Trudno znaleźć nowa słowa opisujące obraz oglądany wielokrotnie w krótkich odstępach czasu.
Szczęśliwy czas dla kibiców Zagłębia Lubin trwa. I wcale nie zanosi się, by miał się skończyć.
Ćwiczę intensywnie pamięć, by przypomnieć sobie lepsze Zagłębie od czasu sezonu mistrzowskiego.
I żaden etap nie przychodzi mi do głowy.
Defensywa z pęknięciami
Opisując znakomity występ z Piastem Gliwice nie możemy pominąć spraw związanych z obroną. Zaraz po bramce na 2:0 fatalny błąd popełnił Lubomir Guldan (swoją drogą do tego błędu po części zmusił go Piast wysoko podchodząc pod naszą linię obrony). Gdyby wykorzystał go Josip Barišić mecz mógł się potoczyć zupełnie inaczej. W 20. minucie krycie Sašy Živca zgubił Łukasz Piątek i Słoweniec stanął oko w oko z Martinem. Na szczęście zachował się tak, jak normalny człowiek zachowałby się stoją oko w oko z Polackiem. Spanikował.
Ale to nie zmienia faktu, że Piast miał w pierwszej połowie dwie doskonałe okazje, których po prostu nie wykorzystał. Rywal piłkarsko dużo bardziej konkretny z pewnością w Lubinie strzeliłby więcej niż jedną bramkę.
Zagłębie podkręciło tezę Czesława Michniewicza, że wynik 2:0 jest niebezpieczny i ryzykowny. Okazuje się, że można prowadzić 3:0 i drżeć o wynik. Bo zaraz po bramce Maka mieliśmy bardzo groźny strzał Kamila Vacka i poprzeczkę Uroš Koruna. I znowu. Gdyby…
Nie chcę przez to powiedzieć, że uratowała nas gdybologia i indolencja strzelecka Piasta Gliwice. Nic nas nie ratowało. Brak trzech punktów dla Zagłębia byłby kolejnym chichotem futbolu. Natomiast trzeba w tej euforii zwrócić uwagę na te elementy, które trzeba poprawiać. Marcin Dorna, ostatnio sypiący w mediach motywacyjne „bon moty” powiedział: „Perfekcji nigdy nie osiągniesz, ale zawsze możesz się poprawiać”.
Amen.
Na pełnej petardzie
Trzy z czterech bramek Zagłębie zdobyło w ciągu 10 minut od gwizdka rozpoczynającego pierwszą lub drugą połowę. Trudno o lepszą egzemplifikację tego, jak należy grać u siebie. Permanentna ochota na strzelanie bramek. Sam „Ecik” mógł ustrzelić w pierwszym kwadransie trzy bramki. Do policzenia ile bramek mógł już mieć w tej rundzie Łukasz Janoszka nie starczyłoby palców u wszystkich kończyn, ale razem z Filipem Starzyńskim tworzą bardzo zgrany duet. Tacy nasi lubińscy „splash brothers”.
O samym Filipie już nie warto mówić. Jego trzeba po prostu podziwiać.
Kapitalnie działało wyprowadzenie akcji spod własnego pola karnego. Odbiór i do przodu. Na pełnej prędkości. To jest ten styl, o którym mówił Piotr Stokowiec. Aby do tej górnej „ósemki” się nie prześlizgnąć, ale zrobić to efektownie.
Zagłębie zaimponowało przede wszystkim szybkością przechodzenia z obrony do ataku. Kapitalnie to widać na przykładzie akcji z 4. minuty spotkania, gdzie jedna dokładna piłka Djojrdje Cotry otworzyła groźną kontrę, zakończoną strzałem Starzyńskiego. Jedno podanie, a na bramkę Szmatuły ruszył czteroosobowy pułk piechoty z jednym zamiarem – coś ustrzelić.
Na niższym poziomie zagrał Lubomir Guldan, ale efektywnie asekurował go Maciej Dąbrowski.
Piotr Stokowiec mógł zaskoczyć składem. Ja w tym widzę pewne podszycie psychiczne. Zagrał Krzysiek Janus, po raz pierwszy od lutego w pierwszym składzie wybiegł Michal Papadopulos. To znak, że drzwi do „11” nie są zaryglowane. Drużyna ma liderów, bez których traci dużo wartości. Ale drużyna ma również zawodników mających swoje ambicje. Chcących w dobrze działającym układzie być ważną postacią.
Prowadzenie 2:0 usprawiedliwiało moment zwolnienia tempa. Oddanie inicjatywy, ale nie kontroli nad meczem. Zaworem bezpieczeństwa był Jakub Tosik, którego zejście z boiska wprowadziło pewną dysharmonię…
144 sekundy
Słów kilka o występie Filipa Jagiełły.
Przekroczył piłkarski Rubikon swojej kariery. Kapitalna bramka odczarowała duchy „prezentu” jaki niegdyś otrzymał od Oresta Lenczyka. Choć pewnie sam przyzna, że do momentu bramki grał niechlujnie, jego zagrania nie były do końca dokładne. Ale dzięki tej bramce został już pełnoprawnym piłkarzem Ekstraklasy.
Ale powyższe sekundy odnoszą się do Jakuba Tosika. Tyle bowiem minęło czasu między faulem na Radosławie Murawskim, za który dostał żółtą kartkę a faulem (choć to chyba nie wyczerpuje tego, co się stało) na Josipie Barisiciu.
Nie chcę się nad Jakubem znęcać i używać jakiś określeń, w które ocieka dzisiaj piłkarska prasa. Zastanawia mnie tylko tak krótki czas między jednym a drugim przewinieniem. Ewidentnie zabrakło Kubie żółtej kartki, bo mógł skończyć karierę Chorwata.
Wielka szkoda, bo to był naprawdę dobry występ Kuby. Mecz przerwy dobrze mu zrobi.
Rozpędzeni
Złapaliśmy świetne tempo w idealnym momencie. Wjeżdżamy na dużo większej prędkości do grupy mistrzowskiej niż reszta naszych „współtowarzyszy”. Paliwem jest szybka i kombinacyjna gra. Jak daleko na niej zajedziemy? Do Europy?