Mamy pierwszy sukces obecnego sezonu. Zagłębie Lubin po fenomenalnej grze przeciwstawiło się czołowej polskiej drużynie - Lechowi Poznań. Zewsząd słychać samozachwyt piłkarzy dumnych z tego osiągnięcia. Czyste konto. Fenomenalna postawa w obronie. I przy odrobinie szczęścia byłyby trzy punkty. Odrobiny szczęścia zabrakło do zwycięstwa, lecz odrobina szczęścia dopisała w niedzielę piłkarzom i dzięki niej mecz z Lechem Poznań można wspominać pozytywnie.
Od przenikliwych gwizdów, które powinny towarzyszyć piłkarzom Zagłębia już mniej więcej od piątej minuty spotkania, uratowały tychże trzy czynniki: dziesiąte urodziny Orange City Boys, Adam Buczek i Bartek Rymaniak. Szukanie większej liczby pozytywów w niedzielnym spotkaniu mija się z celem, bo ambicja i cele Zagłębia nie pozwalają na przekuwanie remisu z BEZNADZIEJNYM Lechem w sukces.
Nowym trenerem Zagłębia Lubin został w zeszłym tygodniu Adam Buczek, który od wielu lat osiągał sukcesy na kolejnych szczeblach miedziowej drabinki - z juniorami, Młodą Ekstraklasą, czy KS-em Polkowice. Niezwykle naiwnie było sądzić, że w kilka dni będzie on w stanie odmienić oblicze najbardziej zblazowanego zespołu w historii piłki nożnej. Chociaż trzeba przyznać, że mogliśmy zaobserwować pojedyncze symptomy efektu nowej miotły. Po raz pierwszy można było odnieść wrażenie, że piłkarzom faktycznie "w miarę" się chciało. Co z tego, jeżeli zaangażowany w grę Robert Jeż oznacza piętnaście podań w 65 minut? Zawodnik, który powinien kreować grę ofensywną Zagłębia rozkręca akcję co 4 minuty i 20 sekund. Gdy odejmiemy podania niecelne okaże się, że na każde udane zagranie mojego ulubieńca musiałem czekać ponad sześć minut, a już jedynym, które niosło za sobą niestatystyczne zagrożenie było odegranie do Łukasza Piątka z drugiej połowy.
Jedynym piłkarzem Zagłębia, który, według mnie, zaangażował się w to widowisko na takim samym poziomie, na jakim uczynili to kibice, był Bartek Rymaniak. W przeszłości można było mu wiele zarzucić. Potykanie się o własne nogi, czy piękne asysty jakimi raczył napastników drużyn przeciwnych (np. Alexa Bruno z Widzewa rok temu) odeszły już chyba w zapomnienie. W spotkaniu z Lechem niemiłosiernie kasował Szymona Pawłowskiego, gdy ten tylko pojawił się w jego sektorze boiska, a kilkukrotnie był w stanie ośmieszyć dwóch-trzech obrońców Lecha, zostawiając ich za plecami, ganiając od pola karnego do pola karnego do ostatniej minuty. Gdyby w Zagłębiu występowało jedenastu zawodników z obecnym zaangażowaniem Rymaniaka, moglibyśmy być spokojni o wyniki.
Jak uczą poprzednie sezony, spiąć się na Lecha, czy na Legię, nigdy nie było problemem dla naszych lokalnych gwiazdorów. Największym problemem było granie na tym samym, WYSOKIM poziomie z drużynami takimi jak Podbeskidzie, Cracovia, czy Ruch. Przypadkiem tak się składa, że to z tymi zespołami przyjdzie nam mierzyć się w najbliższych kolejkach. Stąd też na koniec mały apel do trenera Buczka - podczas swojej pracy w Zagłębiu pokazałeś, że jesteś właściwą osobą do prowadzenia zespołu i myślę, że możesz cieszyć się pełnym poparciem każdego kibica Zagłębia Lubin. Proszę Cię tylko, byś nie bał zaufać się tym, którzy już kiedyś pozwolili Ci świętować sukcesy w piłce juniorskiej i młodzieżowej, bo nadszedł wasz wspólny moment w pierwszej drużynie.
STO LAT OCB!
Michał