BARTOSZ MARCHEWKA: Rozmawiamy w przede dniu meczu na Łazienkowskiej. Tutaj, jak nigdzie indzie, koncentracja jest kwestią kluczową. Doping w Warszawie nie pozwala ani Legii, ani rywalom na chwilę dekoncentracji. Czym to grozi – vide sytuacja Rzeźniczaka z Przybyłą. Koncentracji wielokrotnie brakowało piłkarzom Zagłębia. Gdyby było jej więcej wywieźlibyśmy z Zabrza coś więcej niż punkt (pardon: pół punktu). Koncentracji zabrakło już w pierwszej akcji sezonu, gdy „Todor” zgrywał piłkę do Konrada Forenca. Głowa, głowa i jeszcze raz głowa. Pojawia się osoba kapitana… Jestem ciekaw Twojego zdania: na ile możemy go obwiniać za brak szczęścia, a na ile jest on odpowiedzialny za bramki tracone w tym sezonie. Bo tracimy w każdym meczu co najmniej gola – to nie może wystawiać laurki naszemu „portero”. Trudno nie mieć wrażenia, że w kilku sytuacjach mógł zachować się lepiej. Ale od razu go usprawiedliwiam – to jego pierwszy sezon w Ekstraklasie.
MICHAŁ RYGIEL: Oczywiście, że popełnia błędy! Co więcej, to nawet dobrze, że popełnia błędy. Mając mentalność walczaka jest w stanie się pozbierać i rozwinąć szybciej niż miałby grać przyzwoite mecze. Z zachowaniem wszelkich proporcji - pamiętasz może jaki start miał w Manchesterze United David de Gea? Gdzie był wtedy, a gdzie jest teraz. Wierzę w Forenca. Ma znakomitego trenera w osobie Jarosława Bako, cieszy się zaufaniem Piotra Stokowca, musi walczyć o miejsce w zespole z Martinem Polackiem. Muszę w tym miejscu coś zaznaczyć - błędy bramkarza są bardziej widoczne niż jego udane interwencje, a tych Forenc ma zdecydowanie więcej. Jedyny kierunek, w jakim może podążać jego kariera to przód.
Zostawmy na chwilę wyjściową jedenastkę. Wiem, że pytałem już o to w przedsezonowej ankiecie, ale warto odkopać to pytanie po zakończeniu okienka. Czy mamy odpowiednich zmienników na lewą obronę i oba skrzydła?
B.M: Kwestia zmienników wydaje się mocno paląca. Wielokrotnie przytaczałem czarny scenariusz, w którym (odpukać po trzykroć) przez kontuzję wylatuje Djordje Cotra. I co wtedy? Karol Żmijewski? Czy może przesunięcie na bok defensywy Jarosława Jacha? Ze skrzydłami jest nieco lepiej. Tutaj nie brakuje nazwisk, tylko pytanie o ich jakość. Arek Woźniak jest tzw. „pierwszym” wchodzącym, ale zgubił się kompletnie. Adrian Błąd również. Gdzieś po rezerwach krząta się Konrad Andrzejczak. Rozumiem Twoje obawy: mamy w miarę wykrystalizowaną pierwszy garnitur, ale jest problem ze zmiennikami. A specyfika reformy E37 jest taka, że bez dobrej ławki nie uda się zaliczyć dobrego sezonu.
M.R: Nawet nie chcę myśleć, co by się stało wobec kontuzji Cotry. Nawet jeden mecz zawieszenia, który zapewne prędzej czy później się przydarzy, będzie dramatem. Wyłączy cały mechanizm opisywany przez nas w pierwszej części. Adrian Błąd zagrał w rezerwach na lewej obronie i nie zachwycał mnie podczas oglądanego meczu. Myślisz, że poradziłby sobie na tej pozycji w Ekstraklasie, że Piotr Stokowiec wyciągnie go z rękawa jak Nawałka Rybusa? Arkadiusz Woźniak był dobrym „skrzydłowym” na pierwszą ligę. Silny, z dobrym uderzeniem i przyzwoitym dryblingiem. W moim odczuciu nie powinien grać na tej pozycji na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Broń Boże nie chcę sugerować, że się na Ekstraklasę nie nadaje, po prostu jego rola (jeśli zakładamy rzeczywiście bycie pierwszym wchodzącym) to zmienianie Papadopulosa, gdy Zagłębie gra 4-4-2. „Wąski” jest znakomity w powietrzu i może być czołowym odgrywającym w Polsce. Problem zarówno z Woźniakiem jak i z Błądem jest taki, że formuła szarż na Macieja Małkowskiego w pewnym momencie się wyczerpuje. Jestem przekonany, że obaj pracują żeby pokonać swoje niedoskonałości i życzę im powodzenia, bo takich charakterów potrzebuje każda szatnia. Mistrzostwa, czy nawet pucharów nie zdobywa się wyłącznie gwiazdami. Owszem, po latach moglibyśmy wspominać magię wychodzącą spod „pióra” Vlaski, czy czyste jak łza niemowlęcia wślizgi Macieja Dąbrowskiego. W tych wspomnieniach przypomnieliby się nam też tacy gracze jak „Wąski” i „Adi” – goście, którzy krwawią na miedziowo i potrafią nadać drużynie odpowiedni rytm poza boiskiem. Mam nadzieję, że po powolnym starcie wrócą do bycia wartością dodaną również na murawie.
Mam jednak ciekawe pytanie. W tym momencie - przed meczem z Legią, kto jest według Ciebie najważniejszym zawodnikiem Zagłębia. Niekoniecznie najlepszym, lecz takim, bez którego to wszystko by się rozpadło.
B.M: Zaskoczę Cię, ale nie chcę wskazywać jednego piłkarza, od którego jest zależna gra Zagłębia. Taki wniosek to pewna dewastacja idei Zagłębia, jako drużyny. Okej, możemy wymieniać: Janus – super forma, Dąbrowski – pewniak w defensywie, Tosik – pirania… Ale chodzi o to, aby uczynić z kadry Zagłębia skutecznie zazębiającą się drużynę. Która napędza się mocą ekipy, a nie poszczególnych zawodników. Nie jesteśmy zespołem, który (na razie) walczy o najwyższe cele, ze względu na swój stan posiadania. Nie mamy (na razie) Drągowskiego na bramce, Pazdana w obronie, Vassiljeva w pomocy, czy Nikolicia w ataku. Ale mamy grupę ludzi, którzy mogą w tej lidze zbudować solidny kolektyw.
M.R: Po części masz rację. Dyskredytowanie kolektywu, jakim w założeniu władz klubu i sztabu szkoleniowego ma być Zagłębie, to niekoniecznie najlepszy pomysł. Ale po raz kolejny w tym miejscu muszę podkreślić pozycję Cotry. Obecnie jest moim zdaniem nie do zastąpienia, każdy zmiennik kulałby albo w ataku, albo w destrukcji. Natomiast na nasze warunki Serb jest zawodnikiem kompletnym i bez możliwości skorzystania z rozwiązań, które gwarantuje swoim stylem gry byłoby nam o wiele ciężej konstruować akcje.
Możesz pisać, że nie walczymy o najwyższe cele i rozumiem, że o mistrzostwo bić się nie będziemy. Jestem jednak pozytywnej myśli. Na razie o wiele lepiej idzie nam z zespołami z czołówki ekstraklasowego peletonu i uważam, że znacznie lepiej poradzilibyśmy sobie wiosną w górnej ósemce niż w walce o utrzymanie. Legia, Lech, Jagiellonia czy (sensacyjnie? tymczasowo?) Piast to nie są drużyny, które odjechały reszcie na kilometry, zostawiając pozostałych rywali do wyjaśniania sobie spraw między sobą. Zagłębie zdecydowanie stać na wmieszanie się w walkę o wysokie miejsca i wierzę, że kolejnym potwierdzeniem moich przypuszczeń będzie dobry występ w Warszawie. Usiądźmy wygodnie w fotelach i bądźmy dobrej myśli, a Miedziowi na pewno nie jeden raz nas zaskoczą.