Jak na mecz piłkarski, to bardzo mało. Przynajmniej za mało, żeby wygrać z Lechią, która nie zagrała wybitnego spotkania.
Lechia wypunktowała nas w snajperskim stylu. Celnie, z zimną krwią. Zmusiła nas do znienawidzonego sposobu prowadzenia gry, czyli ataku pozycyjnego. Gdańszczanie byli krócej przy piłce, ale ich akcje (głównie ze względu na piłkarską elegancję Matsuiego) były prowadzone dużo płynniej. Rozciągnięcie do Oualembo, dośrodkowanie i gol Frankowskiego. Druga bramka to samo, Frankowski, Grzelczak i dziękuję. Bez zbędnego upiększania.
Sytuację w meczu zmieniła roszada Cotry na Abwo. W grze ofensywnej Zagłębiu brakuje graczy mobilnych, dynamicznych, umiejących wygrać pojedynek jeden na jeden. W prowadzeniu ataku pozycyjnego te cechy są podstawą do konstruowania zagrożenia pod bramką rywali. Popatrzmy na wyjściowy skład Zagłębia, wyłączając defensywę: Piech, Błąd, Papadopulos, Piątek, Bilek, Jeż. Czy któryś z nich zrobił wczoraj przewagę? Czy któryś z nich wziął odpowiedzialność za grę? Odpowiedź jest jasna.
Osobne słowo należy się Jeżowi, od którego możemy wyma... Chociaż nie, jemu już należy dziękować za grę w naszym klubie. Poprawił wykonywanie stałych fragmentów, to po jego rzucie rożnym Banaś uderzał na bramkę Bąka w 49 minucie; oddał również celny, choć łatwy do obrony strzał z rzutu wolnego. I to by było na tyle.
Wracając do Abwo, to jego wejście uruchomiło skostniałe Zagłębie na tyle, by zagrozić bramce Lechii z gry. Oczywiście, wielkim wirtuozem to on nie jest, ale w ostatnim czasie jest najlepszym piłkarzem Zagłębia. Jednak oparcie na nim gry jest wysoce ryzykowne i na dłuższą metę beznadziejne, nikt przecież nie podda pod wątpliwość tezy, że Nigeryjczyk na 90 minut biegania sił nie ma. Ale to pokazuje, w jaki sposób powinniśmy prowadzić grę. Nie umiemy grać wspomnianym atakiem pozycyjnym, nie mamy do tego zawodników, więc musimy skupić się na kontrze i na grze skrzydłowych. Pomogła również zmiana niemrawego Błąda na Rakelsa, który miał na nodze piłkę na remis. Łotysz dostał w końcu więcej minut, co przyniosło pożytek właśnie w postaci tej sytuacji. Nie chcę odgrywać roli trenera Lenczyka, ale zasłużył on (Rakels) na pierwszy skład na Legię, na pewno nie zagrał gorzej niż Błąd. Taktycznie może to być dobre rozwiązanie; Rakels winien zamęczyć "swojego" obrońcę, by dobił go Błąd. Ale to oczywiście tylko kolejna "gdybologia".
Trener Lenczyk w drugiej połowie eksperymentował z ustawieniem Piątka na lewej obronie, modyfikując ustawienie zespołu. Trzeba uczciwie przyznać, że przez pół godziny drugiej połowy eksperyment sprawdzał się co najwyżej średnio. Łukasz rzadko włączał się do akcji ofensywnych (a jeśli już to robił nie przynosiło to korzyści), natomiast w defensywie grał niepewnie. Jeż z Bilkiem nie przejęli inicjatywy w środku, Piech plątał się gdzieś w okolicach pola karnego, lepiej na pozycji ofensywnego pomocnika spisał się Kwiek, Papadopulos dzielnie walczył z obrońcami Lechii, jednak niewiele z tej walki wynikało.
Nie odmawiam piłkarzom ambicji i zaangażowania. Zwłaszcza po Papadopulosie, który strasznie się nabiegał z przodu. Tylko mankamentem jest to, co napisałem w ostatnim zdaniu poprzedniego akapitu; bieganie i gra bez pomysłu i konsekwencji jest tylko bieganiem.
Występ defensywy przyrównałbym do tej z okresu Hapala. Upstrzoną błędami, skutkującymi bramkami. Linia obrony musi
być monolitem, świetnie zestrojoną formacją. Tak, wiem, że to banał. Ale mecz z Lechią pokazał jak dużo jeszcze brakuje do wypełnienia tego futbolowego banału. Tomasz Ptak, poza histeryczną interwencją, w pierwszej połowie zagrał ani dobry, ani słaby mecz. Przy bramkach nie zbyt wiele do powiedzenia. Czy to wystarczy, żeby wyszedł na Legię? Pozostawiam odpowiedź waszym przekonaniom.
Mecz z Lechią był jak do tej pory najsłabszy w wykonaniu drużyny pod wodzą Oresta Lenczyka. Fakty są jednak nieubłagane: ani na Wiśle, ani na Lechii punktów nie zdobyliśmy. Nam pozostaje naiwna, kibicowska nadzieja, że w następne spotkania będą zwycięskie.
Teraz Legia. Zawisza w środę pokazał, że można ustrzelić obrońcę tytułu, trzeba jednak zagrać konsekwentnie. Wykorzystać ich słabszy okres, potęgujące zmęczenie. Przede wszystkim nie można się przestraszyć Łazienkowskiej. Grać na swoim najwyższym poziomie. Nie kalkulować. Walczyć.