W pierwszej połowie Zagłębie Lubin było zespołem dużo lepszym od Wisły Płock. Lubinianie grali szybciej niż przed tygodniem i w końcu starali się kreować akcje ofensywne. W pierwszych 45 minutach mieliśmy sporą przewagę, ale nie do końca wiedzieliśmy co zrobić z piłką w okolicach pola karnego rywali. Dobre wrzutki Alana Czerwińskiego i Sašy Balicia nie trafiały do adresata, bo w odpowiednim miejscu nie potrafił się znaleźć fatalnie dysponowany w niedzielne popołudnie Patryk Szysz.
Najlepsze sytuacje Zagłębia Lubin w pierwszej połowie, to bez wątpienia okazja sam na sam Patryka Szysza, która została w bezmyślny sposób zmarnowana kiepskim strzałem oraz strzał Filipa Starzyńskiego z około 16. metrów, który minął o włos słupek bramki strzeżonej przez Thomasa Dähne. Wisła Płock odpowiedziała dwoma strzałami Giorgi Merebaszwilego oraz bezpośrednim uderzeniem Dominika Furmana z rzutu wolnego. Próby Gruzina minęły bramkę, a ze strzałem Furmana poradził sobie Hładun. Do przerwy mieliśmy wynik 0:0 z wyraźnym wskazaniem na Zagłębie, które zdominowało rywala w posiadaniu piłki (40-60) i liczby podań (101-165).
Drugą część meczu zaczęliśmy podobnie, jak wyglądała pierwsza - czyli od niezłej gry i przewagi. Najpierw bliski wyjścia sam na sam z Dähne był Bohar, jednak finalnie przegrał pojedynek bark w bark z Cabezalim i stracił piłkę. Kilka minut później w dobrej sytuacji znalazł się Patryk Szysz, ale jego mocny strzał z ostrego kąta na rzut rożny sparował golkiper gospodarzy. W 75. minucie Zagłębie Lubin udokumentowało swoją przewagę i zdobyło gola. Po zamieszaniu pod bramką Dähne piłka odbiła się od nóg Jakuba Tosika, trafiła pod nogi Alana Czerwińskiego. Prawy obrońca dośrodkował do niepilnowanego Damjana Bohara, a ten ze spokojem głową umieścił piłkę w bramce. Od tego momentu, paradoksalnie, było tylko gorzej.
Z prowadzenia cieszyliśmy się zaledwie pięć minut. Saša Živec wybił piłkę na oślep, dopadł do niej bramkarz gospodarzy. Zagrał on długą piłkę do Merebaszwilego, ten dośrodkował w pole karne, a gola głową zdobył debiutant Torgil Gjertsen. W tej sytuacji zdecydowanie lepiej mogli zachować się Alan Czerwiński (odpuszczenie przy dośrodkowaniu Merebaszwilego) oraz Lubomir Guldan i Saša Balić (krycie Gjertsena w polu bramkowym).
W kolejnych minutach oba zespoły miały swoje sytuacje, ale wynik do końca już się nie zmienił i spotkanie zakończyło się podziałem punktów.
"Miedziowi" nie wygrali trzeciego kolejnego meczu w 2020 roku, w dodatku nie potrafili wykorzystać wielu dogodnych sytuacji w pierwszej połowie. Widać co prawda progres w grze, ale taki wynik z tak słabo grającym rywalem jest niezwykle rozczarowujący.
