W sobotę Maciej Dąbrowski podpisał kontrakt z Legią Warszawa, do której odszedł na zasadzie transferu definitywnego. Legia za transfer „Dąbrosia” do tej pory przelała tylko 300 tys. euro, Zagłębie za swojego obrońcę domaga się dodatkowych pieniędzy – chodzi o podatek VAT, który w tym przypadku wynosi 69 tys. euro. Legia jednak dopłacać nie zamierza.
Wszystko rozbija się o to, że w kontrakcie zawodnika nie ma jasno sprecyzowanej informacji o tym, czy klauzula wykupu w kwocie 300 tys. euro jest kwotą brutto czy netto. Legia uważa, że to kwota brutto i podatek ma płacić Zagłębie, a w Lubinie twierdzą całkiem na odwrót. Obie strony starają się dowieść swoich racji, bo stawką w tym sporze jest około 295 tys. złotych. Spór ma charakter czysto formalny i dotyczy interpretacji samego przepisu umowy. We władzach jednego i drugiego klubu nie brakuje przecież prawników i strony umowy mają „swoją” interpretację przepisu.
Legia Warszawa przelała kwotę brutto, czyli 300 tys. euro, oczekując tym samym zwolnienia zawodnika na testy medyczne i przesłania odpowiednich dokumentów, które pozwolą na jego rejestrację. Zagłębie po otrzymaniu potwierdzenia przelewu, jeszcze przed otrzymaniem pieniędzy na konto klubu, zwolniło Dąbrowskiego na testy medyczne, jednak zdecydowało, że do momentu uzyskania porozumienia z Legią, bądź decyzji PZPN nie wyda dokumentów niezbędnych do rejestracji Dąbrowskiego w mazowieckim ZPN-ie.
Czym broni się Zagłębie? Po pierwsze ustaleniami na linii Zagłębie Lubin – Maciej Dąbrowski/Jarosław Kołakowski, gdzie podczas negocjacji kontraktowych, jeszcze w I lidze, wpisując klauzulę obie strony operowały kwotami netto, po drugie orzeczeniami różnych organów PZPN. Dodatkowo Zagłębie wskazuje na treść całej umowy i podkreśla, że należy mu się 300 tys. euro + VAT. Legia te argumenty odrzuca, powołując się wprost na treść przepisu dotyczącego odstępnego.
Co ciekawe, w 2007 roku do Zagłębia Lubin z ŁKS-u miał przejść wówczas bacznie obserwowany przez trenerów reprezentacji Polski Robert Kolendowicz. Sytuacja była podobna, również brakowało informacji o tym czy kwoty są w brutto, czy netto, w dodatku ŁKS nie mógł się pogodzić z tym, że oddaje Zagłębiu swojego najlepszego piłkarza za zaledwie 60 tys. euro. Po niekończącej się wymianie pism do sporu między Łódzkim KS-em a Zagłębiem włączył się Wydział Gier. – Zgodnie z zapisem w swoim kontrakcie piłkarz może przejść do wybranego przez siebie zespołu za 250 tysięcy złotych. Problem w tym, że Zagłębie pomyliło się i przesłało sumę transferową nie na konto ŁKS-u (adresatem był „Łódzki Klub Sportowy Sportowa Spółka Akcyjna”, a miał być ŁKS SSA” – red.). Z tego, co wiem, pieniądze kilka dni krążyły po bankach, aż zostały odesłane do Lubina. Jeżeli teraz Zagłębie we właściwy sposób przekaże te 250 tys. zł i opłaci 55 tys. VAT-u, to Kolendowicz oficjalnie zostanie ich graczem – powiedział wówczas dla sport.pl (LINK TUTAJ), Józef Maliszewski, przewodniczący Komisji Odwoławczej PZPN.
Sprawa wprawdzie jest sprzed kilku lat, ale w tym aspekcie orzecznictwo się nie zmieniło. Bardzo możliwe, że spór zostanie skierowany do Piłkarskiego Sądu Polubownego PZPN, który zdecyduje czy podatek VAT zapłaci Legia Warszawa, czy też Zagłębie Lubin.
Jedno jest pewne – Zagłębie nie chce robić przeszkód Maciejowi Dąbrowskiemu, który chce zrobić kolejny krok w swojej karierze, czego dowodem jest zwolnienie go na testy medyczne jeszcze przed rozwiązaniem sporu. Chodzi jednak o zasady i pieniądze. Od dwóch lat Zagłębie jest inaczej zarządzane, dlatego blisko 300 tys. złotych to sporo znacząca w obecnym budżecie klubu gotówka, która może być niezbędna dla wzmocnień, nad którymi pracują "Miedziowi". Dodatkowo, gdyby uznać, że Legia nie wpłaciła wymaganej kwoty odstępnego, Dąbrowski wciąż pozostaje piłkarzem Zagłębia Lubin i powinien uczestniczyć w treningach zespołu Piotra Stokowca, a tego nikt u nas w klubie się nie domaga.
Nikt nie powinien być zdziwiony, że Zagłębie walczy o swoje. Odpuszczenie tych pieniędzy byłoby działaniem na szkodę spółki ze strony władz klubu, co w KGHM-ie byłoby nie do przyjęcia. Nie jest też prawdą, że Zagłębie naruszyło jakiekolwiek niepisane umowy z Legią, ponieważ wszystkie formalności związane z przejściem Macieja Dąbrowskiego zostały poczynione po odpadnięciu Zagłębia z eliminacji Ligi Europy.
Zobacz także:
- Kos znów posędziuje Zagłębiu
- Burić bez kartki. Komisja Ligi uwzględniła protest Zagłębia
- Raport kartkowy przed meczem z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza
- Najbliższy rywal: Bruk-Bet Termalica Nieciecza
- Nie dać uciec czołówce | Zapowiedź meczu Zagłębie Lubin - Bruk-Bet Termalica Nieciecza
źródło: