Niebawem minie sześć miesięcy od powołania do rady nadzorczej Mateusza Dróżdża. W swoim pierwszym wywiadzie, którego udzielił naszemu serwisowi, obiecał, że po pół roku podsumuje swoją dotychczasową pracę i opowie, jakie najważniejsze zmiany zaszły w klubie w tym czasie. Junior: Jest pan w klubie już sześć miesięcy. Zgodnie z obietnicą, czas na pierwsze podsumowania. Mateusz Dróżdż: - Przez ostatnie pół roku bardzo wiele się działo w naszym klubie. Ten okres obfitował w wiele różnych wydarzeń. Jak to w życiu bywa – były te dobre, jak i trochę gorsze. To zacznijmy może od tych gorszych. - Na pewno wszystkich rozczarowała porażka w Bytowie w rozgrywkach Pucharu Polski. To nie powinno nam się zdarzyć, jeżeli chcemy tworzyć wielkie Zagłębie, grające na solidnym poziomie. Czy klub po tym meczu podjął jakieś kroki, które pozwolą na to, by podobne porażki z rywalami tej klasy już się nie przytrafiały? - Tak, klub podjął pewne działania, ale nie mogę o nich mówić. Są to sprawy wewnątrzklubowe, sprawy szatni, które nie wychodzą poza bramy klubu. Powiedział pan o najgorszym momencie w ostatnim półroczu, a jakie wydarzenie zaliczy pan do tych pozytywnych? - Mecz z Partizanem Belgrad, a ostatnio końcowy gwizdek na Legii (śmiech). Generalnie jednak daleko jeszcze do realizacji największych celów, jakie sobie założyliśmy, bo prowadzenie klubu to projekt długofalowy. Do tego potrzeba trochę czasu, ale mam nadzieję, że te cele zrealizujemy. Wprowadzamy szereg zmian i udogodnień, by podnieść frekwencje na meczach z udziałem Zagłębia. Staramy się wyjść do kibiców, fani mogą w łatwiejszy sposób kupować bilety na mecze. Pracujemy nad tym, by dojazd na stadion był łatwiejszy. Oczywiście musimy pamiętać o kwestiach sportowych. Udało się nam utrzymać trzon drużyny, która w zeszłym sezonie wywalczyła brązowy medal. To było dla nas priorytetem. Wierzę też, że zawodnicy, którzy dołączyli do drużyny, podniosą jej poziom sportowy. Swoją przygodę z Zagłębiem rozpoczął pan od ośmiu zwycięstw z rzędu, co zresztą często podkreślał pan na Twitterze. Potem nie było już tak kolorowo, bo Zagłębie wpadło w lekki dołek. - To prawda, od kiedy pracuję w Zagłębiu, drużyna po raz pierwszy przegrała w lidze z Wisłą Płock. Chciałbym powiedzieć, że jako rada nadzorcza jesteśmy w stałym kontakcie z zawodnikami i z sztabem. I dla przykładu, po przegranym meczu z Wisłą Płock miało miejsce nadzwyczajne posiedzenie rady, podczas którego rozmawialiśmy ze sztabem i zawodnikami na temat ostatnich wyników. Trzymamy rękę na pulsie, uważam, że takie rozmowy są potrzebne. Na takich spotkaniach szukamy wspólnie rozwiązań, które pozwolą znów regularnie zdobywać punkty – tak, jak choćby w końcówce zeszłego sezonu. Mam nadzieję, że mecz z Legią Warszawa będzie punktem zwrotnym i znów zaczniemy regularnie wygrywać. - Chciałbym też przy okazji podziękować publicznie sztabowi i zawodnikom, bo w ostatnim tygodniu mówiłem im, że ze względu na moje miejsce zamieszkania mecz z Legią jest dla mnie osobiście bardzo ważny i podkreślałem, że chciałbym, aby trzy punkty wróciły do Lubina. W opinii ekspertów zadyszka Zagłębia, to „frycowe” za udział w pucharach. - Często się spotykam z takimi opiniami, ale mnie osobiście one nie przekonują. Jesteśmy profesjonalistami, jesteśmy Zagłębiem Lubin i musimy sobie z taką sytuacją radzić. Przede wszystkim chciałbym, aby Zagłębie grało w pucharach za rok i musimy wyciągnąć wnioski z tego, co miało miejsce w tym roku, aby sytuacja z zadyszką w lidze i Pucharze Polski się nie powtórzyła. Jestem przekonany, że w sztab szkoleniowy odpowiednio zareaguje i wyciągnie wnioski. Znając nasz sztab, już to pewnie zrobił. Rozumiem, że zawodnicy mają pewne ograniczenia fizyczne, są przecież ludźmi, ale musimy robić wszystko, aby każdego roku Zagłębie było lepszym klubem, niezależnie od tego, ile rozegramy meczów. Badania, którym regularnie poddawani są zawodnicy, dowodzą, że piłkarze pod względem fizycznym są coraz mocniejsi, więc mam nadzieję, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Nasz udział w el. Ligi Europy to sukces, czy ze względu na odpadnięcie z SønderjyskE bardziej porażka? - Był przede wszystkim zdobyciem niezbędnego doświadczenia, które zaprocentuje w przyszłości. Wstydu nie przynieśliśmy, ale pozostał olbrzymi niedosyt. Chcę znowu tam wrócić i jak najszybciej się poprawić. Chcemy się rozwijać, chcemy realizować cele, a udział w pucharach jest najlepszą „szkołą życia”. Awans do kolejnych rund eliminacji Ligi Europy wiązał się z zastrzykiem gotówki. To istotne, tym bardziej, że jeszcze niedawno mówiło się o kiepskiej sytuacji finansowej klubu, po czym – ku zaskoczeniu wielu osób – udało się wykupić Filipa Starzyńskiego. - To nie do końca tak. Sytuacja jest jaka jest i musimy się obracać w ramach finansowych, jakie mamy. Pieniądze na transfery musimy sami zarobić. Dalej się nie zgadzamy na kominy finansowe w naszym klubie i ich nie ma, niezależnie od tego co się mówi w środkach masowego przekazu. To okno transferowe było trochę szalone, bo i sytuacja, jaka się wytworzyła, tego od nas wymagała. Faktycznie zmieniły się realia, w porównaniu z ubiegłymi latami, ale klub ma swój plan na funkcjonowanie i chcemy iść sukcesywnie do przodu. Z klubu odeszli m.in. Krzysztof Piątek i Maciej Dąbrowski, czyli piłkarze, którzy w poprzednim sezonie, a nawet na początku obecnych rozgrywek, mecze rozpoczynali od pierwszych minut. - Co do transferu Krzyśka, to była jego osobista decyzja, którą ja szanuję. Jeszcze dzień przed jego odejściem z klubu, rozmawiałem z nim, omawialiśmy sytuację i plany. Podjął taką decyzję, a nie inną. Co do Maćka, nie byliśmy w stanie przebić oferty Legii. Część zawodników została wypożyczona i uważnie się im przyglądamy. Ruchy transferowe to naturalna kolej rzeczy, ale byliśmy przygotowani na odejścia naszych zawodników. Maćka Dąbrowskiego bardzo udanie zastępuje Jarek Jach, z kolei na pozycji Krzyśka Piątka gra już Martin Nespor. Do klubu dołączył wcześniej wspomniany Filip Starzyński, oprócz niego kilku innych piłkarzy: Sebastian Madera, Daniel Dziwniel, Martin Nespor czy chociażby młodzi Adam Buksa i Deimantas Petravičius. Jak ocenia pan te transfery? - Transfer Filipa to było dla klubu olbrzymie wydarzenie pod różnymi względami. „Figo” chciał grać w Zagłębiu, wielokrotnie takie stanowisko prezentował nie tylko u nas, ale także w Belgii. Adam z kolei to inwestycja w przyszłość. Tak samo Daniel Dziwniel, czy Deimantas Petravičius. Transfer Sebastiana Madery ma także zwiększyć konkurencję w obronie. Ściągniecie Martina Nespora ma zapewnić większą ilość bramek. Chciałbym zwrócić uwagę, że każda z tych osób wie gdzie gra, dla kogo gra i o co gra. Przed każdym transferem miałem możliwość rozmowy z piłkarzem, dla mnie to bardzo ważne, bo stawiam na szczerość. Chcę by nowo pozyskani zawodnicy zdawali sobie sprawę z faktu, że pewne czasy w Zagłębiu się skończyły. Transfer Deimantasa Petravičiusa został przez część kibiców odebrany, jako brak chęci inwestowania w chłopców z akademii. - Nie zgodzę się z tą opinią, ale chciałbym podkreślić, że staram się uwzględniać również takie stanowisko kibiców. Jeżeli chodzi o młodzież z naszego klubu, my ją obserwujemy i dokonujemy pewnych analiz. Po dwóch wysokich porażkach w Centralnej Lidze Juniorów, w trybie natychmiastowym rozmawiałem z dyrektorem akademii Krzysztofem Paluszkiem, przekazałem, że pewne rzeczy nie mogą mieć miejsca. Coś się ruszyło i po meczu z Pogonią Szczecin mogliśmy sobie pogratulować wraz z młodymi piłkarzami wyniku i z optymizmem patrzymy w przyszłość. Sprawy akademii są dla mnie priorytetem i proszę mi wierzyć, że klub robi wszystko, aby pewne inwestycje z akademii dopiąć, co nie jest też najprostsze. Wierzę już teraz w takich zawodników jak Kubicki, Jach, Jagiełło, Żyra. Widziałem praktycznie wszystkie treningi grup młodzieżowych, bo w wolnym czasie chodzę na nie, rozmawiam ze szkoleniowcami i zawodnikami. Wszyscy przyglądamy się, analizujemy rozwój ośrodka, bo akademia jest projektem, bez którego Zagłębie nie osiągnie sukcesu. Każdy z młodych zawodników, w mojej ocenie, otrzyma swoją szansę. My, jako rada nadzorcza, poprosiliśmy dyrektora akademii o szerszy wgląd do dokumentacji i przedstawienie pewnych analiz dotyczących zawodników grających w akademii. Trenerzy potwierdzili także, że na ten moment Petravičius jest lepszy i wzmocni konkurencję w pomocy, na czym zależało Piotrowi Stokowcowi. Wierzę mocno w Deimantasa, ale i w innych chłopaków z akademii, którzy już teraz trenują z pierwszą drużyną. Niech młodzi zawodnicy ciężko walczą, trenują, z dumą i szacunkiem reprezentują Zagłębie, a efekty takiej postawy zobaczą w przyszłości. W Lubinie pojawiają się głosy, że w klubie wcześniej brakowało kontroli poszczególnych struktur klubu. - Może i brakowało, ale nie chcę oceniać tego co było, tylko myśleć, co rada, czy też Mateusz Dróżdż może zrobić dla Zagłębia. Ja tego nie robię, aby rządzić, bo od tego jest prezes. To wszystko ma inny cel – Zagłębie ma się rozwijać, zdobywać każdy kolejny szczebel w drabinie sukcesu. Podtrzymuje pan stanowisko sprzed pół roku, że Zagłębie ma walczyć o mistrzostwo Polski? - Oczywiście. Proszę pamiętać, to jest tak, że my nie musimy go za wszelką cenę zdobyć. My mamy grać w każdym meczu o zwycięstwo, mamy się rozwijać, w oparciu o wytyczne, które ustalił nam właściciel. Spokojnie róbmy swoje, rozwijajmy się i mierzmy w jak najwyższe cele. Padło hasło „właściciel”. Pan, jako osoba wybrana przez właściciela, może chyba ocenić współpracę klubu z KGHM. - Bardzo się cieszę, że mam poparcie ze strony właściciela i jego zaufanie. Mam nadzieję, że współpraca pomiędzy KGHM Polska Miedź S.A. a naszym klubem będzie nadal się tak dobrze układała. Czujemy poparcie dla naszych działań, wspierają nas profesjonaliści, którzy starają się nam pomagać. Właściciel określił kierunek działań dla klubu i czuwa, by priorytety były realizowane. Swego czasu pytałem również pana o współpracę klubu z miastem. Nie było wówczas najlepiej – czy coś zmieniło się w tej kwestii? - Wszystko w mojej ocenie się poprawia. Wówczas powiedziałem, że Zagłębie jest dumne, że ma siedzibę w Lubinie i miasto powinno być dumne, że w Lubinie ma Zagłębie. Współpraca między klubem a miastem może dać obustronne korzyści. Zagłębie pozyskało już dwóch nowych sponsorów spoza grupy kapitałowej KGHM. Czy można liczyć na przyjście kolejnych? - Klub prowadzi rozmowy z kolejnymi inwestorami. To kolejny priorytet, aby umożliwić inwestowanie w Zagłębiu na przykład lokalnym przedsiębiorcom. Klub kończy projekt, który był przedstawiany na ostatnim posiedzeniu rady nadzorczej i myślę, że pozwoli on także na zdobycie dodatkowych środków finansowych dla Zagłębia, a inwestorom pozwoli na rozwój ich przedsiębiorstw i promocję poprzez sport. Cieszymy się, że Millenium i Cinkciarz.pl dołączyli do grona Zagłębia. Klub prowadzi pewne rozmowy i jest spora szansa, że niebawem dołączą do nas kolejni sponsorzy. Jak obejmował pan stanowisko przewodniczącego, jednym z pana celów była poprawa frekwencji na Stadionie Zagłębia. Prawdę mówiąc, niespecjalnie drgnęła. - Tak, to mój priorytetowy cel i ciągle nad nim pracujemy. Stąd też pojawiła się możliwość kupna biletów przez internet i trzeba przyznać, że zainteresowanie zakupu wejściówki w tej formie jest bardzo duże. Widziałem, co dzieje się przed wejściami na meczu z Partizanem i proszę mi wierzyć, że natychmiast klub podjął działania, aby wejście na stadion było sprawniejsze. Sam przechodziłem koło wejść i przyglądałem się, jak następuje proces wpuszczania kibiców i wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski, a jeżeli takie sytuacje będą się powtarzać, będziemy reagować. Tak samo rozmawiamy z przedsiębiorcami, aby poprawić samą organizację szeroko rozumianej imprezy masowej. Frekwencja troszkę się poprawiła, ale musimy zrobić wszystko co możliwe, aby ją jeszcze poprawić. Mnie osobiście, ten wynik nie zadawala. Klub podjął nowe działania promocyjne, w które angażuje też zawodników – swoją wizytówkę. Jesteśmy otwarci na kibiców, na dialog z nimi. Powoli kończąc rachunek sumienia po pierwszym pół roku – ma sobie pan coś do zarzucenia? - Chcę być szczery z kibicami i nie mówić, że jest idealnie, bo to zakrawałoby o hipokryzję. Nie zrealizowałem obietnicy z powołaniem grupy doradczej, ze spotkaniami z kibicami, pewnych rozwiązań z szeroko rozumianego marketingu, czy też pewnych rzeczy z tak zwanego „dnia meczowego”. One wymagają, w mojej ocenie, ciągłego dopracowania. Ja o tym jednak cały czas pamiętam i postaram się je zrealizować. Po pana przyjściu do rady trochę się w klubie zmieniło. Podejmowane są działania, w które wcześniej nie angażował się nikt z RN. - Nie chciałbym się wypowiadać o tym, co było kiedyś. Mogę mówić o klubie, od kiedy zostałem powołany na stanowisko. Proszę pamiętać, że jak przyszedłem do klubu nie było podpisanych kontraktów z trenerem, dyrektorem sportowym i o ile dobrze pamiętam, z sześcioma zawodnikami.  Z miejsca czekało nas sporo pracy. Proszę więc zwrócić uwagę, ile kontraktów zostało przedłużonych. Rada nadzorcza obecnie, wraz z zarządem i władzami akademii, pracuje nad wdrożeniem nowego schematu skautingu. Dodatkowo pracujemy nad zmianami pewnych aktów prawnych, formy dokonywania transferów i zmian w strukturach klubu. Posiedzeń rzeczywiście jest bardzo dużo, ale chciałbym, aby coś po nas zostało. Wydaje mi się, że klub może skorzystać na mojej wiedzy i doświadczeniu i uporządkować sprawy prawnicze. Chciałbym, abyśmy pozostawili klub w takim stanie, aby mógł on spokojnie funkcjonować przez lata na najwyższym poziomie. Zarówno pan, jak i prezes Robert Sadowski uchodzicie za osoby, które mają bardzo dobre relacje z lubińskimi kibicami, tymczasem podczas ostatniego meczu ligowego z Wisłą Płock na linii klub – kibice był mały zgrzyt… - To nie powinno mieć miejsca. Zarząd i ja jesteśmy po rozmowach z kibicami i mam nadzieję, że wszystko wróci do normy. Powtórzę jeszcze raz: nie ma Zagłębia bez kibiców, szanujemy wszystkich, którzy pojawiają się na naszym stadionie oraz jeżdżą za drużyną. Zdanie kibiców jest dla mnie bardzo ważne, tak samo obecność na każdym treningu znanej już każdemu „nieformalnej” rady nadzorczej. Dla takich osób pracujemy i chcemy takim osobom dawać radość z tego, jak funkcjonuje Zagłębie. Co czeka Zagłębie w najbliższym czasie? - Czeka nas prawdopodobnie bardzo intensywny rok 2017 od strony organizacyjnej, bo nie zamierzamy zwalniać tempa, ale przed nami także nowe wyzwania związane z funkcjonowaniem akademii. Już teraz o tym myślimy. Muszę spełnić resztę swoich obietnic, które złożyłem u właściciela, czy też u kibiców. Współpracę rady nadzorczej z zarządem oceniam, póki co, bardzo dobrze i wszyscy chcemy wielkiego Zagłębia na miarę naszych marzeń. I te wszystkie dylematy, które spędzają nam sen z powiek i ogrom wykonywanej pracy, temu mają służyć. Ja ze swojej strony chciałbym podziękować kibicom za zaufanie i tym jeżdżącym za Zagłębiem po całej Polsce, czy też Europie, ale także tym, którzy wielokrotnie wspierają nas słowem nawet podczas zakupów w sklepie. Dziękuję też za głosy konstruktywnej krytyki. Tak, jak mówiłem wcześniej, wszystko co robimy ma jeden cel – budowę Wielkiego Zagłębia - a będzie ono wielkie, jak każdy z nas dołoży do tego swoją cegiełkę. Dlatego serdecznie zapraszam wszystkich kibiców na mecz z Cracovią i wsparcia piłkarzy głośnym dopingiem!
źródło:
logo autora

Człowiek wielu talentów

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)