JESTEŚMY ostatnio klubem, nad którym krążą wyjątkowo złe emocje. To tak jakby ktoś wyjątkowo złośliwy wlewał do naszego tygla zwanego „Zagłębiem” wszelkie możliwe trucizny i czekał na to co się wydarzy. Wywiad Lenczyka, wydarzenia ze środy. Ogólnie nie działo się najlepiej i każdy bał się myśleć, jak to się odbije na meczu z Podbeskidziem.
Jedynym lekiem, które choć na chwilę pozwoliłoby oczyścić atmosferę, było zwycięstwo. Patrząc stricte pragmatycznie, to remis w tabeli nic nie zmieniał, a porażka byłaby powoli wbijaniem gwoździ w trumnę. Tworzyłem wyobrażenia, że piłkarze przejęci tym co się wydarzyło w środę, po pierwszej bramie, dostają drugą i trzecią… Nie uwierzę, że nie znajdzie się wśród Was choćby dziesięciu, którzy na stadion nie szli strwożeni.
Ale mieszanina walki, nieustępliwości, zaangażowania, i szczypta szczęścia, musi dać coś pozytywnego. Któryś już raz mówię o tej walce i ambicjonalnym podejściu, ale rzadko się zdarzało w tej rundzie, by były one przedstawione w pozytywnym świetle.
Przede wszystkim zagraliśmy inaczej niż dotychczas graliśmy u siebie. Oddać pole Podbeskidziu – to wcale nie musi być ujma, ale skuteczny sposób do wygranej. Powtórzę po raz wtóry, że żadna drużyna w Polsce nie potrafi grać ataku pozycyjnego i - z całym szacunkiem dla Podbeskidzia - oni tym bardziej. Gdyby Miłosz szybciej wymyślił jak pokonać Zajaca, ukulibyśmy bielszczan wcześniej i grałoby się spokojniej. W końcu odblokował się Piech. Szczególne słowa podziękowań należą się tym, których w jakimś sensie (głównie przez doświadczenie) możemy określić mianem „liderów”. Piech, Kwiek, (w końcu!!!) Piątek, (o dziwo) Rymaniak. Dobrze, bo stabilnie na stoperze prezentuje się Bilek; Ptak wciąż niepewny, ale musimy wierzyć, że z każdym kolejny meczem będzie lepiej. Bo nie wygląda na to, żeby miał jakiegoś poważnego rywala w najbliższym czasie, z całym szacunkiem dla Dominika.
***************************************************************************
Każdy z Was ma jakąś swoją teorię odnośnie wydarzeń ze środy. Jedne odnoszą się do zwykłego wkurwienia kibiców, na to co się dzieje; inni uważają, że została przekroczona pewna granica. Wszyscy jednak musimy pamiętać, że gdzieś tam na końcu wszystkiego jest reputacja NASZEGO klubu. To słowo również dla piłkarzy. Reprezentujecie barwy ZAGŁĘBIA LUBIN i podpisując kontrakt bierzecie na siebie obowiązek jak najlepszego go reprezentowania. A my kibice zawsze będziemy was oceniać i patrzeć, czy robicie to z pełnym poświęceniem. I jak jest źle, to to wykrzyczymy; ale jak będzie dobrze, nie będziemy szczędzić pochwał. Czy to w Lubinie, czy na wyjeździe. Bo was za chwilę nie będzie. A my z Zagłębiem będziemy do końca.
Bartosz J. Marchewka