Nowy Prezes Zarządu Zagłębia Lubin Tomasz Dębicki opowiadał o tym, jakie zmiany za jego rządów przejdzie klub i jaką politykę obierze. Prezes Dębicki ostrzega także piłkarzy i sztab szkoleniowy, których za wynik sportowy może rozliczyć bardzo szybko.

 

Artur Brzozowski: - Organizacyjnie Zagłębie w polskiej piłce stawiane jest za wzór. Przewodniczący Komisji Licencyjnej Krzysztof Sachs powiedział niedawno: "Gdyby restrykcyjnie podchodzić do przyznawania licencji, to w naszej ekstraklasie Zagłębie Lubin powinno grać z Zagłębiem Lubin". W klubie wszystko jest świetnie zorganizowane, należności wypłacacie zawsze w terminie, płacicie dobre pieniądze. Brakuje jednak najważniejszego - wyników. W ostatnim sezonie Zagłębie grą znów rozczarowało. 

Tomasz Dębicki: - Wygląda to na przedziwny paradoks. Bardzo dobre warunki okazują się słabością, a nie siłą Zagłębia. Razem ze współpracownikami staramy się to zmienić. Kluczem do sukcesu jest zbudowanie w drużynie silnej motywacji.

Pan, jako nowy prezes, ma to realizować?

- Wchodzę do klubu, w którym mój poprzednik Marek Bestrzyński wszystko sensownie poukładał. Współpracując z klubem jako konsultant, byłem świadkiem restrukturyzacji wielu procesów, dokonanych przez poprzedniego prezesa. Zarówno w sprawach marketingu, jak i sportu. Wierzę, że osoby odpowiedzialne za wyniki - trener, dyrektor sportowy, są w stanie wywołać w zawodnikach chęć osiągania sukcesów, walki o najwyższe cele. Na boisku chcę zobaczyć ambicję, sportową złość i głód zwyciężania. Jeżeli w coś się angażuję, to na całego. Dlatego nie poddaję się, gdy coś się nie udaje. Taka sytuacja napędza mnie do kolejnego działania. Liczę, że piłkarze w Lubinie też pragną sukcesów i będą o nie walczyć.

Zagłębie zakończyło sezon na dziewiątym miejscu, choć przed rozgrywkami liczono na puchary. Czy piłkarze wreszcie zdali sobie sprawę, że przekroczyli pewnego rodzaju barierę cierpliwości?

- Nie chciałbym się wypowiadać o celach z zeszłego sezonu. Wyznaczył je poprzedni prezes i to on rozliczył sztab szkoleniowy i zawodników z ich wykonania. Zmiany w drużynie, które przeprowadziliśmy, mają doprowadzić do sytuacji, w której w drużynie pojawi się nowych duch. Duch zwyciężania. Nie oglądamy się za siebie. Myślę, że sztab szkoleniowy wyciągnął wnioski z błędów popełnionych w zeszłym sezonie. W nadchodzącym sezonie musi udowodnić, że skutecznie.

Od wielu lat w środowisku Zagłębie postrzegane jest, jako klub, gdzie bez specjalnego wysiłku można dobrze zarobić. Jest spokojnie, żadnej presji, pieniądze wypłacane co do minuty bez względu na wynik sportowy. Raj dla piłkarzy bez wielkich sportowych aspiracji, marzeń. 

- Niestety, bardzo często spotykam się z taką opinią, rozmawiając z ludźmi ze środowiska piłkarskiego. Dlatego chciałbym jasno zakomunikować - Zagłębie Lubin to nie sanatorium. W Zagłębiu będzie miejsce tylko dla ambitnych piłkarzy, którzy chcą osiągać sukcesy. Innych będziemy systematycznie i bez skrupułów wymieniać. Wspólnie z nowym przewodniczącym rady nadzorczej wyznaczyliśmy kierunki rozwoju sportowego, pod nie dobierani są konkretni piłkarze. W konsekwencji pozwolono odejść jednej z największych gwiazd klubu - Szymonowi Pawłowskiemu.

Już dawno Zagłębie powinno go z zyskiem sprzedać. Teraz odszedł za darmo.

- Problem w tym, że kolejni trenerzy i zarząd byli trochę zakładnikami tej lokalnej gwiazdy. Teraz w Lubinie gwiazdą będzie drużyna.

Ale takich nietykalnych jest chyba w drużynie więcej. Po koniec minionego sezonu w podstawowym składzie drużyny grał obrońca z tak ogromną nadwagą, że nie mógł do główki wyskoczyć. A Zagłębie łatwo traciło bramki i przegrywało.

- Takie głosy oczywiście doszły do mnie. Wskazywano, że nieprawidłowe odżywanie było przyczyną tej sytuacji. 

To nieprofesjonalne. 

- Rozmawiałem o tym z trenerem Hapalem. Pewne rzeczy w Zagłębiu się zmienią. Piłkarze muszą być dłużej w klubie, mieć zagwarantowaną opiekę dietetyka. Pierwsza drużyna musi jeść co najmniej jeden wspólny posiłek. Ma to służyć nie tylko zachowaniu odpowiedniej sylwetki, ale także integracji piłkarzy.

Za ósme miejsce na koniec sezonu piłkarze mieli zagwarantowaną specjalną premię. Ale w końcówce grali słabo i zakończyli rozgrywki niżej. Może system premii jest źle pomyślany, jeśli nagroda finansowa ich nie zmotywowała? 

- Udział premii motywacyjnej w strukturze wynagrodzeń piłkarzy w Zagłębiu jest stosunkowy duży. Piłkarze mogli podnieść z boiska naprawdę duże pieniądze.

Więc o co w tym wszystkim chodzi?

- Poza pieniędzmi ważna jest też motywacja pozafinansowa, wykreowanie w drużynie woli zwyciężania nie tylko po to, żeby zarobić. To jest zadanie trenera Hapala, żeby tak się stało. Nie wyobrażam, sobie, że sytuacja z minionego sezonu się powtórzy.

Czytałem wpisy kibiców Zagłębia, którzy cieszyli się na forach internetowych, że drużyna nie zajęła ósmego miejsca i nie trzeba było graczom wypłacać premii. Argumentowano, że ta ekipa nie zasłużyła na żadne premie. Trudno się nie zgodzić. Lepiej te pieniądze wydać na Akademię Piłkarską czy na sensowne wzmocnienia. 

- Rozumiem rozczarowanie kibiców. Mają prawo oczekiwać lepszych wyników. Fani oczekują postawy, która będzie źródłem dumy z faktu kibicowania Zagłębiu. Na boisku piłkarze muszą pokazać, że nie odpuszczają.

Pan jest pełen zapału, stawia ambitne cele. A w szatni doświadczeni piłkarze popatrzą i pomyślą sobie: "Przyszedł młody, niedoświadczony prezes". Takich, a nawet groźniejszych przeżyliśmy już w różnych klubach wielu. Z tym sobie też poradzimy. 

- Oni wiedzą, że byłem przy podejmowaniu decyzji o nieprzedłużaniu kontraktów z 10 piłkarzami, którzy teraz z Zagłębia odeszli. Nie miałem jeszcze całkowitej decyzyjności, gdyż prezesem był Marek Bestrzyński, ale wspierałem ten projekt. Byłem przy tym. Wszyscy piłkarze otrzymali jasny, konkretny sygnał: "Jeśli nic się nie zmieni każdy z was może być następnym zawodnikiem, z którym pożegnamy się w Zagłębiu". Wiem, że duża część zespołu była bardzo zaskoczona, że rezygnujemy aż z dziesięciu graczy. Widzą i czują, że sportowa przeciętność już w Lubinie nikogo nie zadowoli. Naszym klientem są kibice, którzy mówią jasno - taka gra Zagłębia jak w zeszłym sezonie ich nie interesuje. Władze klubu muszą zrobić wszystko, aby spełnić oczekiwania fanów.

To prawda, że KGHM ma stopniowo zmniejszać pulę pieniędzy przekazywanych na pierwszy zespół, dlatego tak mocno stawiacie na szkolenie młodzieży w Akademii Piłkarskiej? 

- W miarę upływu czasu na pewno wzrośnie udział wydatków na szkolenie młodzieży w strukturze budżetu klubu. Będziemy stawiać na młodzież. To nie tylko wyjątkowo sensowny projekt sportowy, ale i społeczny. Tworzymy nowoczesną Akademię Piłkarską przede wszystkim dla młodych ludzi z tego regionu. Chcemy mądrze, nowocześnie szkolić i w każdym roku wprowadzać do pierwszej drużyny jak najwięcej zawodników z grup młodzieżowych. 

Ostatnio nie było z tym dobrze. Młodzieżowe zespoły Zagłębia wygrywały w swoich kategoriach wiekowych, ale wielkich indywidualności w tych drużynach nie wyszkolono. 

- W tym tkwi problem. Jak popatrzymy wstecz, to młodzi zawodnicy z wielu roczników gdzieś po drodze się zgubili. Nie istnieją w profesjonalnej piłce. Pytanie brzmi: Co się z nimi stało i dlaczego tak się dzieje? Na nie musi znaleźć odpowiedź Richard Grootscholten, dyrektor techniczny Akademii Piłkarskiej KGHM Zagłębie.

Ma pan w Zagłębiu ulubionego gracza?

- Nie zamierzam mieć faworytów. Z wyników i stylu gry drużyny będę rozliczał sztab szkoleniowy. To do nich należy dobór wykonawców. 

W młodości grał pan na lewej obronie. Piłkarze grający na tej pozycji będą szczególnie przez pana obserwowani?

- W Polonii Nysa grałem tylko do matury. W pewnym momencie postawiłem na naukę, nie widziałem siebie w zawodowej piłce. Jak analizowałem swoją nieudaną karierę futbolową, to doszedłem do wniosku, że jesteśmy wychowani w kulturze pochwalającej minimalizm. Wolimy nie popełnić błędu, niż zaryzykować i osiągnąć sukces. Ja też kiedyś nie biegałem ofensywnie do przodu, bo przeważał u mnie strach, że stracę piłkę. Jest coś asekuracyjnego w naszych działaniach. Dlatego powtarzam, że młodym ludziom trzeba doradzać, pomagać, aby dążyli do najwyższych celów, nie bali się ryzykować.

Legia i Lech zdecydowanie finansowo i organizacyjnie wyprzedzają w naszej lidze inne kluby. Ta dysproporcja będzie się zwiększała? 

- Przepaść finansowa - szczególnie między Legią a innymi zespołami - istnieje, ale na boisku tego specjalnie nie widać. Przecież Legia przez większą część sezonu wygrywała skromnie po 1:0. Nie dominowała na boisku tak, jak wskazywałby różnice w budżecie klubów. Układ, że dwa kluby wyraźnie przewyższają pozostałą stawkę, nie jest dobry. Wolałbym już sytuację, iż niepodzielnie dominuje jeden zespół, który pewnie zdobywa mistrzostwo Polski i godnie reprezentuje nas w Lidze Mistrzów. A w kraju za jego plecami trwa pasjonująca walka wyrównanych drużyn. 

Niektóre z klubów chcą zmian w podziale pieniędzy z transmisji telewizyjnych. Wzorem np. Hiszpanii są za tym, aby najmocniejsi otrzymywali wielkie pieniądze, a ci słabsi już tylko grosze. To dobra tendencja? 

- Są kluby, które lobbują za takim rozwiązaniem. To normalne. Ale ktoś, kto się zgodzi na takie rozwiązanie, będzie nieodpowiedzialny. Dziś wiele klubów finansowo ledwo wiąże koniec z końcem. Przy zmianie struktury podziału przychodów z praw na rzecz dwóch-trzech, część drużyn upadnie. 

Uda się panu odmienić Zagłębie? 

- Wierzę, że tak. Swoją pasję i wiarę w sukces chcę przełożyć na ludzi, którzy są w Zagłębiu. Zmiana musi przyjść z czasem.

Co będzie, jeśli panu nie wyjdzie?

- Nie przewiduję takiego scenariusza. W ostateczności trzeba będzie wezwać egzorcystę, aby odczarował szatnię Zagłębia.

Autor: Artur Brzozowski, Sport.pl

źródło:

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)