… gdyby nie to, że było zupełnie odwrotnie.
. Kibice mieli okazję obejrzeć świetny mecz Zagłębia. Nie można napisać, czy też powiedzieć o występie piłkarzy nic innego. Tylko najbardziej wyrafinowani piłkarscy „eksperci” zapewne przyczepią się o pewien moment przestoju w drugiej połowie, gdy wyglądało jakby gra Zagłębia „zachłysnęła” się po świetnej pierwszej części.
Ale drużynę klasową, a taką było w piątek Zagłębie, cechuje umiejętność przetrwania słabszego okresu. Z drugiej też strony, jeśli dominujesz przez całą pierwszą połowę, masz wynik 2:0, to po części twoją grę determinuje gra rywala. Czy rzuci się do odrabiania strat od razu, czy też będzie starał się jeszcze grać futbol wyrachowany. Wigry postawiły na drugą opcję, więc my tez nie forsowaliśmy tempa.
Mniejsza jednak o słabości.
Mógłbym nieco nieskromnie powiedzieć, że piątkowy wieczór był jakby na moje zamówienie z tekstu czwartkowego. To Zagłębie decydowało o tym, co się na boisku działo, a z naszej strony działo się dużo fajnych rzeczy. Z tych najważniejszych można wymienić m.in. bardzo dużą ilość tzw. ofensywnych zbiórek, czyli odzyskiwania piłki po stracie jeszcze na połowie rywala, aktywność Krzyśka Piątka, który zbiegając do skrzydła dawał więcej rozwiązań w ataku pozycyjnym (czego nie robił Michal Papadopulos).
Kluczem do sukcesu było jednak zdecydowanie opanowanie środka pola. Łukasz Piątek i Jakub Tosik bardzo dobrze odegrali rolę pivotów. Nie tylko skutecznie odbierali piłkę, ale równie dobrze i odpowiedzialnie ją dystrybuowali. W grę ofensywną zaangażowanych było ośmiu zawodników, którzy wiedzieli co na boisku mają robić. I robili to bardzo dobrze.
Podkreślam po raz trzeci dobry występ Tosika. Trochę szydera była przed meczem, że moc kreacyjna w środku pola była na poziomie 0, a z Jakubem spadła dużo niżej, że pierwszą kartkę złapie w 13 minucie… A im dłużej trwał mecz, tym szybciej złośliwe uwagi ustępowały miejsca oklaskom, pochwałom i komplementom – mimo tych kilku kiepskich strzałów i strat. Uniwersalność zabiła już niejednego piłkarza (Przemek Kocot, pozdrówki), ale pomysł z Tosikiem u bogu Piątka na razie się broni. Natomiast otwarte zostaje pytanie, co takiego zespołowi daje Tosik, czego nie dają Sebastian Bonecki z Jarkiem Kubickim?
Konrad Forenc, Dorde Cotra, Maciej Dąbrowski, Lubomir Guldan, Aleskandar Todorovski. Obrona, która pokazała ekstraklasowy poziom. I chociaż są „ochy i achy” nad tym co się działo z przodu, to „Fori” też miał dwie-trzy interwencje, jak przy rzucie wolnym Nerijusa Valskisa, czy przy rzutach rożnych. Dąbrowski i Guldan, to świetnie uzupełniająca para stoperów, a Cotra i „Todor” byli świetni z przodu (rajd Cotry przy trzeciej bramce!), ale i skuteczni w defensywie.
Bardzo optymistycznie wygląda też gra „Bani”. Tak jak napisałem wyżej, nie był przyspawany do swojej pozycji, tylko schodził do skrzydła, angażował się w odbieranie piłki. Bramka i asysta podkreślają ten dobry występ.
Właściwie o każdym piłkarzu, który zagrał z Wigrami można napisać coś pozytywnego. Nawet o Eryku Sobkowie, choć jego występ był mikroskopijny, a mimo wszystko zdążył umieścić piłkę w siatce. Wydaje się, że mógł przypilnować pozycji obrońcy, ale znalazł się w sytuacji bramkowej, którą pewnie wykorzystał.
Na końcu mogę tylko powtórzyć swoje słowa z poprzedniego tekstu. Sukces meczu z Suwałkami będzie pełny, jeśli powtórzy się w Bytowie.
Bartosz Jan Marchewka
Obserwuj autora na Twitterze.