Nie wiadomo, co bardziej szokuje - kompromitująca gra piłkarzy Zagłębia Lubin czy całkowita bezradność Oresta Lenczyka, którego efekty pracy z tym zespołem są mizerne - pisze dziennikarz sport.pl Artur Brzozowski.

 

Zaskoczenie jest gigantyczne. Nie samym faktem, że Zagłębie plasuje się praktycznie w strefie spadkowej i będzie bronić się przed degradacją. Bo zespół od dawna jest w kryzysie. Znacznie bardziej dziwi całkowita niemoc doświadczonego trenera Oresta Lenczyka, który w żaden sposób nie odmienił i nie poprawił gry lubińskiego zespołu.

Lenczyk na ratunek

Trener Lenczyk pracuje w Lubinie od końca września. A więc miał trochę czasu, aby uspokoić sytuację w zespole i wyprowadzić go z kryzysu. Niestety, tak się nie stało. Nie wiem, czy teraz Zagłębie gra gorzej niż w momencie, gdy Lenczyk przejmował drużynę. Ale na pewno nie spisuje się lepiej i nadal tkwi w poważnym kryzysie. Co gorsze, zespół nie punktował, dlatego znajduje się w ogonie ligowej tabeli.

Orest Lenczyk nie ponosi winy za długi kryzys Zagłębia. Na ten fakt złożyło się wiele błędnych posunięć i zdarzeń z minionych miesięcy, do których doszło w Lubinie. Ale z drugiej strony trener Lenczyk na razie nie uczynił niczego konkretnego, aby drużynę z piłkarskiej zapaści wyciągnąć. A w takim celu został w Zagłębiu zatrudniony.

Doświadczony szkoleniowiec dobrze wiedział, gdzie zgodził się podjąć pracę. W zespole seryjnie przegrywającym mecze, rozbitym psychicznie, którego zawodników wygwizdują swoi kibice. Wcześniej nie poradził sobie na tej posadzie Jan Urban, potem Pavel Hapal, który ze słowacką Żyliną potrafił awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów, czy wreszcie niedoświadczony Adam Buczek.

Czy było coś dziwnego w posunięciu szefów Zagłębia, że w akcie desperacji sięgnęli po bardzo doświadczonego i utytułowanego Lenczyka?

Bezmyślna kopanina

Futbol bywa nieprzewidywalny. I niestety, w Lubinie znalazło to potwierdzenie - Orest Lenczyk na razie nie odmienił Zagłębia. Statystyki nie kłamią. W 12 meczach drużyna prowadzona przez trenera Lenczyka zdobyła tylko 9 punktów. Na 36 punktów możliwych. Wygrała zaledwie dwa mecze: z najsłabszymi klubami ekstraklasy, czyli Widzewem oraz Podbeskidziem. To wynik zły. I nieprzypadkowy. Zagłębie gra dziś - razem z Widzewem - najsłabszą piłkę w ekstraklasie.

Trener Lenczyk często narzekał i tłumaczył, że przychodząc do Lubina, był przekonany, iż większość z tych piłkarzy potrafi grać znacznie lepiej. Po meczach dodawał, że jego zawodnicy popełniali proste błędy i sami prezentowali gole rywalom. To prawda.

Ale jest jeszcze inna prawda. Zagłębie kompletnie nie istnieje na boisku, w grze zespołu nie widać żadnej myśli, żadnej taktyki. Ten zespół zupełnie nie gra w piłkę, tylko bezładnie ją wykopuje. Dwa ostatnie spotkania lubinian z Cracovią oraz Ruchem były tego klasycznym przykładem - bezmyślnie kopali piłkę na zasadzie: "aby gdzieś wybić".

Kim grać? Piłkarzami

W niedzielnym meczu przeciwko Ruchowi trener Lenczyk wystawił w podstawowym składzie kilku młodziutkich graczy: Jagiełłę (16 lat), Boneckiego i Azikiewicza (obydwaj po 18 lat). 16-latka Jagiełłę zdjął po półgodzinie gry. Nie wiem, czy trener w tak trudnym momencie sezonu uznał, że właśnie ci piłkarze są w najwyższej dyspozycji i powinni powalczyć o punkty. Czy może za wszelką cenę chciał pokazać klubowym działaczom: zobaczcie, jaki słaby mam tu potencjał piłkarski. Kim w tym Zagłębiu mam grać?

Problem w tym, że jak do podstawowego składu Lenczyk desygnował doświadczonych Jeża, Abwo, czy Kwieka, to zespół również prezentował się słabo. Różne z tego można wysnuć wnioski. Ale dobrze się stało, że na zakończenie tej części sezonu do Lubina przyjechał Ruch Chorzów. Bo pewne rzeczy można skonfrontować i porównać.

Ruch w górę

We wrześniu tego roku, 10 dni przed podjęciem pracy przez Lenczyka w Zagłębiu, Ruch Chorzów zatrudnił Jana Kociana. Słowak obejmował Ruch w równie dramatycznej sytuacji co Lenczyk Zagłębie. Chorzowski zespół grał fatalnie, przegrywał mecze wysoko, a potencjał piłkarski zawodników nie powalał na kolana. Dodatkowo Ruch w porównaniu z Zagłębiem jest klubem biednym, którego nie stać na spektakularne transfery ani płacenie zawodnikom lukratywnych kontraktów.

I co się stało w Chorzowie? Kocian w niewiarygodny sposób wyprowadził Ruch z kryzysu. W 14 meczach zdobył 26 punktów, przegrywając tylko z Legią w Warszawie i po niewiarygodnie dramatycznym pojedynku z Lechem z Poznaniu. I uczynił to w większości z mało znanymi piłkarzami, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w profesjonalnej piłce.

Kocian ograł Lenczyka w Lubinie, mając do dyspozycji równie młodych, niedoświadczonych piłkarzy, takich jak: Helik (18 lat), Włodyka (19 lat), Konczkowski (20 lat), Dziwnel (21 lat) czy Starzyński (22 lata). No, chyba że uznamy, iż ich wkład w wygraną był minimalny, a Zagłębie w pojedynkę pokonał 36-letni Łukasz Surma.

Obustronna pomyłka?

Zamiast narzekać na umiejętności piłkarzy i ich błędy, trener Lenczyk powinien się zastanowić, dlaczego on nie potrafił Zagłębia odmienić na lepsze. Co spowodowało, że zdobył tak mało punktów i w żadnym elemencie nie poprawił gry Zagłębia, tak aby drużyna nie wisiała tuż nad strefą spadkową? Kocian pokazał, że to możliwe. I nie chodzi o obrażanie się, na zasadzie "to trzeba było brać Kociana", tylko o merytoryczne rozwiązanie problemu.

A może tajemnica lubińskiej niemocy jest prozaiczna. Trener Lenczyk, przychodząc do Lubina, myślał, że w klubie trafi na lepszych piłkarzy. A działacze Zagłębia spodziewali się, że zatrudniają lepszego szkoleniowca. 

Artur Brzozowski
sport.pl

 

źródło:

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)