Po meczu Piotr Stokowiec mówił w szatni i na konferencji, że to zwycięski remis. Dla niego na pewno tak. Bo statystyka 28/13 potwierdza słuszność zaproponowanego przez niego stylu gry Zagłębia. Piotr Stokowiec i sztab szkoleniowy zasłużyli, aby explicite przyznać, że są właściwymi ludźmi na właściwym miejscu. Choć oczywiście Piotr Stokowiec mówiąc o szczęśliwym remisie miał pewnie na myśli Rafała Murawskiego i jego nieudaną kontrę.
Mecze z udziałem Zagłębia są w ostatnim czasie wizytówką Ekstraklasy. Futbol „na tak” prezentowany przez podopiecznych trenera Stokowca musi i zasłużenie budzi respekt. Zagłębie gra lekko i płynnie, jednocześnie z jednym wyraźnym celem: strzelić bramkę. Gdyby Zagłębie 28 razy uderzało na bramkę Mariusza Pawełka…
To, co mnie cieszy szczególnie, to fakt przeciągnięcia dobrych występów na kilka meczów z rzędu. Nie wskazałbym w tej rundzie jednego, wyraźnie słabszego meczu naszego zespołu. Nawet w remisie z Ruchem czy porażce z Legią z łatwością znajdziemy elementy, za które należy zespół Zagłębia pochwalić. Pamiętacie, co było latem? Najpierw dobry mecz w Białymstoku i katastrofalny mecz w następnej kolejce.
Jednak statystyka 28/13 nie może zamazać sytuacji, w której tracimy bramkę. Wchodzący w pole karne Rafał Murawki miał zdecydowanie za dużo wolnego miejsca, a piłkarz z takim doświadczeniem wie, co z tym zrobić. Nie zdziwiła zmiana w przerwie Jarka Kubickiego, który sprawiał wrażenie zagubionego w tym szaleńczym tempie. Powstrzymywanie dwójki: Murawski – Akahoshi wymagała piłkarza o charakterystyce znacznie bardziej defensywnej, choć nie wykluczam, że mógł się przypałętać jakiś uraz
*
Ale jest jedna bohaterka, która nie pozwala w spokoju rozsiąść się w fotelu i kreślić planów na mecze w grupie mistrzowskiej.
Nieskuteczność.
Fajną rzecz powiedział redaktor Andrzej Twarowski w ostatniej Lidze+ Extra, że z taką grą Zagłębie jest w stanie zbudować napastnikowi bardzo dobry bilans. To jest to, nad czym nasi piłkarze muszą pracować bardzo intensywnie. Krzysiek Piątek robi na „9” bardzo dobrą pracę, rozrywając szyki obronne rywala, dając alternatywę w rozegraniu. Ale kibice z tego meczu najlepiej zapamiętali jego akcje w 20. minucie, gdy źle przyjął piłkę po dobrym dograniu Djordje Cotry.
Tak czy inaczej, z przyjemnością obejrzałem ten mecz w powtórce. A tak naprawdę to w momencie pisania tych słów (poniedziałek, godz. 17:37) kończę go oglądać drugi raz.
Jedziemy do Łęcznej, która przegrywa ostatnio wszystko i wszędzie. A z takimi zespołami gra się wyjątkowo trudno.
Bartosz Marchewka