Zagłębie Lubin ligowy sezon 2020/2021 rozpoczynało właśnie od spotkania z Lechem Poznań. Wszyscy kibice „Miedziowych” zapewne doskonale pamiętają ten mecz, ponieważ decydujące bramki padały dokładnie w 82. i 87. minucie, a samo spotkanie zakończyło się wynikiem 2:1.W tym momencie Zagłębie Lubin plasuje się na 7. miejscu tabeli z dorobkiem 22 punktów i bilansem 6-4-5. Lubinianie swój ostatni mecz ligowy rozegrali dokładnie tydzień temu przeciwko Wiśle Płock. Jak Zagłębie rozpoczęło nowy rok? Tak samo, jak skończyło poprzedni, czyli w bardzo słabym stylu. Tak naprawdę mecz ten trwał do 30. minuty, ponieważ przy wyniku 0:2 i stracie zawodnika, ciężko cokolwiek zrobić. Zagłębie ma problem i to dosyć śmieszny. Jaki? Utrzymać stan rywalizacji 11 na 11, ponieważ już drugi mecz z rzędu kończymy w 10. A czym Zagłębie może zaskoczyć „Kolejorza”? Na pewno stałymi fragmentami gry. Jak wszyscy wiemy, trener Martin Sevela spory nacisk stawia właśnie na rzuty rożne, czy rzuty wolne. W tym sezonie miedziano-biało-zieloni po stałym fragmencie gry zdołali zdobyć 18 bramek, gdzie 7 z nich, czyli najwięcej w całej lidze, było właśnie po rzucie rożnym.
A jak wygląda sytuacja Lecha Poznań? „Kolejorz” w ligowej tabeli zajmuje 10. miejsce z dorobkiem 18 punktów z bilansem 4-6-5. Na pewno żaden z kibiców Lecha nie jest zadowolony z tego, jaką formę prezentuje obecnie Lech. Poprzedni mecz lechici rozegrali na wyjeździe przeciwko Górnikowi Zabrze. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1 i śmiało można powiedzieć, że był to remis sprawiedliwy. Na co warto zwrócić uwagę w kontekście gry Lecha? Przede wszystkim na ofensywne wejścia bocznych obrońców, czyli Tymoteusza Puchacza i byłego już zawodnika „Miedziowych”, Alana Czerwińskiego. Lech po akcjach tej dwójki otrzymał dwa razy rzut karny, ale dwukrotnie zostały one odwołane przez system VAR.
Trener Martin Savela ma na pewno niemały ból głowy, ponieważ praktycznie cała linia obrony nie jest do jego dyspozycji. Kruk, Wójcicki, Bartolewski, Oko i to by było na tyle, jeżeli chodzi o naszych obrońców gotowych na mecz z Lechem. Lorenco Simić trenuje indywidualnie, Dominik Jończy pauzuje za czerwoną kartkę w meczu z Wisłą Płock, tak samo za uzbieranie 4 żółtych kartoników nie wystąpi nasz kapitan Sasa Balić. Dorde Crnomarković ze względu na zapis w umowie nie może wystąpić w meczu z Lechem (i tak ma na koncie 4 żółte kartki), a Kacper Chodyna jest w trakcie rehabilitacji. Wyżej wcale lepiej to nie wygląda, co prawda po pauzie za żółte kartki wróci Jakub Żubrowski, tak wciąż kontuzjowani są Adam Ratajczyk, Jakub Sypek i Sasa Zivec. Nie wiemy też, czy w kadrze meczowej znajdzie się nowy nabytek Zagłębia, czyli Miroslav Stoch, który odbył już kilka jednostek treningowych z nowymi kolegami.
A jak to wygląda po stronie Kolejorza? Trener Dariusz Żuraw na pewno nie będzie mógł skorzystać z Lubomira Satki, który trenuje indywidualnie. Mecz z Zagłębiem opuści również Nika Kaczarawa, który boryka się z kontuzją więzadeł w stawie skokowym i Niki Kwekweskiriego, który przez różne procedury nie może jeszcze grać w barwach Lecha. Do wyjściowego składu powinien wrócić najlepszy strzelec „Kolejorza”, czyli Mikael Ishak, który ze względu na drobny uraz opuścił mecz z Górnikiem. Do gry powinni być również gotowi Antonio Milić i Dani Ramirez, którzy wcześniej borykali się z problemami zdrowotnymi.
Czy Zagłębie wejdzie na odpowiednie tory i zacznie wygrywać? Czy Lech przełamie passę czterech kolejnych meczów bez zwycięstwa? Na te pytanie poznamy odpowiedź tuż po godzinie 22:15. Pierwszy gwizdek sędziego Sebastiana Jarzębaka już o godzinie 20:30, a transmisje ze spotkania przeprowadzi stacja Canal+ Sport.
