Szarość. Burość. Niemoc. To ewidentnie nie jest dla nas najlepsza chwila. Trzy ostatnie mecze – dwa remisy i porażka. Tylko jeden strzelony gol. Na domiar złego – dobrej gry w tych spotkaniach było jak na lekarstwo. Z Pogonią i Piastem zdobyliśmy dwa punkty, ale gdyby było ich zero, to nie moglibyśmy jakoś przesadnie narzekać. Obie drużyny były od nas lepsze.
Optymista doceniłby teraz kunszt Piotra Stokowca. Zagłębie idealnie trafiło z formą w meczach z Partizanem i SonderjyskE, a oprócz tego nie zjadła nas trema jak Pawła Fajdka w rzucie młotem na Rio, tylko dobrze sprzedaliśmy swoje umiejętności w Europie. Intensywność spotkań na początku sezonu była bardzo duża. Dołączając do tego znacznie odmienny i bardziej wymagający tryb przygotowań do rundy jesiennej od reszty ligowców – to normalne, że łapiemy chwilową zadyszkę.
Realista stwierdziłby, że te dwa ostatnie remisy w ekstraklasie nie są wcale takie złe. Wszak w Pogoni wielu ekspertów upatrywało i chyba nadal upatruje czarnego konia tych rozgrywek, a Piast nawet w obliczu licznych osłabień ciągle dzierży przecież miano wicemistrza Polski. My natomiast ledwo co powróciliśmy do najwyższej klasy rozgrywkowej i równie szybko co Zlatan zaadoptował się do Premier League, odmieniliśmy swoje myślenie i zaczęliśmy wymagać od „Miedziowych” bardzo wiele.
Pesymista powie, że „Figo” pewnie znowu co najwyżej wejdzie z ławki, a bez niego siła rażenia naszej ofensywy spada o jakieś – tak na oko – 78,5 procent. Do tego dochodzi fakt, że czeka nas rywalizacja z zespołem, który stawi się na Dolnym Śląsku po zwycięstwie z Legią i – szybko dodając dwa do dwóch – z całą pewnością nie będzie tą wygraną przybity. Ba, łęcznianie przyjadą do Lubina na fali optymizmu i z uśmiechem godnym Oktawii Nowackiej zagrają w tym meczu o pełną pulę.
Tylko czy naprawdę mamy się czego bać? W Lublinie była to bardziej porażka stołecznej drużyny niż zwycięstwo Górnika. Mistrzowie Polski nie tylko głowami, ale również nogami i paroma innymi narządami byli zupełnie gdzie indziej. Sprezentowali swoim rywalom niespotykaną ilość swobody, a taka postawa jest wodą na młyn podopiecznych Rybarskiego.
Drużyna ze wschodniej Polski po odejściu Szatałowa diametralnie zmieniła styl. To nie jest już siermiężna i obrzydzająca tę dyscyplinę kopanina. Teraz w poczynaniach łęcznian widać znacznie więcej sensu. Zdecydowanie częściej korzystają oni z ataku pozycyjnego okupionego pokaźną ilością podań. Duża odpowiedzialność spoczywa na barkach Szymona Drewniaka, który stempluje praktycznie każdą akcję Górnika i na razie wywiązuje się z tego nie najgorzej. Dobrze wszedł w sezon również Grzegorz Bonin, na którego będziemy musieli zwracać baczną uwagę.
Sporą bolączką 14. drużyny poprzedniego sezonu są dwie rzeczy. Primo – łatwo ostudzić ich zapędy. Wystarczy być agresywnym w środku pola i wyłączyć z gry Leandro oraz wspomnianego Bonina. Secundo – znacznie gorzej wypadają na delegacjach. W minionych rozgrywkach tylko trzy razy wracali z wyjazdów z tarczą, a obecną rundę zaczęli od przegranych w Niecieczy i Chorzowie, czyli terenach o wiele bardziej łaskawych niż Lubin.
Skuteczność i determinacja. Tylko tyle i aż tyle powinno spokojnie wystarczyć na łęcznian. To pierwsze już niedługo ma nam zapewniać Martin Nešpor, jednak nie ma co teraz bujać w obłokach. Liczy się tylko i wyłącznie najbliższe spotkanie. Oklepany, lecz w tym momencie jak najbardziej aktualny frazes, który trzeba wcielić w życie.
Zobacz także:
- Kos znów posędziuje Zagłębiu
- Burić bez kartki. Komisja Ligi uwzględniła protest Zagłębia
- Raport kartkowy przed meczem z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza
- Najbliższy rywal: Bruk-Bet Termalica Nieciecza
- Nie dać uciec czołówce | Zapowiedź meczu Zagłębie Lubin - Bruk-Bet Termalica Nieciecza
źródło: