Oczywiście na mecz z GKS-em będziemy patrzeć przez pryzmat głupoty Jakuba Tosika. Czerwonej kartki otrzymanej w taki sposób, w takim miejscu (123249 metrów od własnej bramki) nie można oceniać inaczej, niż najzwyklejsza głupota i brak pomyślunku. I choć zamierzenia miał dobre, czyli przerwanie kontry, to nie można robić tego w tak głupi sposób. Nie jest to jego pierwszy taki wybryk, nawet nie tyle w karierze, co w tym tygodniu; czerwoną kartką przecież przypieczętował swój występ w Pruszkowie. Przy jego absencji i kontuzji Pawła Stolarskiego zaistniała poważna wyrwa na prawej obronie.
Ale ten mecz głupi nie był, przynajmniej nie w wykonaniu wszystkich zawodników Zagłębia. Zagraliśmy konsekwentnie, choć nie prowadziliśmy artyleryjskiego ostrzału. Zagraliśmy odpowiedzialnie, ograniczając grę tyszan do strzałów z dystansu. Zagraliśmy z pomysłem, aby jak najszybciej przeciągnąć akcję przez skrzydła, choć żadne dzisiaj nie było odpowiednio wypoziomowane. Do kontuzji Miłosza Przybeckiego fajnie funkcjonowało lewe z Cotrą i Woźniakiem, ale po przejściu tego drugie na prawe, było już koślawo. Łukasz Janoszka potrzebował bowiem chwili, aby się rozgrzać, a Tosik do przodu się nie pchał, a jeśli już to robił, to bez efektów. No i dośrodkowania wołały dzisiaj o pomstę do nieba.
Powyższy akapit zostaje jednak opatrzony zastrzeżeniem „z wyłączeniem stałych fragmentów gry.” Szkoda, że czas nie pozwala, bo z chęcią wybrałbym się na trening i zobaczył w jaki sposób nasi piłkarze ćwiczą obronę przy rzutach rożnych, przy rzutach wolnych. GKS Tychy z niczego mógł strzelić dwie – trzy bramki. A jedną mógł dołożyć po… naszym rzucie rożnym, który jak zwykle chcieliśmy rozegrać krótko i skończyło to się groźną kontrą. Problem został zasygnalizowany przeze mnie przy podsumowaniu pracy trenera Piotra Stokowca, dlatego swój apel ponawiam, aby koniecznie ten element poprawić. I nie tylko zresztą kwestię stałych fragmentów gry defensywnych. Rzut wolny z pierwszej połowy po fajnej akcji Cotry, o rzucie rożnym z drugiej połowy już wspomniałem.
Brawa dla „Ecika” za świetną bramkę. W „cieszynce” było widać więcej ulgi niż euforii i oby od tej bramki zaczął się lepszy czas dla niego w Zagłębiu. Na plus oczywiście Wąski, Lubo Guldan i, o dziwo, młodzi. Kubicki zagrał na stoperze odpowiedzialnie, raz próbował mu ocenę złamać Tosik, ale jemu bliżej do łamania nóg. Fajnie też w środku pola zagrał Sebastian Bonecki, nie był zagubiony, raz w pierwszej połowie świetnie odebrał piłkę wślizgiem szarżującemu skrzydłowemu, nie najgorzej dystrybuował piłkę. Na pewno to jeden z jego lepszych występów w Zagłębiu.
Znowu nie przegraliśmy. Wiadomo, że każda seria kiedyś się kończy, ale jeśli odpowiedzialność za grę i konsekwencję w prowadzeniu meczu przeniesiemy na pozostałe mecze, to nie powinna nam się stać wielka krzywda i zakończymy rundę jesienną na pierwszym, jedynym należnym, miejscu w tabeli.
Bartosz Marchewka