I wcale „bratni” stosunek do gdynian oraz gospodarska kurtuazja nie sprawia, że pochwalę naszych drogich gości. Zagłębie miało w drugiej połowie dłuższe chwile przestoju (swoją drogą kiedyś napiszę jakiś poradnik „Gwizdy na stadionie”, bardzo irytują, kiedy są zbędne), co Arkowcy starali się wykorzystać, tworząc spięcia pod naszą bramką. Arka na pewno była trudniejszym rywalem niż Sandecja. Wynik trochę zamazuje rzeczywistość, bo wspomniany słabszy okres udało się przetrzymać i zamknąć wspaniałą akcją na linii Curto – Papa – Kwiek – Piech.
Napisałem, że wynik zamazuje rzeczywistość… Trochę kontrowersyjne, bo byliśmy lepsi od Arki w wielu piłkarskich aspektach: kulturze gry, kreacji gry (vide właśnie druga bramka), umiejętnym tworzeniu i wykorzystywaniu wolnej przestrzeni (vide bramka pierwsza i trzecia). Ale czy to było aż na 3:0?
Mądrość Kwieka… Już w meczu z Lechią błysnął tą zaletą najpierw przy bramce, później szybciutko wypatrzył Piecha i dograł mu na świetną piłkę, z której Arek nie skorzystał. Dzisiaj bardzo fajnie skroił akcję Abwo (właściwie 70 % tej bramki to jego zasługa), przy drugiej sprytnie uniknął spalonego.
Ciekawe rozwiązanie taktyczne zaproponował trener Lenczyk. Curto nie grał do tej pory jako pivot, często przejmował piłkę w strefie stoperów i zajmował się dystrybuowaniem jej do przodu. W pierwszej połowie pierwszej połowy wychodziło to dobrze, lecz z czasem wyglądało to co najmniej koślawo, głównie ze względu na brak ruchu ofensywnych. Wróciliśmy do starej, dobrej gry, czyli przyjmujemy rywala nisko by dać się rozpędzić Davidowi. Proste to i skuteczne.
Ogólnie to za mądry Kwiek, za szybki Abwo, za skuteczny Piech… Dzięki temu jedziemy na rewanż do Gdyni pilnować wyniku, a może wpadnie jakiś rożny, jakiś wolny dla Curto.
Jesteśmy już koło Pruszkowa. Właściwe go minęliśmy. Droga na Kamionek, gdzie stoi Narodowy, otwarta.
Wielkie brawa dla trybun. Wielkie brawa dla Arkowców, którzy wybrali się do Lubina. Myślę, że oprawa właściwie definiuje relacje na linii Lubin – Gdynia.