Ostatnie dni przyniosły w naszym klubie wielką burzę. Gdy wszyscy spodziewali się, że pracę straci trener Buczek, nagle spadła głowa Pawła Wojtali (oczywiście z dyrektorskiego stołka). W międzyczasie nasze gwiazdki zagrały w Zabrzu.

 

Zanim przejdę do istoty tego, co kryje się pod tytułem, muszę poświęcić kilka słów odnośnie meczu poniedziałkowego. Moje spojrzenie na to co się wydarzyło zamyka się w dwóch określeniach.

Piech

Nie chodzi o to, żeby na byłego napastnika Ruchu i Sivassporu patrzeć jak na zbawcę Zagłębia, który swoim talentem pociągnie nas w górę tabeli. Każdy, kto jest wyznawcą takiej tezy błądzi.

Jasne. Piech to fajny, cwany, sprytny grajek. Walczak, który potrafi na obrońcę naciskać, który potrafi mu się urwać, którego, co jak pokazał w Zabrzu, stać na niezły i zaskakujący strzał z dystansu. To napastnik, który umie współpracować z pomocnikiem, pomóc rozegrać mu piłkę, żeby później uciec w pole karne, któremu nie obca jest gra głową. 

Tylko to nie jest napastnik, który weźmie piłkę i sam przejdzie dziesięciu rywali, na końcu ogra bramkarza i strzeli od dwóch słupków. Piech to na polskie warunki napastnik, który dobrze współpracuje w ułożonym i sprawnie działającym systemie gry, jak to miało miejsce w Ruchu Chorzów według Waldemara Fornalika. 

Arkadiusz Piech to napastnik, na którym możemy oprzeć grę z przodu. Podobne zdanie miałem o Papadopulosie, do tego jednak jest potrzebny napastnik w formie – Piech w takiej jest, Czechowi natomiast do dobrej dyspozycji dużo brakuje. Wracając do Piecha. Żeby wydobyć jego najlepsze cechy wypracować schematy, (o których kiedyś pisałem, w tekście „Puste Polowanie” w kontekście zwolnienia Hapala), tych w meczu z Zabrzem nie widziałem. Ich zalążek błyskał w meczu z Ruchem, jednak wygraliśmy głównie dzięki umiejętnościom gry głową „Papy” i spokoju pod bramką Piecha.

System gry

Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była jakimś gwałtem na piłce nożnej. Tak zagrana, bez pomysłu, upstrzona beznadziejnym wybijaniem, bezwładnym bieganiem za piłką nie mogła przynieść odwrócenia sytuacji o 180 stopni w drugiej połowie. Jeśli od początku sezonu gramy beznadziejnie, to nagle nie zaczniemy grać super. Słowa te piszę w odniesieniu do słów trenera Buczka, który mówił, że straty można odrobić. Na jakiej podstawie można wysunąć taki wniosek? Bo co miał powiedzieć? Bo „szatnia” uznała, że gramy tak beznadziejnie, że Górnik będzie spokojnie sobie pogrywał (vide nie strzeli więcej bramek) przez co my coś możemy ukłuć?

Przegraliśmy z kretesem pierwszą połowę grając bramkarzem, czwórką obrońców, Guldanem i Piątkiem jako defensywnymi pomocnikami. Wychodzi mi siedmiu zawodników o defensywnych inklinacjach. Taktyka „przetrwania” zawiodła kompletnie. 

Nie jestem fanem filmu „Bitwa Warszawska 1920”, czy jakoś tam. Tam pada jednak zdanie wypowiedziane przez Olbrychskiego, jako Piłsudskiego, które idealnie odnosi się do wszystkiego co jest związane z polskim futbolem: „Jesteśmy za słabi by się bronić, musimy więc atakować.” 

Jak oceniam Wojtalę?

Rozliczenie z Zabrzem nie jest tak istotne, jak ważne jest zdefiniowanie tego, co dzieje się na szczytach władzy naszego klubu. 

Pracę stracił Paweł Wojtala, były reprezentant Polski, gracz m.in. Werderu Brema, HSV, Lecha, Widzewa. W naszym klubie od 11 października ubiegłego roku pełnił funkcję dyrektora sportowego, czyli de facto był odpowiedzialny za politykę ludzką. On, we współpracy z trenerem Hapalem, miał decydować kto do klubu przychodzi, a kto z niego odchodzi. 

Nie należy ukrywać, że pierwszy etap pracy Wojtali polegał na pozbyciu się zawodników w kadrze niepotrzebnych, przeprowadzać z nimi rozmowy odnośnie rozwiązania kontraktów. Nie ma sensu przytaczać wszystkich nazwisk, jednak umieszczenie Sernasa w Turcji trzeba uznać za majstersztyk, oczywiście przy wydatnej działalności jego menedżera. 

Od początku zatrudnienia Wojtali byłem wyznawcą tezy, że ma on praktycznie jedno okienko do wykorzystania. I nie miałem na myśli zimowego, ono było poświęcone właśnie na te działania – powiem brzydko – czyszczące. Te zimowe okienko miało być przygotowaniem podwalin pod zbudowanie zespołu na aktualny sezon, w czym miały pomóc transfery przeprowadzone latem. 

W swoim pierwszym tekście na łamach MKS Zagłębie PL wychwalałem transfery Zagłębia. Zarówno z klubu, ale przede wszystkim do klubu. Przypomnę najważniejsze punkty tamtego tekstu; do klubu przyszli gracze o takiej charakterystyce, którzy w Zagłębiu byli potrzebni – Kwiek jako ktoś na kształt reżysera, Piątek jako walczak, Przybecki jako skuteczne załatanie dziury po Pawłowskim, wracający Oleksy jako solidny lewy obrońca; Guldan z dobrym CV, jako partner Banasia. Niech podniesie rękę ten, który o tych transferach nie myślał dobrze. Nikt z nas nie wierzył, że Gliwa może zagrać drugi z rzędu fatalny sezon. Gdy się okazało, że trzeba podjąć działania w stylu „zespołu szybkiego reagowania”, sprowadził wspomnianego Piecha i Tomasza Ptaka z Jagiellonii jako tego, jako jakąś sensowną alternatywę dla Gliwy. 

To nie Paweł Wojtala trenował piłkarzy. To nie Paweł Wojtala odpowiada za ich formę. Jego zadaniem było ściągnięcie do klubu piłkarzy, prezentujących właściwy poziom. I moim zdaniem do tej pory to robił.
Dlaczego więc odszedł?

Wojna na górze

Nie ulega wątpliwości, że Wojtala musiał się narazić w inny sposób. W jaki?  

W rolę dyrektora sportowego jest wpisana współpraca z trenerem. W bardzo prostym przykładzie, jest on jak kurier, którego trener wysyła, żeby mu przyniósł tego i tego zawodnika. Dobry dyrektor sportowy sam potrafi zdiagnozować gdzie jest problem, a bardzo dobry dyrektor sportowy potrafi uruchomić i skorzystać z kontaktów, które mieć musi. 

Wojtala miał i ma zadatki na tego ostatniego. Zatem gdzieś zepsuła się relacja na linii prezes – dyrektor sportowy – trener. 

Z całym szacunkiem i podziwem dla dokonań trenera Buczka, jako trenera grup młodzieżowych, jego obecna rola w Zagłębiu, jako ratownika, trochę go przerasta. Nie widać silnej ręki, nie widać próby przeprowadzenia zmian, nie widać własnego pomysłu. Jeśli już jakieś ma, jak ten z Guldanem w środku pola, wypalił fatalnie. Nie jest to do końca jego wina, drużynę przygotowywał Hapal, którego był jedynie asystentem, czyli wykonywał polecenia, ewentualnie coś podpowiadał. 

Tzw. trenerzy-strażacy, czy trenerzy tymczasowi nie mają silnej pozycji w klubie. Ich moc wpływania na działania klubu jest niewielka. Mają wykonać postawione przed nimi zadanie, siłami, które zastali. Taką rolę musi odegrać Buczek. Po zwolnieniu Hapala potrzebny był trener na już, był pod ręką Buczek, więc zajął stanowisko Czecha i dostał kredyt zaufania, na zasadzie „zobaczymy jak mu pójdzie”. Nie idzie i wcale nie zanosi się na to, żeby miało pójść i trzeba być ignorantem wielkiej wagi, żeby tego nie dostrzegać. 

Tu jest esencja problemu, co trafnie zidentyfikował Krzysztof Stanowski. Wojtala chciał innego trenera, a prezes chciał innego, konkretnie chciał postawić na Buczka. Bardzo prawdopodobne, że Wojtala naciskał na zatrudnienie Ojrzyńskiego. Prezes Dębicki wierzy w Buczka. Zresztą nie ma innego wyjścia. 

Kto wyjdzie na tym lepiej?

Ze względu na konflikt nie do przeskoczenia pracę traci bardzo ważna osoba w klubie. Zwycięsko z tej bitwy wychodzi trener Buczek, co wcale nie ułatwia mu pracy. To on teraz musi bronić decyzji zarządu. Jego klęska będzie także klęską władz klubu. Jego klęska może być brzemienna w skutkach.

Przez ostatnie wydarzenia presja na Buczku jest jeszcze większa. Jeśli Zagłębie przegra z Koroną, nie zdobędzie punktów na Zawiszy… Ojrzyński w tym czasie może wylądować gdzie indziej. A nawet jeśli znajdzie się on w Zagłębiu, to czy Wojtala zostanie zatrudniony z powrotem?

Problem Zagłębia tkwi raczej w szatni i na boiskach treningowych, niż w biurach. To trenerzy, ale PRZEDE WSZYSTKIM PIŁKARZE odpowiadają za obecny stan rzeczy.

Skąd taki tytuł? A „Seksmisję” oglądali?

ZAGŁĘBIE TO MY!

PS. 1 Podziękowania i wyrazy pokory wobec użytkownika „miśka”, który rzeczywiście obnażył zbyt lekkie podejście na temat składu i Rymaniaka w pomocy. Ale ów „misiek” musi przyznać, że moje rozumowanie w jakimś sensie było logiczne. Pozdrawiam

PS. 2 Kumpel „M.” przesłał w trakcie meczu genialny tytuł na podsumowanie występu grajków. I gdybym pisał stricte o meczu oraz gdyby druga połowa wyglądała tak jak pierwsza bezczelnie bym go podebrał. "Rucha każdy". Pozdro „M.”

PS. 3 WSZYSCY DO BYDGOSZCZY!

Bartosz Marchewka
Matek

 

źródło:

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)