Najstarsi kibice z sektorów na prostej nie pamiętają meczów, w których gospodarz z Lubina pozwalałby gościom z dołu tabeli na prowadzenie gry w stosunku 70/30. Okazuje się jednak, że dla chcącego nic trudnego i nasza dzielna drużyna postanowiła odcisnąć w naszej pamięci to niezwykłe zjawisko.
Przedemerytalni dorobkiewicze w osobach Kwieka, Piątka i Banasia, wspierani przez naszych dzielnych młodszych zawodników (Azikiewicz, Błąd, Bonecki, Rakowski, Rymaniak, Woźniak) oraz kilku przypadkowych piłkarskich przechodniów (Guldan, Cotra, Papadopulos, Widanow), a także jeden błazen, nie uznali za stosowne interweniować, gdy goście z Krakowa przerabiali Stadion Zagłębia na swój prywatny folwark.
Można by, a nawet powinno się, rozwodzić nad tym, jak bardzo zaangażowana w widowisko była odpalona niegdyś przez lubińskich działaczy młodzież (Danielewicz, Dąbrowski), kto wykazywał największą determinację w kierunku ośmieszenia swojego byłego pracodawcy, orając od pola karnego do pola karnego i szukając najmniejszej okazji do przedziurawienia siatki wiszącej na pozostawionej przez sztab Zagłębia bez opieki bramce. Nie na to, drodzy czytelnicy, chciałbym jednak zwrócić Waszą uwagę.
Mateusz Bartczak. Łukasz Piszczek. Iljan Micański. Szymon Pawłowski. Robert Pietryszyn. Historia w kilku przykładach.
Jednostka pozostaje w stałych relacjach z otoczeniem. W zachodzących pomiędzy nią, a światem zewnętrznym interakcjach możliwe są dwa scenariusze - albo otoczenie wywiera wpływ, zmieniając na swój wzór jednostkę, albo jednostka wywiera silniejszy wpływ i zmienia swoje otoczenie. Niemożliwe jest zachowanie obojętne, w którym obie strony pozostają na siebie bez wpływu. Przekładając to na język piłkarski - albo środowisko klubowe zmieni zawodnika, albo zawodnik odmieni oblicze klubu.
Środowisko z jakim stykają się piłkarze wchodzący do Zagłębia Lubin jest /tutaj następuje długie poszukiwanie właściwego słowa/ specyficzne. Przylgnęła nam, nie bez przyczyny, łatka Krezusa. Dłuższe obcowanie z tym klubem pozwala jednak stwierdzić, że niestety dziennikarze nie mają racji i bardzo daleko nam do hegemona podbijającego okoliczne terytoria. Ba. Doszło już do tego, że nie potrafimy nawet obronić własnego boiska przed byle jaką drużyną przyjezdną. Całą winą nie można obarczać piłkarzy, gdyż, jak już zauważyłem, środowisko, które napotykają w Lubinie jest specyficzne. Chcąc opisać je najkrócej jak potrafię, nazwę je "Koledzy kolegom". Kasa się zgadza, liczba stołków się zgadza. Niektóre ze względu na swoją specyfikę muszą obsadzać pracownicy fizyczni.
I tak możemy (powoli) przejść do przywołanych w śródtytule nazwisk. Przychodzący do klubu pracownik (nazwijmy go Aleksander Kwiek, ale przecież równie dobrze może nazywać się Adam Banaś, Krzysztof Koszarski, Robert Jeż, Dariusz Machiński, czy jak tam chcecie) ma zapewnione ogromne wynagrodzenie, perspektywę wygodnego życia w bogatym, ładnym (najładniejszy Rynek na Dolnym Śląsku ;)) miasteczku, czyli krainie mlekiem i miodem płynącej. Parcie na sukces? Wyniki? A kogo to obchodzi. Pracownik (Kwiek) odnajduje się w środowisku i dostosowuje swój poziom do otoczenia. Po co się wychylać?
Jakiś czas temu mieliśmy jednak pod ręką kilku takich, którzy zdecydowali się wychylić. Zmieniali otoczenie. Mateusz Bartczak. Najlepszy defensywny pomocnik Zagłębia Lubin odkąd sięgam pamięcią (~15 lat rozgrywek). Piłkarz, który pojawił się w Zagłębiu już spełniony. Z Mistrzostwem Polski, Pucharem Ligi, Pucharem Polski w CV. I na dzień dobry stał się częścią zespołu, który do spółki z GKS-em Bełchatów zdominował te śmieszne rozgrywki. Chociaż w obliczu tego co staram się wykazać stwierdzenie "stał się częścią" nie jest najszczęśliwsze. Tworzył ten zespół brzmi już zdecydowanie lepiej.
Tekst już jest odrobinę za długi, więc pozwolę sobie jeszcze na akapit prywaty. Jak nie chcecie czytać, przejdźcie od razu piętro niżej. Pamiętam, jak w sezonie 09/10, miałem okazję oglądać zbiórkę piłkarzy na wyjazd do Gdańska. Z parady drogich samochodów, dojeżdżających pod klub w towarzystwie kurzu i pisku opon, i nielicznych wspólnych podwózek wyróżniał się jeden piłkarz, który na zbiórce pojawił się po tym jak kurs na Transbudzie zakończyła poranna trójka. Skromność i profesjonalizm. Mateusz Bartczak - wielki szacunek.
Rozstanie Bartczaka z klubem było równie niezwykłe. Oto kibice Zagłębie, których już pierwsza wizyta na meczu dobitnie uczy słów takich jak minimalizm i dyletanctwo oskarżyli go o brak asymilacji z zespołem, który każdy z nich przebudowałby od piwnicy aż po dach.
W historii Zagłębia pojawiali się również zawodnicy, którzy chcąc minimalizować negatywny wpływ jaki wywiera na nich klub, uciekali stąd czym prędzej. Bułgar w Polsce zabawił krótką chwilę i szybko uznał, że swoją karierę lepiej budować gdzie indziej. Kolejne jej rozdziały pozostawiam bez oceny. Na dłużej wypada pochylić się jednak nad Szymkiem Pawłowskim. Największej niespełnionej nadziei Zagłębia. Gość, który mógłby nakryć czapką każdego skrzydłowego w Polsce nie miał ochoty wykrwawiać się za Zagłębie. Gdyby dostał pozwolenie uciekłby przy pierwszej okazji. Ze względu na brak możliwości konfrontacji sądu z rzeczywistością, pozwolę sobie stwierdzić, że gdyby po degradacji odszedł do Legii, dzisiaj kapitanem Reprezentacji Polski nie byłby Kuba Błaszczykowski. Kapitan nie może być rezerwowym. Pawłowski został jednak w Lubinie i nie wykazywał charakteru potrzebnego do wpływania na zespół. Brak ambicji wdarł się w niego na tyle, że nawet w nowym otoczeniu zaraża nim kolegów i jak Lech gra każdy widzi.
Adrian Rakowski. Adrian Błąd. Piotr Azikiewicz. Sebastian Bonecki. Miejsce na Twoje nazwisko.
Są w Zagłębiu piłkarze, którzy mają ponadprzeciętne umiejętności. To czy kiedykolwiek będą wybitni, zależy tylko od nich. Kluczowe jest jednak, by dołożyli do swojego niewątpliwego talentu iskrę, uwierzyli nie tyle w zespół, co w siebie, że to oni są w stanie stworzyć go od podstaw. Bez przygrubego kapitana, bez kopiących się po czołach łamag. Bez powolnego wyczekiwania na ostatnią rundę kontraktu. Trybuny Stadionu Zagłębia nie potrzebują teraz nikogo, tak jak powodu, by wciąż chcieć je tworzyć.
Michał