Trener Leszek Ojrzyński nie zdecydował się na żadne zmiany w składzie względem zwycięskiego meczu z Radomiakiem Radom. Na ławce rezerwowych zabrakło między innymi Jesusa Diaza i Mihaela Mlinaricia, ale podobnie jak wcześniej klub nie poinformował o wszystkich nieobecnościach w kadrze.
Choć cały mecz w wykonaniu Zagłębia był słaby, początek spotkania mógł dawać nadzieję. Przez pierwsze 20 minut lubinianie grali odważnie, wysoko podchodzili do rywala i byli blisko objęcia prowadzenia. Już w 5. minucie oglądaliśmy niezłą akcję „Miedziowych”. Adam Radwański oddał groźny strzał, ale Otto Hindrich zdołał obronić.
W kolejnych minutach to Zagłębie częściej utrzymywało się przy piłce, jednak nie potrafiło przekuć tego w konkretne sytuacje. W 17. minucie odpowiedziała Legia. Rajović uderzył głową, ale Jasmin Burić świetnie przeniósł piłkę nad poprzeczką.
Od tego momentu gra gości zaczęła się sypać. Pojawiła się bojaźliwość, niedokładność i coraz więcej prostych strat. W 29. minucie Legia objęła prowadzenie. Do dośrodkowania Kamila Piątkowskiego dopadł Rafał Adamski i mieliśmy akcję dwóch byłych zawodników Zagłębia. W 39. minucie Piątkowski sam próbował szczęścia mocnym strzałem, ale piłka minęła bramkę Buricia. Do przerwy Legia prowadziła 1:0 i trudno było powiedzieć, że niezasłużenie.
Po zmianie stron obraz gry praktycznie się nie zmienił. Nadal częściej atakowali gospodarze, a Zagłębie miało ogromne problemy z wyjściem spod pressingu i stworzeniem czegokolwiek w ofensywie. W 54. minucie mocno uderzał Kacper Urbański, ale na szczęście dla gości piłka poleciała wysoko nad bramką. Jedną z niewielu prób odpowiedzi podjęło Zagłębie w 59. minucie. Adam Radwański oddał strzał, jednak piłka odbiła się od obrońcy i skończyło się tylko na rzucie rożnym.
Do końca spotkania zespół Leszka Ojrzyńskiego nie potrafił przeprowadzić ani jednej naprawdę dobrej akcji i zasłużenie przegrał 0:1.
Coraz trudniej uciekać od rozmowy o tym, jak wygląda gra Zagłębia. Trener słusznie zwraca uwagę na problemy na pomeczowych konferencjach, ale sama diagnoza nie wystarczy. Drużyna od dłuższego czasu nie pokazuje niczego, co przypominałoby dobrze funkcjonujący zespół piłkarski. Jeśli rywal odbiera „Miedziowym” ich największy atut, czyli stałe fragmenty gry, to Zagłębie nie ma praktycznie żadnej alternatywy.
To może być szczególnie rozczarowujące, bo po latach przeciętnych sezonów klub wreszcie jest wysoko w tabeli. Problem w tym, że styl gry nie daje powodów do optymizmu i coraz trudniej czerpać satysfakcję z samego miejsca w tabeli. Coraz więcej wskazuje na to, że miejsce jest po prostu dziełem przypadku... Na co więc będzie stać Zagłębie w pięciu ostatnich meczach sezonu?
29. kolejka PKO BP Ekstraklasy
17 kwietnia 2026 r., godz. 20:30 | Stadion Miejski Legii Warszawa im. Marszałka J. Piłsudskiego
Legia Warszawa 1:0 Zagłębie Lubin
bramka: Adamski 29
Legia Warszawa
89. Otto Hindrich - 91. Kamil Piątkowski, 8. Rafał Augustyniak, 12. Radovan Pankov - 7. Paweł Wszołek, 22. Juergen Elitim, 44. Damian Szymański (90, 67. Bartosz Kapustka), 82. Kacper Urbański (80, 77. Ermal Krasniqi), 9. Rafał Adamski, 23. Patryk Kun (89, 13. Arkadiusz Reca) - 29. Mileta Rajović.
Zagłębie Lubin
1. Jasmin Burić - 16. Josip Ćorluka (62, 13. Mateusz Grzybek), 31. Igor Orlikowski, 25. Michał Nalepa, 4. Damian Michalski, 35. Luka Lučić - 44. Marcel Reguła, 39. Filip Kocaba (62, 8. Damian Dąbrowski), 26. Jakub Kolan (74, 20. Mateusz Dziewiatowski), 18. Adam Radwański (62, 19. Jakub Sypek) - 17. Levente Szabó (74, 9. Michális Kossídis).
żółte kartki: Szymański - Kocaba, Burić, Dziewiatowski.
sędziował: Kōki Nagamine (Japonia).
widzów: 25 042.
