Trzecie miejsce na koniec pierwszej rundy zamazało obraz nędznej gry na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy. Od 4. do 16. kolejki Zagłębie odniosło zaledwie trzy zwycięstwa. Wszystkie na wyjeździe. Mecz z Koroną to ostateczny dowód: nic nie zostało z Zagłębia, z którego byliśmy dumni w tym roku. Tej drużyny już nie ma. Trzeba już dzisiaj budować zespół na wiosnę.
Cisną się pod palce słowa bólu i rozczarowania występem w Kielcach. Dwutygodniowa przerwa miała wpłynąć na poprawę gry, na zyskanie świeżości, na wzmocnienie poczucia „głodu zwycięstw”. A widzieliśmy zespół zagubiony, otępiały, powolny, bezideowy, zmęczony i niedokładny. Widzieliśmy grupę dziesięciu facetów, którzy po raz pierwszy spotkali się na boisku, którym piłka bardziej przeszkadzała niż pomagała.
Zespół przestał funkcjonować pod względem fizycznym. Siłą Zagłębie dominującego w lidze był pressing, doskok do rywala. Teraz widzimy „podziurawiony” środek pola, obrońców przegrywających pojedynki jeden na jeden, skrzydłowych, którzy takiego pojedynku wygrać nie potrafią. Widzimy Martina Nespora, który biega i walczy, walczy i biega, ale nie przekłada się to na większe zagrożenie pod bramką, w tę i nazad biegających Łukasza Piątka i Jarka Kubickiego, którzy za nic nie potrafią wziąć odpowiedzialności za rozegranie akcji, którzy w ataku pozycyjnym są pierwszymi hamulcowymi.
Liczba grzechów jest długa, a rak niemocy toczy drużynę Zagłębia. Po spotkaniu w Kielcach jesteśmy nigdzie. Próżno czekać na Starzyńskiego, nadzieja w Janku Vlasce chyba już bezpowrotnie zginęła. Zespół jest w kryzysie. Jak go przezwyciężyć?
Moja recepta jest prosta, ale i brutalna. Trzeba odświeżyć skład. Zagłębie muszą opuścić zawodnicy nie gwarantujący odpowiedniej jakości, a uosabiający marazm, chimeryczność, typowe ligowe przeciętniactwo. Są w kadrze zawodnicy po swoim tzw. prime-time, a dla których Lubin, zamiast być odskocznią do dalszej kariery, jest „ciepłym kurwidołkiem” za przeproszeniem. Wy, kibice, wiecie o kim mówię. I nie, nie ma na myśli pierwszego nazwiska Adriana Rakowskiego.
A może…
A może to nasze ambicje nie przystają do potencjału obecnego zespołu? Być może medal, fantastyczny lipiec i trzecie miejsce na koniec rundy przesłoniły nam oczy, że Zagłębie osiągnęło wynik ponad stan? Może powinniśmy zrozumieć, że zespół będący w treningu od 3 czerwca ma prawo wpaść w fizyczny dołek? Może powinniśmy wziąć pod uwagę, że zespół Zagłębia ze Starzyńskim a bez Starzyńskiego to dwie różne ekipy?
Pytań jest wiele, bo sytuacja jest zła. Przed „Miedziowymi” jeszcze cztery spotkania. Najbliższe już w piątek, z rozpędzającym się Lechem. Powodów do optymizmu jest niewiele, a to najlepszy powód, by przyjść na stadion.
Z pozdrowieniem
Bartosz Marchewka
Zobacz także:
- 30. kolejka: Zagłębie Lubin - Bruk-Bet Termalica Nieciecza
- Kos znów posędziuje Zagłębiu
- Burić bez kartki. Komisja Ligi uwzględniła protest Zagłębia
- Raport kartkowy przed meczem z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza
- Najbliższy rywal: Bruk-Bet Termalica Nieciecza
źródło: