Nasz nowy zawodnik, Wojciech Trochim, opowiadał dla portalu 2x45.com.pl o kulisach swojego transferu do klubu z Lubina.

 

2x45.com.pl: - Chyba można pana nazwać szczęściarzem, bo jest pan w miejscu, w którym chciałby grać każdy polski ligowiec, wyłączając może Legię i Lecha. Zagłębie się teraz wyróżnia - dobrze i terminowo płaci.

Wojciech Trochim: - Na pewno dobrze trafiłem. Teraz ja muszę potwierdzić, że Zagłębie też dobrze trafiło. A że jestem w klubie stabilnym finansowo? Myślę, że nie jest to jakaś wielka i wyjątkowa zaleta. Każdy klub powinien być wypłacalny wobec wszystkich swoich pracowników, to chyba normalne...

 - Jak widać, w Polsce niekoniecznie. 

 - No w Polsce niestety nie... Cieszę się, że trafiłem do dobrze poukładanego klubu i mogę się tu dalej rozwijać. Chcę ciężko pracować, żeby grać w pierwszym składzie.

 - Kredyt zaufania na razie ma pan ograniczony, na początek tylko półroczny kontrakt. Naciskał pan w trakcie rozmów, żeby od razu podpisać dłuższą umowę?

 - Nie był to wielki punkt sporny w negocjacjach. Przez pierwszych sześć miesięcy będę musiał zasłużyć na pozostanie w Lubinie. Nie obawiam się, że nie dam rady. Zawsze są dni lepsze i gorsze, ale ogólnie jestem dobrej myśli. Będę spokojnie robił swoje. Podstawą wszystkiego będzie wywalczenie miejsca w składzie.

 - Od jak dawna chciało pana Zagłębie? W prasie temat istniał od początku listopada.

 - Trochę to trwało, ale na pewno nie tyle. O wszystkim dowiedziałem się stosunkowo niedawno. Wcześniej mój agent rozmawiał z władzami Zagłębia, ja dopiero potem zostałem wtajemniczony. Wiadomo, że docierały do mnie różne plotki, ale nic konkretnego. 

 - Kto jeszcze pana chciał? Gdyby zliczyć wszystkie kluby, do których pana przymierzano, wychodzi prawie połowa ligi.

 - Skoro tak pisano, to pewnie coś było na rzeczy. W każdej plotce jest ziarno prawdy. Jestem w Zagłębiu i tylko to się liczy. Nie chciałbym drążyć tematu.

 - Traktuje pan ten transfer jako okazję do udowodnienia Legii, że za szybko z pana zrezygnowała? W warszawskim klubie zagrał pan jeden jedyny mecz w Ekstraklasie.

 - Nie ukrywam, że w jakimś względzie moja ambicja została podrażniona, ale bez przesady. Nie będę wariował, że coś muszę komuś udowadniać. Przede wszystkim sobie muszę udowodnić, że zasługuję na grę od początku w każdym meczu. Teraz interesuje mnie tylko okres przygotowawczy z Zagłębiem, a nie rozpamiętywanie, co było w Legii.

 - Trener Pavel Hapal namawiał pana do transferu, dawał do zrozumienia, że pana chce?

 - W dniu podpisywania kontraktu rozmawiałem z trenerem. O wszystkim był dokładnie informowany. Nie było możliwości, żeby mój transfer załatwiono za jego plecami i postawiono go przed faktem dokonanym.

 - Kilka godzin przed przejściem do Zagłębia rozwiązał pan umowę z Wartą Poznań. Dlaczego tak późno? Przed panem odeszło już kilkunastu piłkarzy.

 - Miałem trochę inną sytuację niż reszta. Chciałem odejść, kilka dni temu wyszedłem z inicjatywą rozwiązania kontraktu i jakoś się dogadaliśmy. Tyle. Temat zamknięty. 

 - Potwierdzi pan, że Warta po "buncie" pani prezes oferowała piłkarzom kontrakty na 2,5 lub 1,5 tys. złotych?

 - Z ręką na sercu mówię, że nie mam pojęcia. Nie byłem w Poznaniu od 23 listopada. Nikt się ze mną nie kontaktował, nie informowano mnie o wydarzeniach w klubie. O wszystkim dowiadywałem się z internetu. Żadnych renegocjacji kontraktowych z Wartą nie prowadziłem.

 - Czego brakowało Warcie, żeby stać się czołowym klubem I ligi? Mieliście tam wszystko: dobre pieniądze, dobre zaplecze, a cały czas byliście jedynie średniakiem, któremu co prawda spadek nie groził, ale awans również...

 - Trzeba przyznać, że pod względem organizacyjnym nie brakowało nam niczego. Nie zgodzę się jednak z panem, że byliśmy średniakiem. Graliśmy jedną z najlepszych piłek w całej lidze. Ewidentnie brakowało doświadczenia, boiskowej rutyny. Głupio potraciliśmy dużo punktów, ciągle jakieś bramki w końcówkach i dlatego miejsce w tabeli jest tak niskie. Trochę więcej wyrachowania i opinia o Warcie byłaby zupełnie inna. Zabrakło jeszcze trzech, czterech doświadczonych zawodników. To byłoby optimum.

 - Nie przesadza pan z tym brakiem doświadczenia? W kadrze Warty roiło się od piłkarzy z ekstraklasową przeszłością.

 - Jeżeli średnia wieku wynosiła u nas 23 lata, trudno mówić o doświadczonym zespole. 

 - Niektórzy z tych młodych mieli już jednak styczność z Ekstraklasą.

 - Co do niektórych to bym się z panem kłócił. Niektórzy lepiej radzili sobie w Ekstraklasie niż teraz w I lidze. To dwa różne style grania, spora różnica. Nie wiem, może gadam głupoty, ale według mnie było to istotne. Część z tych, którzy mieli na koncie kilkanaście lub kilkadziesiąt meczów w Ekstraklasie, nie potrafili się odnaleźć szczebel niżej. Nasza forma na treningach i na meczach to były dwa inne światy. Na treningu wszystko wyglądało super, znakomite granie. Podczas meczów też pokazywaliśmy sporo dobrej gry, ale brakowało konsekwencji, realizacji wszystkich założeń taktycznych. Każdy musi się uderzyć w pierś. Nie chcę jednak oceniać kolegów.

 - Do pana akurat kibice większych zastrzeżeń nie zgłaszali. W końcu zainteresowanie tylu ekstraklasowych klubów bez powodu się nie wzięło.

 - Ewidentnie odżyłem, odważnie na mnie postawiono. Trener Czesław Owczarek przesunął mnie do przodu, grałem jako ofensywny pomocnik i jakoś poszło. Strzeliłem gola w Olsztynie, zaraz potem w Łodzi i nabrałem pewności siebie. Mogłem trenować i grać z dużą swobodą. Myślę, że w miarę możliwości odpłaciłem się za zaufanie. Mogę odchodzić z Poznania z podniesioną głową.

 - Jak pan oceni prezes Izabellę Łukomską-Pyżalską? Piłka to jej świat, czy jednak minęła się z powołaniem?

 - Nie będę mówił, że jej nowy pomysł na Wartę jest zły. Pani prezes ma swoją wizję, niech próbuje. Jeśli ktoś ma dużo pieniędzy i cierpliwości, może działać jak chce. Skoro wybrała taki kierunek, życzę jej sukcesów z całego serca.

 

źródło:

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)