15 z 90 to ok. 16 %. Przez tyle czasu Zagłębie zagrało bardzo, bardzo dobrze. Oceńcie sami, czy to dużo, czy mało.
Wszystko ułożyło się przez w/w pressing, który „udusił” grę Termaliki. Ta gra wypełniała moją tezę sprzed meczu, że zagramy z Niecieczą tak, aby ulżyć podrażnionej przez Miedź godności faworyta I ligi. A gdzie to zrobić najlepiej, jak nie na boisku lidera…
No i co?
Gów… Pstro.
Tak naprawdę te 15 minut po meczu bardziej irytują niż cieszą. Bardziej mierżą niż stanowią jakiś powiem optymizmu płynący z niecieczańskiej wsi. Po raz kolejny bowiem objawiła się chimeryczność Zagłębia. Termalica przejęła inicjatywę, bardzo łatwo jej piłkarze ogrywali naszych obrońców. Akcja „na klepę” w pierwszej połowie, w naszym polu karnym (sic!), którą zakończył tosikowym lotem ślizgowym Forenc jest takim symbolem. Błędy w ustawieniu skutkowały wolnymi przestrzeniami, z których wyrastało zagrożenie.
Kompletnie upadła gra ofensywna, poza nielicznymi wypadami. To wyglądało tak, jakby przez te 15 minut nasi piłkarze uznali, że Termaliki już nie stać na odwracanie wyniku. Tak, jakby strzelenie bramki w naturalny sposób miało skutkować cofnięciem się i oddaniem gospodarzom pola. Tak, jakby zabronione było gonienie i golenie rywala w dalszej części meczu.
Pytanie, czy piłkarze przez te 15 minut wypruli się konkretnie z sił. To trudno stwierdzić w tak małej perspektywie jak jeden mecz, ale jeśli z Flotą i z Chojniczanką nie będziemy potrafili przejąć inicjatywy, to tezy o wątpliwym przygotowaniu fizycznym zawodników do sezonu staną się sensowne. Na pewno zabrakło czegoś innego. Skoro jesteśmy w wyborczej atmosferze, to ponownie porównam grę Zagłębia do partii rządzącej, że stała się od tej 15. minuty bezideowa. A skoro zespół nie wie, jak i co ma grać, to kładzie się to cieniem zarówno na niego, ale oczywiście na sztab szkoleniowy. Doceniam wyniki Termaliki w tym sezonie, że graliśmy z liderem, graliśmy na wyjeździe itd. Tylko respekt nie może się przekuć w strach i odbierać pewności siebie. A to w niedzielę na boisku (co prawda przez szkło telewizora) widziałem i stwierdzam.
No ale… System gry to jedno, wykonawcy to inna sprawa.
Gdy zespołowi nie idzie, gdy rywal zaczyna dociskać, to pomocy trzeba szukać u doświadczonych zawodników. Takich, którzy w takiej sytuacji nie raz w trakcie swojej kariery byli. Czyli Aleksander Kwiek, Łukasz Piątek. A w niedzielę ich zabrakło, zresztą nie po raz pierwszy. Kwiek jest trochę podrasowaną wersją Roberta Jeża. Zagram jeden świetny mecz, aby później na kolejne 180 minut zniknąć. To on musi uspokajać grę, to on musi stać się liderem zespołu w takich momentach. To on musi dać impuls jakąś indywidualną akcją, jakimś niekonwencjonalnym zagraniem (oczywiście na miarę swoich możliwości). Czekamy tylko na dobrą grę w ostatnich dwóch meczach rundy – przecież kończy się kontrakt… A Piątek? To on, jako kapitan musi rządzić i dzielić w środku pola. To on musi dyrygować ustawieniem (tak, tak) „grupy defensywnej”. To jego rolą jest asekurowanie tych stref boiska, w których są luki. Dlatego taka uwaga mnie naszła w czasie powtórnego oglądania meczu, że Zagłębie wyglądało jak dzieci, które są pierwszy raz na kolonii. Nie wiadomo co i jak i gdzie są rodzice. To się musi zmienić, aby Zagłębie po awansie liczyło w Ekstraklasie. Ba, to musi się zmienić, byśmy do tej Ekstraklasy pewnie awansowali.
Ale o ile w przypadku Kwieka i Piątka możemy mieć jakąkolwiek nadzieję, na poprawę ich gry, to w przypadku prawego obrońcy potrzebne są przeszczepy. Pozwolę sobie jego grę przedstawić w jednym komentarzu, który zostawiłem u znajomego pod postem na facebooku (treść posta): „Tosik to największy debil wśród piłkarzy jakich znam...”. A komentarz brzmiał: „On należy do grona tych piłkarzy, którym piłka w ogóle nie jest potrzebna do gry. Dużo bardziej przyda się rywal, którego można na wiele sposobów wyciąć/przeciąć/obciąć/podciąć/skosić/wykosić/przekosić/złamać/podłamać/coś mu złamać...” I mniemam, że wasze oceny gry naszego prawego obrońcy nie były od naszych zbyt oddalone. Ale nawet wychodząc z recenzją poza brutalność to dochodziły katastrofalne błędy w ustawieniu i niemoc w ofensywie. A sama brutalność jest wynikiem niemożności zatrzymania rywala w inny sposób. Pewnych braków się nie wyeliminuje, Jakub Tosik nie powinien nigdy przekroczyć progów choćby I ligi.
Kibice nachwalili się ostatnio Pawła Oleksego, który rozegrał dwa dobre mecze. Potem w dwóch zagrał słabo. Dla nas to człowiek zagadka, który jak na razie nie pokazuje wcale, że zasługuje na to, by grać dla naszego Zagłębia. Ten chłopak powinien sobie w końcu zdać sprawę, że nie jest już młody i klub wraz z kibicami zacznie rozliczać go z tego, jaki poziom sportowy prezentuje. Czas wziąć się do pracy.
W meczu z Niecieczą zabrakło w składzie Michala Papadopulosa. I powiem szczerze, że nie wierzę w jego powrót, tzn. nie wierzę, żebyśmy jeszcze mieli z niego pożytek. Klub na razie milczy, ale przecież kontuzja kolana może oznaczać pauzę podobną, jak w przypadku Borisa Godala. Dużo ciekawiej w niedzielę wyglądał na tej pozycji Arek Woźniak, którego zmieniał Krzysztof Piątek. Było przede wszystkim dużo aktywniej, zbiegali oni na skrzydła, co tworzyło alternatywę do rozegrania. Natomiast Czech jest przyspawany na pozycji „9” i porusza się głównie wertykalnie.
*************************************
Podsumowując. Wygląda to tak, jakbyśmy przegrali. Oczywiście trzeba pokornie przyjąć remis na terenie gospodarza i lidera. Natomiast ten remis wynieśliśmy niemal dzięki modlitwom. Tak naprawdę to Termalica grała lepiej. W drugiej połowie prawie każdy stały fragment gry w niemal każdej postaci (rzuty z autu Fryca to jakaś poezja) był przyczynkiem zagrożenia bramkowego. Może i dramatyzuję, ale wolę przesadną krytykę i wyciąganie wniosków (hehehe) , niż wzdychanie, że udało się wyciąć remis. Remis z wyraźnym wskazaniem na lidera.
Bartosz Jan Marchewka