Tylko to nie miało najmniejszego znaczenia.
Zwycięstwo w Gliwicach to wspaniałe podsumowanie kapitalnego sezonu, choć nijak nie było ono odbiciem gry Zagłębia w przeciągu ostatnich kilku miesięcy. Mecz nie był wielkim widowiskiem, a mimo wszystko pozostanie w naszej świadomości jako stempel, jako kolejny potwierdzenie naszej klasy (i nie chodzi tu o społecznościowy portal).
Bardzo mnie cieszy, że bramkę zdobył Michal Papadopulos, który został przyspawany do ławki rezerwowej. W akcji bramkowej pokazał swoje największe atuty, czyli doświadczenie i spryt. Tych elementów brakowało w zespole Zagłębia. Królowały raczej polot, konsekwencja, pressing, technika i Filip Starzyński. Takie mecze na styku, w obopólnym klinczu można przełamać właśnie sprytem i doświadczeniem. Piast co prawda próbował się odgryźć, zaliczył poprzeczkę po strzale Heberta, ale to były takie ataki, określiłbym je słowem „bezzębne”.
Trudno ten mecz uwolnić z kontekstu całego sezonu i rozpatrywać go jako osobną jednostkę. To, co go wyróżnia na tle ostatnich spotkań to obecność kilku nowych twarzy. Jarek Jach – dobry mecz. Dorde Cotra – dobry mecz.
Piłkarskie szachy. To wyrażenie dobrze oddające to, co widzieliśmy w Gliwicach. Ale to nie miało kompletnie żadnego znaczenia. Nie liczył się styl, a cel. I ten cel został osiągnięty.
W najbliższych dniach na stronie pojawi się duże podsumowanie całego, wspaniałego sezonu. Trzymamy też rękę na pulsie, jeśli chodzi o transfery do i z Zagłębia.
A ponieważ to tekst traktujący o ostatnim meczu w sezonie to wielkie dzięki za obecność i mam nadzieję, że za rok będziemy w podobnych nastrojach.
bjmarchew