Ktoś powie, że przecież straciliśmy szansę na Ligę Europy. Tak, racja. Liga Europy, trofeum przeszły koło nosa. Ale co w gruncie rzeczy oznacza porażka? Nie mamy komfortowej sytuacji tj. nie mamy zapewnionego utrzymania, żeby rozpamiętywać to, co się stało w Warszawie. Podejrzewam, że wielu z was dyskutowało w kręgach o „zestawach”: czy wolicie puchar i spadek; czy brak pucharu i utrzymanie. Oczywiście istniała jeszcze alternatywa super optymistyczna, czyli i puchar i utrzymanie, ale powiedzmy szczerze: kto brał to pod uwagę poważnie i realistycznie?

Ja decydowałbym się na drugą opcję, tzn. walczyć o puchar do końca, ale gdyby np. miałby zagrać niedoleczony Piech czy Rymaniak, to nie decydowałbym się ich wystawiać.

Puchar

Po raz kolejny namawiam do odstąpienia od dyskusji o „fanatycznej” stronie finału. Nie zmienimy decyzji grup kibicowskich, a przez okres okołofinałowy wystrzelały się już chyba wszystkie argumenty wszystkich zainteresowanych stron. Grupy się okopały i już.

Pozwolę sobie na jedną uwagę. Jedyną osobą na stadionie, która mogłaby mieć prawdziwy żal za gwizdy bydgoskich pikników jest Adrian Błąd. Człowiek, który swoje piłkarskie nazwisko wyrobił w Bydgoszczy, który grał na chwałę Zawiszy w czasach, kiedy ci ludzie (w większości) na Zawiszę nie chodzili, bądź chodzili sporadycznie, to człowiek, który w tak ważnym momencie dla Zagłębia nie okazywał swej wielkiej radości właśnie ze względu na sentyment do „Zetki”. „Adi” rozumie czym dla kibiców Zagłębia są mecze z Zawiszą. A fani Zawiszy, mając okazję w jakimś sensie odwdzięczyć się za to, wyścielili mu drogę do karnego solidnymi gwizdami.

Sam mecz pucharowy był futbolowym przeciąganiem liny. Były tzw. „momenty”, kiedy dominował Zawisza, były momenty, gdy dominowaliśmy my. Właściwie trudno cokolwiek konstruktywnego napisać, po prostu przez 120 minut Rodić i Kaczmarek mieli albo szczęście, albo jeszcze więcej szczęścia, albo wykazywali się refleksem. Z dobrej strony pokazał się jak zawsze Piech, który choć nie strzelił, to żeby tak każdy walczył i biegał jak on, to zabiegalibyśmy Zawiszę gdzieś w 80 minucie spotkania. Gość o pancernych płucach.

Karne to loteria. Nie wiem czy ktoś już wie, dlaczego do karnego podszedł młody Bonecki, który musiał (siłą wieku) być zestresowany, a kiks Cotry jeszcze te nerwy spotęgował. Absolutnie nie obwiniam go za porażkę. To nie Bonecki przegrał finał PP. To nie Cotra przegrał finał PP. Puchar Polski przegrało Zagłębie Lubin, które rozegrało naprawdę niezły mecz i nie musi się wstydzić swojego występu na Narodowym. Ten stadion widział dużo słabsze występy, zwłaszcza swojego gospodarza.

Korona

Wczorajszy mecz z Koroną. To w gruncie rzeczy do niego nawiązuje tytuł. Mógłbym wpisać się w hejterskie tony i narzekać, że znowu Piątek hamulcowy, że znowu machanie łapami, że znowu, że znowu, że znowu…

A ja przekornie napiszę (w odróżnieniu do tych, z którymi mecz oglądałem – KMWTW), że to kolejny niezły mecz Zagłębia. Zwłaszcza i przynajmniej w pierwszej połowie. Tylko my jesteśmy w takiej sytuacji w tabeli, że niezłe mecze już nie wystarczą.

Co bym wskazał jako główną winę, która nie pozwoliła wygrać? Zagubienie. Papadopulos musiał być w „piątce” Korony, gdy po ziemi dośrodkowywał Przybecki. A propos „Miłego” – przecież jedyne co potrafi piłkarskiego to biegać. Trzeba mu założyć klapki i zmusić do gonienia lewego obrońcy rywali. Tylko z nim jest ten problem, który zaobserwowałem też w trakcie meczu, że gdy wychodzimy z kontrą i on zaczyna się rozpędzać i gdy nie dostaje piłki w pierwszym tempie, to cała jego efektywność drastycznie maleje – gubi rytm. No i brakuje mu takiej twardej, piłkarskiej walki. Takiej, jaką toczył w trakcie meczu Rymaniak z Chiżniczenką. Ale kilka razy nieźle się przewiózł obrońców Korony, dograł kilka niezłych piłek, oddał dwa „efektowne” strzały.

Wracając do zagubienia. To głównie wspomniany Papadopulos, ale też mam na myśli zagubienie w środku pola. Była taka sytuacja w pierwszej połowie, kiedy Piech odzyskał piłkę na naszej połowie i przespacerował się gdzieś na odległość 40 metrów od bramki Małeckiego. Zagubienie było wyraźnie podkreślone w drugiej połowie, gdy cisnęliśmy się środkiem, gdy skrzydła były coraz węziej rozpięte.

Zagłębie na pewno chce. Tego im nie odmawiam i każdy kto myśli, że mecze są odpuszczane ma coraz bliżej do „typowego Janusza/Andrzeja/Edka”. Problem jest w tym, czy Zagłębie może. Tak jak powiedziałem, Zagłębie ma za sobą dwa zupełnie niezłe mecze. Obrona, o dziwo, trzyma się mocno i stabilnie (Silvio, wracaj do zdrowia). Z przodu brakuje jeszcze większej kreacji, jeszcze większego sprytu, jeszcze więcej spokoju.

Nie potrafię gwizdać. I dobrze

Chwila luzu, ale poważnego. Mało rzeczy tak mnie irytuje na stadionie niż „proste” (w sensie lokalizacji) gwizdy w chwili, gdy widzę, że Zagłębie się stara. Oczywiście każdy stara się na swój sposób: jest sposób Piecha, czyli bieganie, kopanie, opieprzanie rywali i sędziego. Jest też staranie polegające na machaniu łapami. Ale w ciągu ostatnich 210 minut widziałem zespół zaangażowany, a to jest podstawą i punktem wyjścia jakiejkolwiek dobrej gry. Oczywiście można się wykpiwać odpowiedzią, że stara się teraz, a nie jesienią. Spokojnie. Czas rozliczeń przyjdzie. Jest tu i teraz. A każdy kibic Zagłębia niech przyjmie założenia tytułu poniższego utworu.

 

źródło:

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)