Mecz w Poznaniu w wykonaniu „Miedziowych” oczywiście nie może przykryć poprzednich spektakularnych klęsk. Remis, zwłaszcza w kontekście wygranej Podbeskidzia nad Legia, tak naprawdę niewiele daje. Oczywiście można narzekać na skuteczność, bo mogliśmy ukłuć Lecha dotkliwie w pierwszej połowie, a patrząc na jego grę, dowiezienie trzech punktów było bardzo możliwe…

 

Ale w swoich osądach trzeba być sprawiedliwym. I tak jak łatwo równaliśmy „piłkarzyków” z ziemią, zresztą całkowicie słusznie, tak teraz za występ w Poznaniu należą im się słowa uznania. Widać było, że nie przestraszyli się rozpędzonego Lecha, który w trzech ostatnich meczach strzelił więcej bramek niż Zagłębie od lipca. Przyjmowaliśmy Lecha na własnej połowie i wyprowadzaliśmy cięte kontry, głównie za sprawą Kwieka. Olek w końcu wziął się za reżyserowanie gry, rozsyłał piłkę do Abwo, Przybeckiego i do Piecha. Tak jak wspomniałem we wstępie, gdyby skuteczność była lepsza (chodzi oczywiście o strzał Kwieka z pola karnego oraz „setkę” Abwo), mogliśmy się pokusić o zwycięstwo. Cieszy, że w końcu potrafiliśmy zdobyć bramkę ze stałego fragmentu gry.

Cieszy też, że (chociaż przy niemałym udziale murawy) udało się zminimalizować ofensywę Lecha. Zmusiliśmy poznaniaków do ataku pozycyjnego, którego nikt w Polsce grać nie potrafi. Sami pilnowaliśmy pozycji w obronie, stosowaliśmy momentami agresywny pressing, który był jak piach w tryby poznańskiej lokomotywy.

Przede wszystkim było widać pewne zalążki walki i ambicji. Kto wie, może piłkarze przestraszyli się wizji zarysowanej przez trenera Lenczyka, że wszyscy zimą trafią na listę transferową? Być może mecz z Piastem był szczytem dyletanctwa i teraz będzie tylko lepiej?

Osobne słowo należy się naszemu „bohaterowi”, który tym razem stanął na wysokości zadania. Właściwie to wyskoczył, bo robinsonada przy strzale Kamińskiego była fantastyczna. Zdecydowanie i bez kpin zasłużył na „plusa”. Ktoś może powiedzieć, że to była tylko ta jedna interwencja, ale po pierwsze – jaka to była interwencja, a po drugie przez cały mecz nie popełnił żadnego błędu. Być może tu tkwi klucz do jego gry. Jedna, genialna, interwencja dała mu właśnie tej super pewności siebie. W poprzednich meczach to było tak, że jedna katastrofalna odbierała mu tą pewność co z pewnością w jakimś sensie przekładało się na całą drużynę. Wystarczy tych pochwał, to tylko jeden mecz. Teraz będziemy oceniać Gliwę właśnie przez pryzmat dobrego meczu w Poznaniu.

Zresztą nie tylko jego. Mecz z Lechem był takim jasnym punkcikiem w trakcie tej czarnej jesieni. Nie pomylę się, jeśli powiem, że był to najlepszy mecz. Najlepszy. Pod koniec listopada. Z trzecim trenerem. Dlatego jesteśmy tam, gdzie jesteśmy.

Parafrazując klasyka, w czwartek szalenie ważne spotkanie z Podbeskidziem. Wygrana przyniesie wiele korzyści: umocni dobry nastrój z Poznania, poprawi ciągle nie najlepsze humory kibiców (mówiąc eufemistycznie). Najważniejszą jednak wartością do wyciągnięcia z tego meczu będą trzy punkty. I to musi wam, piłkarze, przyświecać. Mecz w Poznaniu był dobry. Czekamy na więcej.

Bartosz Marchewka

źródło:

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)