Sędzia sędzią. Nawet nie tyle mam pretensje o karnego, bo mógł się pomylić, to sposób potraktowania Godala jest absolutnie skandaliczny. Nawet Pan Sławek by go nie wybronił. Zabrakło chłodnego spojrzenia na sytuację Borisa; ani nie zrobił „sanek”, ani nie zdzielił łokciem przy drugim faulu – piłkarz Stomilu nie wychodził również sam na sam, więc można było go oszczędzić! Dobra, pieprzyć to. Gwizdał przeciwko nam, a sytuacja z żółtą kartką dla obrońcy Stomilu kasującego wychodzącego jeden na jeden Miłosza Przybeckiego, to idealny stempel fatalnego występu sędziego Radkiewicza.
Ale frustrację potęguje fakt, że po raz kolejny najlepszym piłkarzem meczu był bramkarz rywali. Tak było z Płockiem, tak było z Bytovią (no może aż tak nie, ale Laskowski zagrał dobre zawody) i tak było ze Stomilem.
I tu jest sens frustracji. Bo byliśmy w stanie stworzyć kilka naprawdę niezłych sytuacji. Woźniak fajnie woził na prawym skrzydle KokaMaSamuraja (sytuacja z Urbanem i Salinasem na meczu we Wrocławiu, ogarnijcie na YouTube); Kwiek mając do dyspozycji przed sobą i Papę i Krzysztofa Piątka oraz szeroko rozstawionych Błąda i właśnie Wąskiego miał możliwość rozpoczęcia szycia jakiejś koronkowej akcji, sami napastnicy dość swobodnie przechodzili między zasiekami obronnymi Stomilu (zwłaszcza indywidualna akcja Krzyśka Piątka, zakończona celnym strzałem), dość przyzwoicie pod akcje podłączali się Cotra i Tosik, inteligentnie grę zabezpieczał i rozprowadzał Łukasz Piątek, a Godal z Guldanem czuli się świetnie w „graniopałowej” taktyce ofensywnej rywali. Trochę dziwnie wyglądało, jak Papadopulos schodził do drugiej linii, aby wziąć piłkę, tylko po to, żeby ją zagrać do Dżordża, albo do Tosika i sprintem wracał na swoje miejsce. Taki naparstek dziegciu, ale w meczu z olsztyńskim polem ogórkowym gra była zupełnie przyzwoita. Przypomnijcie sobie, kiedy to ostatnio mogliśmy napisać i powiedzieć zupełnie swobodnie i bez ironii.
Właśnie. Wielu z was używa tego zdania: Dobra gra...
... tylko niestety wszyscy musimy je skończyć: ale wynik chujowy. A znowu wszystko przez błąd w defensywie, który okrasiłbym dopiskiem: o znamionach gwałtu. Bo po primo: niespodzianka, a secundo: boli.
Czytam w komentarzach i na Twitterze, że część winy ponosi Stokowiec. Oczywiście, przecież zespół piłkarski traktujemy jako całość, łącznie ze sztabem trenerskim. Natomiast jedynym jego błędem, taktycznym błędem, był profil zmiany „Miłego”. Tak nam się redakcyjnie na meczu umyśliło, że jeśli Przybecki ma wejść, to przy grze w „10” warto zmienić Papadopulosa, wprowadzić na miejsce bardzo dobrze prezentującego się Woźniaka, co by jeszcze tam z przodu powalczył, a Przybeckiemu rzucać te piłki na wyścigi, jak nie przymierzając stało się przy bramce dla nas. Gdyby na miejscu Adiego przy jego rajdzie był Przybecki to wiadomo, że by nie strzelił, na pewno strzał byłby celniejszy. Może warto było też wprowadzić za Błąda Oleksego, piłkarza na pewno bardziej ogarniętego w defensywie niż Przybecki, którego porządnie zjechał Cotra, zresztą całkowicie zasłużenie. Stomil po stracie bramki wyszedł do przodu, a naturalną naszą reakcję było cofnięcie się i pilnowanie wyniku. Tylko my powinniśmy mieć już w tym momencie z trzy, cztery bramki, więc jedna stracona nic by nie popsuła.
No właściwie to tyle. Dobra gra była. Momenty były. Frajerstwo trochę też. Błędy były. Błąd był. Frustracja jest.
bjmarchew