Te początkowe liczby, to frekwencja na stadionie Zagłębia (ówczesnej Dialog Arenie) w rundzie wiosennej sezonu 2008/2009 I ligi. Te drugie liczby, to frekwencja na Stadionie Zagłębia na wybranych meczach obecnego sezonu.
Oczywiście jestem świadomy, że trudno frekwencję „wtedy i dziś” mierzyć skalą 1:1. Wówczas działała magia nowoczesnego obiektu. Nie liczyła się klasa rywala, a przypomnę z kim graliśmy:
- Górnik Łęczna
- Stal Stalowa Wola
- GKS Jastrzębie
- GKS Katowice
- Wisła Płock
- Warta Poznań
- Korona Kielce
Dzisiaj nie działa nawet styl gry i pozycja w tabeli. Pełzający marazm na boisku, który skończył się spadkiem, wpłynął na sytuację, w której więcej ludzi idzie na Cuprum, niż na Zagłębie.
Chcę od razu zaznaczyć, że nie mam problemu z siatkówką. Uważam, że promocja miasta poprzez sport jest opłacalna, wyrazista i dość skuteczna.
Ale nie mogę się pogodzić z faktem, że pozwoliliśmy na zaistnienia scenariusza „mody” na Zagłębie. Czyli czegoś, co jest efemeryczne, czasowe. Mecz, cała otoczka z nim związana, zniknęła z weekendowego rozkładu.
Oczywiście to po części wina dzisiejszych, powiedziałbym, zdigitalizowanych czasów. Po co iść na mecz, jak można poszpanować w galerii. Po co iść na mecz, jak można go obejrzeć w telewizji, albo w necie. Po co iść na mecz, jak jest zimno. Po co iść na mecz, skoro można przyoszczędzić trochę hajsu i pójść do Euforii na „melo inferno”.
I można tak wymieniać.
Oczywiście główna wina leży na murawie. Na postępujący od kilku lat odpływ frekwencji wpłynęła przede wszystkim gra „piłkarzyków”. Zwycięstwa i sukcesy nakręcają ludzi. Ich brak tych ludzi od stadionu oddala.
Pominąłem w początkowej wyliczance mecze z Chrobrym i Miedzią, na które przyszło ponad 8 tys. ludzi. Bo tak naprawdę ta ilość nie przynosi nam chluby, jest wręcz odwrotnie. To oznacza, że jest potencjał, ale ludzie przychodzą na „Chrobry” i „Miedź”, a nie na klub ze swojego miasta.
Może to nieco patetyczny tekst, ale problem jest naglący. Wyśmiewamy frekwencję we Wrocławiu, ale sami nie mamy się czym chwalić.
Zachęcałbym władze klubu do wzmożenia akcji promocyjnych. Wchodzimy w decydujący etap walki o awans, to może przyciągnąć ludzi. Nie jestem specem od marketingu, ale kilka sensownych pomysłów można wymienić, do kilku można wrócić.
Sami też, jako kibice, możemy nakręcać znajomych na przyjście na mecz. I choć najbliższy mecz w Lubinie dopiero 17 kwietnia, to trzeba o takich rzeczach myśleć i działać dzisiaj. Bo to przyniesie wymierne korzyści w przyszłości.
Możecie np. opowiedzieć znajomym, kolegom, czy kogo tam macie, że to jedna z ostatnich szans na obejrzenie dobrze grającego Zagłębia. Bo po awansie może być różnie.
Albo nie. Lepiej tak nie mówcie.
Obserwuj autora na Twitterze.