Gwizdy za bramkę zdobytą w debiucie, zamiłowanie do gotowania, szalenie twarda głowa i podobieństwo do Michaela Phelpsa. Poznajcie nowego piłkarza Zagłębia, Martina Nešpora. Drugi raz ta sama trasa. O ile za pierwszym wydawało się, że wszystko pójdzie jak z płatka, o tyle teraz wątpliwości nieustannie i w dodatku znienacka przejmują kontrolę nad moją głową. Już niczego nie jestem pewien. Klinika w Monachium. Absolutny europejski, a prawdopodobnie i światowy, top. Tylko na przestrzeni poprzedniego tygodnia mieli pewnie dziesiątki takich przypadków jak mój. Szybka operacja, pogadanka o tym, jak będzie wyglądała rehabilitacja i lada moment zacznę pracować nad tym, by jak najszybciej przypomnieć o sobie trenerowi. Tak miało być i tak też było. Prędko wróciłem na boisko treningowe na Letnej. Jednak nie sam. Znowu towarzyszył mi ten przeklęty ból. Teraz gdy ponownie zmierzam na południe Niemiec, nic nie oczekuję. Mój wrodzony optymizm zaczął jakby schodzić w cień. Chciałbym, żeby to wszystko minęło, ale przesłanki, które pomogłyby mi w to uwierzyć, jakoś się nie pojawiają. Ci lekarze tak naprawdę nie potrafią zdiagnozować, jaki jest ze mną problem. Druga operacja pachwiny również nie przyniosła pożądanych skutków... *** Martin Nešpor nie jest człowiekiem, który za wszelką cenę pcha się w blask reflektorów. Żeby odnaleźć jakiś jego wywiad na czeskich portalach, trzeba się trochę natrudzić. Pierw trafimy na rozmowę z Karlem Nešporem, psychiatrą specjalizującym się w wyciąganiu ludzi z uzależnień. Później co prawda ukaże się nam pogawędka z Martinem Nešporem, ale nie piłkarzem, tylko fotografem, który jako najmłodszy Czech przemierzył zamarzniętą część jeziora Bajkał. Jeśli kogoś to interesuje, to napiszę, że miał wtedy 23 lata. [caption id="attachment_7289" align="aligncenter" width="639"]fot. idnes.cz fot. idnes.cz[/caption] W wywiadach z napastnikiem zawsze pojawia się ten sam temat. Kontuzja pachwiny. Doznał jej na początku rundy jesiennej sezonu 2014/15 i przez niejeden wieczór spędzała mu sen z powiek. Sparta Praga odbywa swoje treningi na arenie nazywanej Stadionem Strahov. I to właśnie to miejsce napędziło Nešporowi sporo strachu, bo przez pewien czas, jak sam podkreśla, myślał, że raz na zawsze będzie musiał zawiesić buty na kołku.
Wsparcie Jarolima
Był w kropce. Kolejne próby powrotu do pełni sprawności kończyły się fiaskiem. Nieważne co robił – mył zęby, czy też po prostu siedział w fotelu – ani na krok nie opuszczała go jego dolegliwość. By postawić się na nogi, zaczął korzystać z usług psychologa. Ten musiał stanąć przed arcytrudnym zadaniem. Miał za zadanie wytłumaczyć Martinowi, że futbol nie jest sprawą życia i śmierci. Było to o tyle skomplikowane, bo czeski zawodnik od małego był zakochany w tym sporcie. Już od piątego roku życia zaczął grać w piłkę w niewiele większej od Niecieczy wiosce Tuklaty. Za młodu szkolił się również w karate i tenisie ziemnym, ale to zawsze bieganie za "gałą" stało na piedestale. Miał marzenie takie jak miliony jego rówieśników. Zostać zawodowcem i żyć z pasji. Momentem przełomowym dla niego był telefon od Davida Jarolima, grającego wtedy w Bundeslidze. Poradził Nešporowi, żeby udał się do Hamburga, gdzie są świetne warunki do rehabilitacji i pracuje tam bardzo dobry lekarz. Martin zdecydował się na taki ruch, jednak w rozmowie z "Weszło!" wspominał, że miała to być jego ostatnia próba. Wóz albo przewóz. Wyleczę pachwinę lub kończę z piłką. W Hamburgu spędził dwa tygodnie i… ból pachwiny ustąpił, jak ręką odjął. W końcu – po siedmiu miesiącach katuszy – los się do niego uśmiechnął.
Lepiej z nim nie zadzierać
Gdyby pozbierać opinię dotyczące tego napastnika od osób, które miały okazję z nim współpracować, na pewno wspólnym mianownikiem byłaby w nich bojowość Nešpora. Taki też jego obraz mamy w głowach. Gościa, który nigdy nie odpuszcza. Idzie do końca. Uwielbia szukać na boisku konfrontacji i na ogół wychodzi z nich zwycięsko. Trzeba przyznać, że nie jest to ślepo powielane stanowisko, tylko najszczersza prawda. Kto nie wierzy, niech obejrzy poniższy filmik. Nešpor grał wtedy w Mladej Boleslav i zderzył się w tym powietrznym starciu z Václavem Kadlecem. 22-letni wtedy snajper może i został zniesiony na noszach, ale o wiele gorzej wyglądała sytuacja Kadleca. Ówczesna nadzieja czeskiego futbolu doznała… złamania kości czołowej. [caption id="attachment_7291" align="aligncenter" width="641"]fot. isport.blesk.cz fot. isport.blesk.cz[/caption] Do seniorskiej piłki nie wszedł z wielkim przytupem. Zadebiutował w seniorach Bohemians 1905 mając 19 lat. Dopiero w swoim drugim sezonie zanotował pierwsze trafienie w czeskiej ekstraklasie. W rozgrywkach 2011/12 i 2012/13 był pewnym punktem drużyny, co przełożyło się na powołanie do reprezentacji U-21, w której dwukrotnie wystąpił. W meczu z Walią był nawet blisko strzelenia bramki, jednak uniemożliwił mu to środkowy obrońca rywali, wybijając piłkę z linii bramkowej. Bardziej niż ta sytuacja zapadło mu jednak w pamięć coś innego. Postawa Walijczyków. W wywiadzie dla bohemians.cz mówił, że miał wrażenie jakby miał naprzeciw siebie 11 wygłodniałych buldogów, z których agresja kipi na kilometr. Niesamowicie mu to imponowało. [caption id="attachment_7288" align="aligncenter" width="640"]isport.blesk.cz isport.blesk.cz[/caption] Inna anegdota – parę lat temu na pytanie, jakie ma cele związane z piłką, odpowiedział, że chciałby kiedyś zagrać w Anglii. Nie wymienił jednak Manchesteru United, Liverpoolu czy też Chelsea, ale… Newcastle i Fulham. To właśnie w tej drugiej drużynie swego czasu występował jego piłkarski idol. Brian McBride. Typowy pracuś, który zostawiał serce na boisku.
Dobry duch
Często z ust Nešpora pada w wywiadach znany frazes o tym, że w szatni, w której aktualnie przebywa, jest świetna atmosfera. Mówiąc tak, nie próbuje się podlizać, ani nie rzuca słów na wiatr. Po prostu sam jest źródłem pozytywnej aury, którą zaraża ludzi wokół. Przeważnie nie znajduje się w centrum uwagi, ale z całą pewnością ma o wiele większą liczbę przyjaciół niż wrogów.
Człowiek wielu pasji
Raczej nie należy do tych piłkarzy, którzy po powrocie z treningu pierwsze co robią, to siadają przed telewizorem lub komputerem i śledzą nowinki ze świata piłki. Nešpor woli się odciąć. Dość powiedzieć, że nie oglądał nawet tegorocznego finału Ligi Mistrzów. Jest fanem AC/DC. Lubi gotować, szczególnie specjalizuje się w kuchni włoskiej. Przygotowanie risotto lub makaronu w najróżniejszych formach nie stanowi dla niego problemu. W potrawach zwraca uwagę, by nie przesadzać z tłuszczem i sumiennie dobiera produkty. Krótko mówiąc – raczej nie osiągnąłby kompromisu w wyborze restauracji na obiad z Odjidją-Ofoe. [caption id="attachment_7290" align="aligncenter" width="641"]fot. isport.blesk.cz fot. isport.blesk.cz[/caption] Stawia rodzinę na pierwszym miejscu i wiele czasu spędza ze swoją żoną. Zwykle aktywnie – grając w tenisa, squasha lub jeżdżąc na snowboardzie, ale są też na bieżąco z większością kinowych premier. Jednym z ulubionych filmów Nešpora jest „Cud w Lake Placid”, czyli ekranizacja przygotowań amerykańskiej drużyny hokeja na lodzie do igrzysk. Jeśli będzie zaangażowany w treningi Zagłębia, choć w 1/4 tak, jak inny fan tego filmu, to możemy być o niego spokojni. Jeden z najlepszych sportowców wszechczasów Michael Phelps do tego stopnia zakochał się bowiem w „Cudzie w Lake Placid”, że oglądał go nawet w wiosce olimpijskiej tuż przed początkiem swoich zmagań w Atenach.
Ambicja
Lgnie do gry o najwyższe cele. To właśnie między innymi tym motywował się, przechodząc (pierw na wypożyczenie, rok później definitywnie) z Bohemians 1905 do Mladej Boleslav. Zespół z północnej części Czech grał w kwalifikacjach do Ligi Europy i to właśnie tym skusił Nešpora. Po dwóch latach przeniósł się do Sparty Praga. Miał tam rywalizować z nie byle kim, bo z grającym w przeszłości w Premier League Romanem Bednárem oraz kapitanem drużyny i jednocześnie etatowym reprezentantem kraju Davidem Lafatą. Fakt, że nie będzie miał zagwarantowanego w pierwszej jedenastce miejsca go jednak nie przerażał. Lubuje się w walce o swoje, a dodatkowo motywował go fakt, że miał szansę pierwszy raz od 9 lat wprowadzić Spartę do Ligi Mistrzów.
Przymusowe przyhamowanie kariery
Plany te pokrzyżowała mu jednak wspominana kontuzja. Chwilę przed nią wydarzyła się ciekawa sytuacja. W otwierającym rozgrywki czeskiej ekstraklasy spotkaniu od początku wyszedł na murawę i już pierwszą swoją sytuację zamienił na gola. Logika podpowiadałaby więc, że całkiem nieźle pokazał się swoim kibicom w debiucie (Sparta była gospodarzem), jednak gdy schodził w 70. minucie, to zebrał od nich sporą porcję… gwizdów. Powód? Nie okazywał radości po tym, jak trafił do siatki. Sparta grała wtedy z Bohemians 1905, a oba kluby jakby to powiedzieć… nie przepadają za sobą. Inną sytuacją godną uwagi jest fakt, że został zmieniony wtedy przez Kamila Vacka. Wrócił do gry pod koniec kwietnia 2015 roku i by odzyskać rytm meczowy, rozgrywał mecze w drugiej drużynie. W pięciu występach strzelił pięć goli, jednak mimo to do końca sezonu nie zagrał już ani minuty w barwach pierwszego zespołu. Później w lipcu został jak wiadomo wypożyczony do Piasta, a chwilę przed przyjazdem do Polski miał okazję odbyć jeden wspólny trening z podążającym w przeciwnym kierunku Marco Paixão.
W Ekstraklasie sobie poradził
Nešpora na Ekstraklasę namówił nie tylko Radoslav Latal, ale również Michal Papadopulos, który w rozmowie telefonicznej wystawił niezłą laurkę naszej lidze. Teraz obu Panom przyjdzie rywalizować o miejsce w ataku Zagłębia. Wyjazd do Gliwic był pierwszym zagranicznym wojażem Nešpora. Można było mieć w związku z tym wątpliwości, jak szybko zacznie prezentować pełnię swoich możliwości. Tym bardziej że długo był bez gry. Jak się okazało – nie przeciągnęło się to w czasie. Przez cały sezon zdobył 11 bramek, dzięki czemu stał się nie najgorszym następcą Kamila Wilczka.
Na walizkach
Pozytywem dla nas jest to, że ma dopiero 26 lat i na pewno stać go na jeszcze lepszy wynik, ale z drugiej strony sam twierdzi, że ma za sobą najlepszy sezon w życiu. I chyba jest to zgodne z prawdą. Piast mógł skorzystać z opcji pierwokupu Nešpora, jednak wpisana w umowie kwota przekraczała możliwości finansowe gliwiczan. Klub ze Śląska starał się zbić z ceny, jednak nawet nowa propozycja Sparty opiewająca według „Faktu” na 400 tysięcy euro nie skusiła Piasta. Już zimą napastnik miał propozycję z Lecha. Również w tym okienku poznański zespół miał go na swojej liście życzeń, ale ostatecznie Nešpor będzie kontynuował swoją karierę w Lubinie.
Gotowy do gry
Pomimo letnich zawirowań wokół jego osoby, raczej należycie przygotował się do sezonu. W czerwcu był na dwóch obozach przygotowawczych z Piastem i występował również w sparingach, a ostatnio trenował ze Spartą i musiał zaliczyć déjà vu, bo znowu, podobnie jak po kontuzji, zagrał spotkanie w drugim zespole. Nešpor z całą pewnością nie jest doświadczonym golleadorem, ale bez wątpienia nada się do taktyki preferowanej przez Stokowca. Świetnie radzi sobie w pojedynkach główkowych, potrafi z wielką determinacją oraz pasją nabiec na bliższy słupek i w pierwszej kolejności kieruje się dobrem zespołu. W Gliwicach wychwalał wszystko poza bazą treningową. Teraz na stan boisk na pewno nie będzie narzekał, a można mieć przekonanie graniczące z pewnością, że raczej szybko pokocha lubińską rzeczywistość. Wszak może nie ma w niej Mraza, ale jest m.in. Čotra oraz pan piłkarz z numerem 18, który jest w stanie sprawić, że na ogół pozytywnie nastawiony do życia Nešpor dopiero teraz grając u boku takiego pomocnika zda sobie sprawę, co to znaczy mieć klawe życie. Tomasz Góral
źródło:

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)