Dla wielu młodych kibiców Radosław Kałużny może być postacią anonimową lub znaną tylko z opowieści osób starszych albo archiwalnych publikacji medialnych. Z kolei osoby nieco starsze pamiętają, że Radek to charakterny pomocnik, reprezentant Polski, uczestnik mundialu w 2002 roku oraz piłkarz solidnych niemieckich ekip: Energie Cottbus oraz Bayeru Leverkusen. Dla nas najistotniejszym faktem jest jednak to, że Radek to wychowanek Zagłębia. Po wielu latach trzymania mediów na dystans, „Tata” postanowił się otworzyć. Efektem tego jest autobiografia „Powrot Taty” – to pozycja, której kibic Zagłębia nie może nie przeczytać. W książce napisanej przez Mateusza Karonia znajduje się wiele wątków z życia 41-krotnego reprezentanta Polski. Radek opowiada o swoich początkach w Zagłębiu, grze w Wiśle Kraków, próbie podboju Bundesligi, czy też burzliwej relacji z rodzicami oraz swoich złych życiowych wyborach, przez które m.in. pracował w angielskim oddziale firmy kurierskiej DHL. [caption id="attachment_7202" align="aligncenter" width="639"]fot. weszlo.com fot. weszlo.com[/caption] Kałużny pobytowi w Zagłębiu poświęcił cały rozdział. Na 27 stronach zawarto kawałek historii ówczesnego Zagłębia. Kilku osobom się oberwało, kilka osób w pamięci wychowanka Zagłębia zapisało się pozytywnie. „Wychowanek” – słowo klucz początku rozdziału. Opowieści Kałużnego m.in. o tym jak kiedyś byli traktowani młodzi (chodzenie starszyźnie po alkohol, poniżanie, bicie) możemy zestawić z obecnym parasolem ochronnym rozłożonym nad piłkarzami klubowej akademii. Widać przeogromną różnicę. Nie obyło się również bez wątków humorystycznych. "Tata" opowiedział o tym, jak on i Zagłębie poradzili sobie z obowiązkową służbą wojskową. "O mnie armia też się upominała. Trzeba było coś z tym kłopotem zrobić. W Zagłębiu wpadli na pomysł genialny. – Zrobimy ci żółte papiery. Będziesz psychiczny – powiedział Krug. Nie wierzyłem w to, co słyszę. Żeby nie musieć zakładać munduru, miałem stać się chorym. I wcale nie chodziło tylko o opinię lekarza, na ten numer komisja by nie poszła. Musiałem iść do wariatkowa." "Ludzie z klubu załatwili mi, że spędzę kilka dni w szpitalu psychiatrycznym pod Środą Śląską. To był bardzo ładny, nowy budynek. W środku również imponował. Ale tylko do momentu zamknięcia za mną drzwi bez klamek. Pierwszy etap to tak zwana sala integracyjna." "Szedłem tylko i patrzyłem na wydzierających się chorych. Jeden z nich, związany białym kaftanem, szarpał się bardzo mocno. Scena jak z filmów. Dwóch silnych sanitariuszy nie może poradzić sobie z typem, który dostał ataku szału. Próbują go złapać, on się wyrywa, rozpycha, wrzeszczy, kopie… W końcu przychodzi trzeci medyk i robi zastrzyk. Nie jakiś delikatny. Wbił igłę, jakby chciał pchnąć tego biedaka nożem. Zaaplikował jakiś płyn, a kilkadziesiąt sekund później chłopak uśmiechnął się od ucha do ucha i opadł z sił. Szprycowali ich bez przerwy. Kopara mi opadała. – Kurwa, gdzie ja jestem?! Mnie też tak potraktują, jak nie posmakuje mi żarcie?!" „Tata” opowiedział również o relacjach z lubińskimi kibicami oraz o pamiętnym środkowym palcu podczas meczu Zagłębie – Wisła Kraków, który odbył się 8 kwietnia 1998 roku: „Ogólnie z fanami Zagłębia problemów nie było żadnych. Powiedziałbym, że nawet o mnie dbali. Raz wyszliśmy z kumplami na flaszeczkę dzień przed meczem. Zrobiło się już późno, a my siedzieliśmy i piliśmy. W końcu do stolika podbił facet, który przez próg powinien wchodzić bokiem. – Dobra, Kałużny, koniec balu. Zabieraj dupsko i idź spać! Jutro mecz – powiedział z uśmiechem. Woleliśmy się nie stawiać. Podziękowaliśmy, a potem grzecznie wyszliśmy. Mogę z pełną świadomością powiedzieć, że najzagorzalsi traktowali mnie jak swojego. W czasach juniorskich chodziłem na mecze z ultrasami. Brałem też udział w spotkaniach wyjazdowych. Raz pojechałem nawet do Wrocławia, przez co na zawsze wyleczyłem się z burd. Biegliśmy kilkanaście kilometrów w kordonie policji, a te skurwysyny lały nas pałami po plecach. Jak ktoś się ociągał, dostawał gumą.”

kaluzny-okladka-full22

„Jednego kibicom zapomnieć jednak nie potrafię. Kiedy wróciłem do Lubina jako zawodnik Wisły, zostałem wygwizdany. Było mi cholernie przykro. Zostawiłem serce na boisku. Z klubu odszedłem za naprawdę dobre pieniądze, a moje zarobki nie drenowały kasy Zagłębia. Trybuny krzyczały jednak, że jestem panią lekkich obyczajów. Nie mogłem tego zrozumieć. W końcu nie zrobiłem im niczego złego. Wściekłem się i wtedy pokazałem środkowy palec.” „Tata” w książce o Zagłębiu wypowiada się z wielką sympatią i sentymentem, ale jak widać pewna zadra w sercu została. Nie będziemy jednak zdradzać całej historii (a jest bardzo ciekawa), dlatego gorąco zachęcamy do zakupu tej książki! Polecamy zakup książki w wersji z autografem. (Kliknij w poniższą grafikę lub TUTAJ.). baner_728x180_OK
źródło:
logo autora

Człowiek wielu talentów

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)