Doczekałeś się w końcu treningów z pierwszą drużyną. Co więcej, trener Stokowiec na stałe dołączył Cię do zespołu.
Piotr Smołuch: - Faktyczne trochę czekałem na tę szansę i wreszcie się udało. Najpierw, przez tydzień, byłem testowany i chyba nieźle wypadłem, skoro trener podjął decyzję, że zostanę w pierwszej drużynie.

Wierzyłeś, że się doczekasz?
- Moja osoba w klubie znana jest z różnych sytuacji, niekoniecznie jestem rozpoznawalny z powodu wyników sportowych. Ja jednak wierzyłem, że obronię się w przyszłości właśnie moimi umiejętnościami, w pewnym momencie odciąłem się od przeszłości i doczekałem się upragnionego awansu.

Faktycznie, kojarzyło Cię sporo osób, ale mało kto wiedział jak bronisz…
- Zachowywałem się w niezbyt mądry sposób, kilka razy zdarzyło mi się przesadzić. Słusznie przypięto mi łatkę łobuza, później trudno było mi się jej pozbyć. Wszystkie wyskoki odbijały się na mnie i zaliczyłem nawet zesłanie do grupy juniorów. Na szczęście okres młodzieńczej głupoty jest za mną, dostałem pozytywnego kopa do pracy.

Zmienił Cię awans do drugiej drużyny.
- Faktycznie wtedy na dobre wziąłem się w garść. Wcześniej kilka osób ze mną porozmawiało, ale poprawiłem się, kiedy sam sobie wszystko ułożyłem w głowie. Cieszę się, że wszystko się udało, w odpowiednim momencie to wszystko ogarnąłem.

Foto: Tomasz Folta

Co łączy Piotra Smołucha i Ikera Casilasa?
- Ta sama klasa bramkarska i ogromne umiejętności (śmiech). Wiem do czego zmierzasz, obaj nie grzeszymy wzrostem, mamy po 182 centymetry wzrostu.

Jak reagujesz na takie zaczepki?
- Teraz już spokojnie, odpowiadam, że najważniejsze są umiejętności. Kiedy bramkarzowi brakuje centymetrów, nadrabia to skocznością, zwinnością i szybkością. Victor Valdes jest wyższy o centymetr a francuski bramkarz Jérémie Janot jest o pięć centymetrów niższy. Wszyscy z powodzeniem bronią w ligach mocniejszych niż polska.

Taki Valdes świetnie gra nogami, Piotrek Smołuch też sobie radzi. W nowoczesnym futbolu bramkarz staje się ostatnim obrońcą.
- Schlebiają mi te pochwały (śmiech). Radzę sobie w tym elemencie. Grać nogami nauczyłem się jeszcze w UKP Zielona Góra, trener wówczas strasznie nas szkolił. Opłaciło się, bo wypracowałem pewne umiejętności. Nie ma teraz różnicy, czy wykopuję prawą czy lewą nogą.

Czyli to nie predyspozycje a ciężka praca?
- Po części i predyspozycje, jako dzieciak miałem najmocniejsze „kopyto” wśród rówieśników, najmocniej kopałem.

W zeszłym sezonie zdarzyło Ci się zagrać w polu.
- Kiedy wracałem do gry po kontuzji barku, nie mogłem jeszcze bronić, więc trener pozwalał mi trenować w polu. W jednym ze sparingów zaszła potrzeba, bym zagrał w polu, to było jednak zdecydowanie wymuszone. Zdobyłem nawet gola w towarzyskim spotkaniu z Promieniem Żary (śmiech). Dobra przyznam się, że pokonałem kolegę po fachu z karnego.

Póki co czeka Cię rola golkipera nr 3?
- Nie trafiłem do pierwszej drużyny, by godzić się na rolę trzeciego bramkarza. Skoro wreszcie się udało, to pojawiły się nowe cele i ambicje. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości rzucę rękawicę bardziej doświadczonym kolegom. Póki co moja ambicja sięga gry w pierwszym zespole Zagłębia Lubin. Zaaklimatyzowałem się już w drużynie i uważam, że moje plany są realne.

Mówiłeś o metamorfozie, która zaszła w Twoim życiu. Coś z danego „Smoły” jeszcze pozostało?
- Chwilami jestem wariatem, ale tylko na boisku, kiedy mogę pomóc drużynie.

Oprócz wiecznych narzekań na Smołucha, pojawiały się opinie, że kiedy ktoś potrzebuje od niego pomocy, to Piotrek się nigdy nie waha.
- Nie przywykłem do tylu pochwał (śmiech). Jeśli komuś mogę pomóc, to nie mam z tym problemu. Fajnie, że ktoś to zauważa, to dla mnie bardzo ważne.

A jak najbliższe sercu osoby zareagowały na Twój sportowy awans?
- Najbliżsi są ze mnie dumni. To, że jestem w pierwszej drużynie, to efekt pracy, umiejętności, ale również dowodzi, że zaczynam sobie dobrze radzić w życiu. Najbliżsi wiedzą, że kosztowało mnie to sporo pracy, musiałem pokonać ból, bo miałem po drodze dwie operacje.

A kiedy zaliczyłeś po drodze wspomnianą relegację do juniorów, lub gdy leżałeś na szpitalnym łóżku, myślałeś, żeby zrezygnować z piłki?
- Nigdy nie przyszło mi to do głowy! Były też osoby, którym chciałem coś udowodnić i to dodatkowo nakręcało mnie do pracy.

źródło:

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)