Były już zawodnik Zagłębia Lubin Wojciech Trochim opowiadał dla portalu 2x45.com.pl o kulisach odejścia z Zagłębia oraz jego ewentualnej przyszłości.

 

2x45.com.pl: - W poniedziałek Zagłębie Lubin pożegnało dziesięciu piłkarzy, pan jest w tym gronie...

Wojciech Trochim: - Spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Wychodzę z założenia, że skoro jestem komuś niepotrzebny, to nie będę siedział na siłę. Od dziś szukam innego klubu, w którym mógłby się odbudować po rundzie, w której nie grałem. Nawet nie dostałem szansy...

- No właśnie, dlaczego? Dziś rozstają się z panem ci sami trenerzy i działacze, którzy kilka miesięcy temu pana sprowadzili. Coś musieli w panu widzieć.

- To pytanie najlepiej zadać tym, którzy decydowali o składzie. Uważam, że zasłużyłem przynajmniej na rozegranie jednej połowy w jakimś meczu. Trener nigdy nie mówił, dlaczego mnie pomija. Trzeba iść dalej, nie ma się co załamywać, że w Zagłębiu nie wyszło. Szkoda, ale życie się nie kończy.

- Nie rozmawiał pan z Hapalem o swojej sytuacji?

- Nie chodziłem do niego i nie pytałem, dlaczego nie gram. To nie w moim stylu. Robiłem swoje i liczyłem, że w końcu zostanę dostrzeżony. Jak widać, nie tylko ja jestem teraz w takiej sytuacji, że odchodzę.

- Nie ma pan sobie nic do zarzucenia? W marcu "Przegląd Sportowy" pisał, że ma pan nadwagę, a w Lubinie są zaskoczeni pana niesportowym trybem życia...

- Czytałem ten artykuł, same kłamstwa. Owszem, co nieco mogę sobie zarzucić, bo przyszedłem do klubu trochę zaniedbany. Tyle że to był styczeń i początek lutego. W marcu byłem gotowy do gry, nie miałem żadnej nadwagi! Pisał to człowiek, który nie ma bladego pojęcia o piłce, a pracuje w takiej potężnej gazecie. Nie jestem jedyną osobą, której niesłusznie zaszkodził swoimi artykułami, było kilka innych przypadków. Najwyraźniej ma jakieś uprzedzenia do Zagłębia. Nie przepadam za tym człowiekiem i pewnie ze wzajemnością. Nie za bardzo chce mi się rozmawiać na jego temat. 

- Artykuł napisał redaktor, który jest kibicem Śląska Wrocław. Znaliście się wcześniej, mieliście jakieś zatargi?

- Nie znałem go, ale mówiono mi o nim, że potrafi o klubie różne rzeczy pisać. Ten tekst o mnie trochę zabolał. Ja się do jego spraw nie mieszam, więc niech on nie miesza się do moich, skoro nie był w klubie i najwyraźniej miał słabe informacje. Mimo to je zamieścił. Papier wszystko przyjmie, każdy może pisać co chce. Jeśli ma o mnie takie zdanie, w porządku. Szanuję je. Ale jeśli dalej będzie miał takich wiarygodnych informatorów, mogę mu tylko życzyć wszystkiego dobrego...

- Kto mógł być tym informatorem?

- Nikogo za rękę nie złapałem, więc nie chcę nikomu zarzucać, że coś powiedział. Nawet nie zamierzałem temu panu zwracać uwagi, mimo że gdzieś go potem widziałem. Przyjąłem to na klatę i tyle. 

- Był pan z kimś skonfliktowany w Zagłębiu?

- Nie. Ze wszystkimi w miarę dobrze żyłem. Nie sądzę, żebym miał z kimś konflikt, choć zawsze mogę się mylić... Jestem przekonany, że nikt z drużyny czy zarządu temu redaktorowi czegoś takiego o mnie nie mówił. Najlepiej zapytać autora tekstu. Nie zdziwiłbym się, gdyby usłyszał coś piąte przez dziesiąte, dołożył dużo od siebie i już miał artykuł. Podobno lubi tak robić.

- Był pan pół roku w Zagłębiu, widział to z bliska, więc proszę powiedzieć: na czym polega fenomen tego klubu, że piłkarze mają tam wszystko, a nigdy nie ma wyników?

- (mocne westchnięcie) Nie chcę odpowiadać na to pytanie. Chcę się rozstać w jakiejś normalnej atmosferze, bez palenia mostów. Nie będę teraz mówił niestworzonych rzeczy. Mam nadzieję, że pan zrozumie. Nie jestem osobą, która z kimś jedzie, bo nie widział mnie u siebie. Warunki w Zagłębiu są bardzo dobre i sądzę, że to kwestia czasu, kiedy drużyna pójdzie w górę. Na tym zakończmy.

- Wyczuwam, że zna pan pewne powody, ale woli ich nie ujawniać.

- Są w klubie ludzie, którzy odpowiadają za pion sportowy. Oni najlepiej wiedzą, gdzie leży problem. Były mecze lepsze, były gorsze, jak w każdym zespole. Brakowało nam kilku zwycięstw pod rząd, nabrania rytmu w wygrywaniu. 

- Ambicji na pewno nie zabrakło? Powszechne były głosy, że ograniu Śląska 4:0 piłkarze Zagłębia uznali, że sezon w zasadzie się skończył.

- Na pewno nikt nie odpuszczał. Ciężko pracowaliśmy na treningach, do każdego meczu podchodziliśmy tak samo. Graliśmy przecież dla siebie, no i dla premii, które były do podniesienia z boiska. Ale zbytnio się nie dziwię, że pojawiły się opinie o przesadnym zadowoleniu po Śląsku, skoro wyniki były potem słabe. Czasami zwyczajnie brakowało szczęścia. Ze Śląskiem super, z Lechią na przykład słabiej, ale nigdy nie chodziło o brak motywacji. To niemożliwe. 

- To było pana drugie podejście do Ekstraklasy i drugie nieudane.

- Do trzech razy sztuka! Jestem dobrej myśli i jeśli ktoś da mi prawdziwą szansę pokazania się w elicie, to nie zawiodę. W Legii zagrałem sześć minut, w Zagłębiu cztery. W tak krótkim czasie nikogo się nie przekona. Czuję, że Ekstraklasa mnie nie przerasta.

- Kroi się ta trzecia szansa?

- Za wcześnie na konkrety, ale pozostaję optymistą. Wierzę, że jakiś klub da mi szansę, by się sprawdzić. Zasługuję na to. Gdyby jednak stało się inaczej, nie będę rozpaczał. Wtedy mogę pójść do I ligi i może tam uda się wywalczyć awans, po którym wreszcie mógłbym porządnie pograć w Ekstraklasie.

rozmawiał Przemysław Michalak

www.2x45.com.pl

źródło:

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)