Bardzo słaby Kacper Bieszczad
Kacper Bieszczad miał wejście do bramki Zagłębia, po którym mógłby stwierdzić, że nie taka ta ekstraklasa straszna, jak ją malują. Niespełna 20-latek wskoczył do wyjściowej jedenastki „Miedziowych” na mecz z Wisłą Płock i od tego momentu na stałe zadomowił się w bramce. Co więcej, aż trzykrotnie zachował czyste konto. Wszystko fajnie, pięknie i przydarzyło się właśnie spotkanie z Wartą Poznań, który nieco go obnażył. Bieszczad maczał palce przy dwóch straconych przez Zagłębie golach. Przy trafieniu Miguela Luisa nasz bramkarz nie pokrył krótkiego słupka, przez co Portugalczyk wyprowadził „Zielonych” na dwubramkowe prowadzenie. Z kolei przy trzecim golu podopiecznych Dawida Szulczka Bieszczad dał się przelobować Adamowi Zrelakowi. Nie zdziwimy się zatem, jeżeli w kolejnych meczach Bieszczad sobie odpocznie. Dwie bramki na konto bramkarza nie zdarzają się często.
Skąd się wziął Cheikhou Dieng
Już w Niecieczy Cheikhou Dieng był jednym z najsłabszych. I prawdę mówiąc, zdziwiliśmy się, gdy zobaczyliśmy go w podstawowym składzie na Wartę. Niestety, znów sprawiał wrażenie człowieka zagubionego. Miał problem z przyjęciem piłki, podejmował złe decyzje, wypuszczał sobie za daleko futbolówkę. Nic więc dziwnego, że Piotr Stokowiec zmienił go już w przerwie. Ba, jeszcze przed przerwą prosiło się o zmianę. Pojawia się pytanie - skąd się wziął Cheikhou Dieng.
Sytuacje się nie zmienia, jest trudna
Tydzień temu „Miedziowi dość szczęśliwie, bo po dwóch rzutach karnych, wygrali w Niecieczy, dzięki czemu jak mówił sam Piotr Stokowiec, mogli złapać oddech. Z tym, że przez tę sromotną piątkową porażkę znów sytuacja się pogorszyła. Przy czym szczególnie istotne będzie także starcie z Jagiellonią Białystok, które odbędzie się już po przerwie reprezentacyjnej. Jeżeli nie wygramy na Podlasiu, może być ciężko.
