikacji kanadyjskiej drużyny. To wygląda solidnie, ale też pokazuje skalę problemu. Najbardziej produktywny piłkarz Zagłębia miał udział przy dziesięciu bramkach. W klubie walczącym o puchary powinno być więcej zawodników regularnie robiących różnicę.

Damian Dąbrowski był ikoną tego sezonu. Jak popatrzymy na suche liczby, to był jednym z najlepszych zawodników drużyny pod względem liczby podań oraz oczekiwanych asyst, ale prawda jest taka, że widać schyłek jego kariery i lubinianie grali lepiej bez niego niż z nim. Niestety, nie rozumiał tego trener Leszek Ojrzyński.

Michał Nalepa zebrał najwięcej minut, strzelił dwa gole, dołożył jedną asystę, ale miał też osiem żółtych kartek i czerwoną. Solidność mieszała się tu z błędami oraz nerwowością. Ale było zdecydowanie lepiej niż we wcześniejszych sezonach i naszym zdaniem zasłużenie wybraliście Michała najlepszym piłkarzem sezonu.

Mimo wszystko, zbyt wielu zawodników było po prostu przeciętnych. Nie tragicznych, nie kompromitujących, ale przeciętnych. A przeciętność rzadko daje europejskie puchary. Mateusz Grzybek miał trzy gole, lecz z powodów zdrowotnych grał tylko 850 minut. Jakub Sypek zanotował trzy gole i trzy asysty, jednak jego sezon również trudno uznać za przełomowy, bo wchodził głównie z ławki.

Jeszcze większy problem widać, gdy spojrzy się na całość kadry. W Zagłębiu nie było lidera ofensywy na poziomie ligowej czołówki. Najlepszy nasz strzelec w ekstraklasie, Michális Kosídis, miał sześć goli. W klasyfikacji strzelców ligi dało mu to odległe miejsce. Dla porównania Tomas Bobček z Lechii Gdańsk zdobył 20 bramek, Karol Czubak z Motoru Lublin 18, Jonatan Braut Brunes z Rakowa i Mikael Ishak z Lecha po 16. Różnica jest brutalna.

To właśnie dlatego trudno kupić narrację, że Zagłębiu „niewiele zabrakło”. Owszem, w tabeli zabrakło dwóch punktów do pucharów. Ale w grze zabrakło znacznie więcej - jakości, odwagi, pomysłu, intensywności, powtarzalności i liderów. Brakowało piłkarzy, którzy w decydujących momentach wezmą odpowiedzialność, zamiast chować się za bezpiecznym podaniem albo kolejnym wybiciem.

Odpowiedzialność za ten sezon nie kończy się jednak na trenerze i zawodnikach. Pytania muszą paść również w stronę gabinetów. Prezes Paweł Jeż i dyrektor sportowy Rafał Ulatowski na razie nie zrobili zbyt wiele, za co można byłoby ich w jakikolwiek sposób pochwalić. Szczególnie w kontekście transferów trudno mówić o dobrze wykonanej pracy. Kadra była źle zbilansowana, wzmocnienia w dużej mierze nie wypaliły, a najważniejszego zawodnika ofensywnego nie udało się zatrzymać. I choć zarzuty w kierunku trenera Leszka Ojrzyńskiego za styl gry będziemy formułować nadal, tak zarząd i dyrektor swoimi pomysłami nie ułatwili mu zadania.

Do wspomnianych kwestii dochodzi komunikacja klubu, która w zakończonym niedawno sezonie była na poziomie żenującym. I nie chodzi tu o świecące grafiki, ciekawe materiały w telewizji klubowej czy inne puste hasła. Chodzi o brak normalnego, poważnego dialogu z kibicami. W sezonie, w którym drużyna najpierw rozbudziła nadzieje, a później je boleśnie zmarnowała, klub powinien potrafić mówić jasno, odpowiedzialnie i z szacunkiem do ludzi. Tymczasem zbyt często dominowało milczenie, uniki, półprawdy, manipulacje albo komunikaty oderwane od nastrojów.

Zagłębie przegrało ten sezon na wielu poziomach. Sportowo, bo nie wykorzystało wyjątkowej szansy. Taktycznie, bo gra było uboga, przewidywalna i coraz słabsza wraz z upływem rundy wiosennej. Transferowo, bo pieniądze poszły na zawodników, którzy nie dali drużynie realnej przewagi. Wizerunkowo, bo klub nie potrafił odpowiednio zarządzić ani nadzieją, ani kryzysem.

Najbardziej przykre jest to, że taki układ tabeli może się szybko nie powtórzyć. Faworyci gubili punkty, liga była szalona, a drzwi do europejskich pucharów długo pozostawały otwarte. Zagłębie stało tuż przed nimi, ale zamiast zrobić krok do przodu, potknęło się o własne nogi. Siódme miejsce nie jest katastrofą, jeśli patrzeć wyłącznie na suchą tabelę. Jest jednak ogromnym rozczarowaniem, jeśli pamiętać, jak blisko było czegoś znacznie większego. Dlatego sezon 2025/2026 trudno zapamiętać jako udany. To raczej sezon zmarnowany na własne życzenie. Sezon, w którym liczby obnażyły styl, końcówka obnażyła charakter, a transfery obnażyły jakość klubowego planowania. Zagłębie miało szansę wysłać kibicom sygnał, że naprawdę chce czegoś więcej niż spokojnego dryfowania po ekstraklasie. Zamiast tego znów zostawiło po sobie to, co w Lubinie znamy aż za dobrze - niedosyt, rozczarowanie i pytanie, czy ktokolwiek w klubie zna się na swojej robocie.

źródło: Własne

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (5)


09.06.26 16:13
guest profile picture
Panie Ulatowski skoro nie potrafisz zrobić przyzwoitego transferu to z lecha  kogoś wypożycz do grania

processing comment 1 1
08.06.26 23:35
guest profile picture
Widzieliście  jakie  Ulatowski  szykuje  transfery? Szykują  się  do  sprzedaży  Reguły  Kacaby  i  Radwańskiego. W  zamian  transfer  sory  ale  już  kolejnego  dziadka  32 letniego  Kerka. Kerk  z Dąbrowskim  to  będzie  już  poziom  drugiej  ligi. Już  piszą  że  cofamy  się  w  rozwoju  i  jesteśmy  pierwsi  do  spadku. Niszczą  nasz  klub  perfidnie  Ulatowski  może  jeszcze  Stilica  do  tercetu  uda  Ci  się  będzie  kaberetowo

processing comment 1 0
05.06.26 09:45
guest profile picture
Tylko  ja  jako  kibic  widzę  że  te  ostatnie  10  najważnieszych  meczy  zostaly  odpuszczone. Nie  było  chęci  zrobić  pucharów. Nie  było  niczego  w  tych  ostatnich  meczach  dlatego  tak  dużo  osób  jest  zawiedzionych  celową  sportową  postawą  klubu. Na  jakiej  podstawie  w  klubie  zostaje  Dąbrowski  czy  Wożniak.  Dlaczego  na  tych  piłkarzy  są  marnowane  pieniądze  ze  sprzedaży najlepszych  piłkarzy  na  ich  nie  małe  kontrakty. Przecież  to  widać  że  forma  sportowa  nie  ma  nic  do  rzeczy  i  jest  to  normalne  dla    Jeża  co  to  za  układ ?. Dlaczego  za  rządów  Jeża  od  początku  jest  tyle  beznadziejnych  transferów  i  nikt  za  to  nie  odpowiada. Dlaczego  w  tak  słabo  funkcjonującym  klubie  dalej  rządzić  będą  Ulatowski  z  Jeżem  choć  od dawna  pisze  się  o  ich  niekompetencjach  i  braku  szacunku  do  kibiców.    

processing comment 25 1
04.06.26 21:37
guest profile picture
Sezon 2025/2026  Zagłębia Lubin podzieliłbym na 3 fazy.
1. Jesień bardzo udana gra bardzo dobra dużo strzelonych bramek oraz  super wyniki wygrana z Lechem 2:1, Legią 3:1, Rakowem 1;0, Arką 4:0, Lechią 6:2 czy Widzewem 2:1 napawała optymizmem na wiosnę 5 miejsce strata 2 punktów do lidera.
2. Wiosna do meczu z Lechem przy pozbyciu się Rochy, Szmyta, Wdowiaka kontuzja Ławniczaka, Diaza i kilku innych  gra znacznie słabsza ale punktowanie całkiem dobre i awans na pozycję lidera.
3. Od momentu podpisania kontraktu przez trenera mamy 41 punktów i 10 kolejek do końca i wtedy zaczyna się beznadziejna gra indywidualne bardzo poważne błędy zawodników oraz katastrofalne zdobywanie punktów 10 meczy tylko 7  zdobytych. Najgorszy mecz z Termaliką wystarczyło wygrać i puchary nasze. Ponadto mecze z Legią, Arką, Pogonią czy Motorem przegrane na własne życzenie grając nawet takim składem. Wniosek jeden jakby drużyna została z jesieni i lekko wzmocniona w środku pola to podium a nawet mistrz spokojnie by był oraz duże pieniądze dla klubu.

processing comment 16 0
04.06.26 19:57
Trafne podsumowanie.

processing comment 13 1