No cóż.
Zniknięcie najcenniejszego obrazu w Polsce jest może nieco bardziej spektakularne niż dobra forma Zagłębia Lubin, ale reperkusje w mediach są podobne. Ostanie zwycięstwo nad Śląskiem zostało przykryte przez Mariusza Pawełka i kwestie stosunku kibiców Śląska do swoich piłkarzy.
Piszę o tym dlatego, że w mediach trudno wybija się pozytywna opinia o Zagłębiu, które od trzech kolejek wygrywa, co jest na polskie warunki wydarzeniem dość wyjątkowym. Muszę wytłumaczyć, że nie mam na myśli godzinnych peanów nad taktycznym geniuszem Piotra Stokowca, ale o Zagłębiu chętnie mówiono źle lub niekorzystnie, a teraz…
No cóż.
To my pochwalimy.
Środek pola
Tak naprawdę tekst o derbach mógłby być powtórzeniem fraz z poprzednich tekstów. Klucz do wygranej leżał w opanowaniu środka pola. Prawda, Pawełek „spawełkował”, ale gdyby przy Tomaszu Hołocie nie było Łukasza Piątka (super strzał!), to nic z tej akcji by nie wyszło.
W środku zagrali najlepsi zawodnicy Zagłębia w tym meczu. Dobry występ zaczęli od bramki. Wspomniany Piątek i Jarek Kubicki skutecznie wyciszyli grę Śląska. Do miana małego symbolu urósł już pojedynek Kubickiego z Morioką. Naprawdę ciekawie oglądało się pierwszą połowę, w której nie było, aby obok Japończyka nie było naszego wychowanka.
Jeśli do bardzo dobrych Piątka i Kubickiego dodamy stabilną formę Filipa Starzyńskiego, mamy przepis na strzelenie bramek i kontrolę meczu.
Wiele było głosów, dlaczego Zagłębie nie dążyło do zwycięstwa efektownego, bardziej okazałego.
Bo tak podpowiadała logika.
Mamy Śląska, na którego bluzgają kibice, który przegrywa 0:2, któremu nie pozostaje nic innego, jak ruszyć do przodu. Koślawo i niezgrabnie. Przypominał trochę wariata machającego cepem, który nie patrzy jak i co robi. I chcąc takiego sprowadzić do pionu można oberwać.
Zagłębie zrobiło rzecz piłkarsko bardzo dojrzałą, czyli cierpliwie czekało na kontry. Przy tak grającym Śląsku musiały się one pojawić, a w ich wykorzystaniu brakowało najczęściej pomysłu. Co nie zmienia faktu, że podobnie do meczu z Lechią i Cracovią, zdarzyły się momenty nieuwagi i pęknięć w obronie.
Jarek Kubicki
Ostatnio każdy mecz Zagłębia ma swojego bohatera. Tak się złożyło, że był nim z reguły Filip Starzyński, ale derby, jak wiadomo, rządzą się swoimi prawami. Więc nie przypadkiem najlepszym piłkarzem derbów zostaje wybrany wychowanek, który zalicza do tej pory bardzo dobrą rundę wiosenną.
Młodych piłkarzy trudno jest chwalić, bo najczęściej po dwóch dobrych kopnięciach mediom puszczają zawory wyobraźni i już widzą nastolatków, jako drugich Lewandowskich czy Krychowiaków (przypomnijcie sobie hype, jaki miał chociażby Kownacki).
Jarek w ciszy buduje swoją pozycję w klubie i w lidze. Ale po 19 meczach w tym sezonie należą mu się pochwały. Jak wszedł do zespołu w 8. kolejce w meczu z Ruchem, tak wypadł z niej tylko raz. Jest podstawowym zawodnikiem zespołu Zagłębia.
Ma 20 lat.
Jarka czeka w niedzielę kolejny sprawdzian, czyli rywalizacja ze środkiem pola Pogoni Szczecin. A tam: Rafał Murawski.
Cuprum City Warriors
Chcąc pozostać sprawiedliwym, to w kwestii medialnego wstępu należy wspomnieć Macieja Szczęsnego, który w „Magazynie Ektraklasy” w Onecie tak powiedział o naszym klubie: „Zagłębie to drużyna. Bardzo dobrze, jeżeli drużyna ma dobrego egzekutora, takiego boiskowego i duchowego przywódcę, którym pewnie Starzyński się staje lub już jest.”
Trudno się z tą tezą dziś nie zgodzić. Robiąc przegląd poszczególnych pozycji Zagłębia wszędzie znajdziemy jednostki wartościowe, które dobrze ze sobą współpracują, czyniąc z drużyny zespół naczyń połączonych. Starzyński stał się takim „pierwszym wśród równych”, ale widzimy, jak wiele dróg rozegrania otworzył. Jego pozostanie w klubie ma znaczenie elementarne, jeśli chodzi o kształtowanie celów na przyszły sezon.
Do grona niezbędnych, obok Starzyńskiego i Kubickiego, trzeba dopisać Martina Polacka (widzieliście jak się robi pompki?) parę stoperów Guldan - Dąbrowski, Djordje Cotrę, Łukasza Janoszkę, Arkadiusza Woźniaka i Krzysztofa Piątka. To na dzisiaj pewniacy w zespole Piotra Stokowca, choć idealistycznie zakładam, że on żadnych pewniaków w składzie nie ma i grają zawsze ci, którzy na to zasłużyli.
- Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że udało się wygrać spotkanie ze Śląskiem. Długo nie wychodziliśmy w szatni, bo mamy co świętować. Uważam, że nie tylko my, ale cały Lubin. Zwycięstwo dedykujemy kibicom, którzy przyjechali do Wrocławia i nas wspierali – mówił nam po meczu ze Śląskiem Wrocław Łukasz Janoszka.
- Naszym celem jest pierwsza ósemka. Cieszymy się, że taka seria się pojawiła, bo od początku rundy graliśmy dobrze, jednak nie wygrywaliśmy. Zabrakło skuteczności w tych pierwszych meczach, jednak teraz gramy skutecznie zarówno w ataku, jak i defensywie. Jeszcze nie mamy zagwarantowanej ósemki, ale zrobimy wszystko, żeby w tej pierwszej ósemce być – dodał „Ecik”.
Warto też wspomnieć Konrada Forenca. Nie gra, ale po meczu we Wrocławiu (a zwracam na to uwagę przy okazji każdego spotkania) serdecznie gratuluje dobrego występu Martinowi. Jest zdrowa, normalna, męska rywalizacja o jedno miejsce w składzie.
Wygląda to tak, że nie ma w tej drużynie piłkarzy nieważnych czy zbędnych. O tym kto gra decyduje postawa na treningu i weryfikacja w meczu.
- Mecz ze Śląskiem był ciężkim pojedynkiem dla bramkarza, bo choć Zagłębie atakowało, musiałem być skoncentrowany przez 90 minut, bo w każdej chwili Śląsk mógł stworzyć groźną sytuację – mówił w strefie mieszanej po spotkaniu Martin Polacek.
- Na Słowacji nie ma takich derbów, to jak fani nas wspierali, jak się zaprezentowali, to było coś wspaniałego. Jeszcze w takim meczu nie grałem – dodał Martin.
Takie pytanie do dyskusji: kiedy ostatnio mieliśmy taką drużynę?
Nieskończony tytuł
Wstęp anty – medialny był potrzebny, bo nie padło pytanie, które po trzech meczach zwycięskich nasuwa się bardzo nachalnie.
Rozumiem, że piłkarze i sztab szkoleniowy w naturze mają minimalizację celów, które ograniczają się do następnego meczu. Nazwijmy to „zmałyszowaniem”. Wszyscy bowiem pamiętamy Adama z Wisły, dla którego najważniejszy był zawsze następny skok. To postawa odpowiednia, bo stricte sportowa.
Ale my, kibice, zawsze patrzymy dalej. I powstaje pytanie: ile trzeba wygrać, by myśleć o pucharach?
Uzurpuję sobie prawo do pierwszeństwa w wygłoszeniu tego na głos. Ale dzieje się tak, dzięki bardzo skutecznej grze Zagłębia.
Wszyscy na Pogoń.
Bartosz Marchewka