Po wygranych sparingach niemal wszyscy byliśmy przekonani, że pokonanie Sławiji Sofia w pierwszym meczu I rundy eliminacji Ligi Europy będzie tylko formalnością. Niestety – mimo ogromnej przewagi Zagłębia, szczególnie w pierwszej połowie, to rywale zdobyli jedynego gola w meczu i to Zagłębie musi poważnie napocić się w rewanżu, by w kolejnej rundzie zagrać z Partizanem Belgrad.
Dopiero oglądając powtórkę meczu uświadomiliśmy sobie, że nie wyglądało to tak źle, jak wydawało z perspektywy trybun. Zestawiając ze sobą zespoły Zagłębia i Sławiji, widać było, że to piłkarze z Lubina mają wyższe umiejętności indywidualne i lepiej wyglądają pod względem taktycznym.
„Miedziowi” byli lepsi niemal pod każdym względem, ale co z tego, skoro kolejny raz kulała skuteczność? Zagłębie po pierwszej połowie powinno prowadzić co najmniej 1:0 (a mogło wyżej, bo kilka sytuacji było) i dzięki temu nie dość, że miałoby na koncie bramkę strzeloną na wyjeździe, to mogłoby grać swoje, bo nawet jeden gol zdobyty przez Sławiję specjalnie sprawy by nie skomplikował.
Słaba skuteczność, to główna przyczyna niepowodzenia w Sofii. „Bania” raz po raz marnował bardzo dobre sytuacje, a „Papen” po wejściu nie wniósł do gry zupełnie nic. Nawet wygrywanie pojedynków główkowych, co był wcześniej jego mocną stroną, tym razem mu w ogóle nie wychodziło. Niepoważnym byłoby skreślać piłkarzy po jednym słabszym meczu, ale bez wątpienia przydałby się ktoś nowy nie do rywalizacji, ale do wzmocnienia ataku. Obecnie mamy dwóch napastników, którzy nie naciskają na siebie, grają na zmianę i obserwując z boku wyglądają tak, jakby z tej sytuacji byli zadowoleni. Jeśli pojawiłby się jakiś sensowny rywal dla Piątka i Papadopulosa (Artur Siemaszko to melodia przyszłości), być może porażki w spotkaniach takich jak ze Sławiją by się nie przytrafiały.
Kilku kibiców w komentarzach słusznie zwróciło uwagę na to, jak nasi zawodnicy wyglądali pod względem fizycznym. W okolicach 60. minuty meczu stracili siły, dzięki czemu rywal zaatakował nieco odważniej. Brakowało świeżości – przede wszystkim na bokach obrony i skrzydłach. Mimo wszystko, nie powinniśmy wyciągać daleko idących wniosków, bo w zeszłym sezonie Zagłębie było jednym z najlepiej przygotowanych zespołów pod względem kondycyjnym.
Stracona w 84. minucie bramka, to kumulacja wielu błędów. Źle ustawił się Aleksandar Todorovski, nie zaasekurował go Arek Woźniak, również Lubomir Guldan, Maciej Dąbrowski i przyspawany do linii bramkowej Martin Polacek nie są bez winy. Na pewno przed rewanżem piłkarze Zagłębia muszą przeanalizować tę sytuację, by podobnych błędów już nie popełniać. Przede wszystkim należy popracować nad koncentracją, bo jej brak okazał się w Sofii kluczowy.
Osobny akapit powinien należeć się Janowi Vlasce, ale w jego kwestii wszystko zostało napisane w cyklu „Pod lupą” <<kliknij, aby przejść>>. W spotkaniu z Bułgarami pomoc Zagłębia wyglądała inaczej niż z Filipem Starzyńskim, ale nie można powiedzieć, że wyglądała gorzej. Jeśli Vlasko złapie rytm gry i wróci do formy, którą imponował w Spartaku Trnawa, wówczas będziemy mieli z niego sporą pociechę.
W pierwszym meczu przegraliśmy 0:1, ale w rewanżu wszystko może się zdarzyć. Nasi zawodnicy muszą wyjść na boisko z przeświadczeniem, że tym razem nie może być półśrodków. Zagłębie, jeśli chce wygrać, musi być stanowcze, dobrze zmotywowane i wierzące we własne umiejętności. Dzięki temu zajęliśmy 3. miejsce, dzięki temu możemy awansować do II rundy.
Zobacz także:
- Kos znów posędziuje Zagłębiu
- Burić bez kartki. Komisja Ligi uwzględniła protest Zagłębia
- Raport kartkowy przed meczem z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza
- Najbliższy rywal: Bruk-Bet Termalica Nieciecza
- Nie dać uciec czołówce | Zapowiedź meczu Zagłębie Lubin - Bruk-Bet Termalica Nieciecza
źródło: