Było wszystko. Bramki, kartki, doping, latały „kurwy”, złorzeczenie sędziom, bójki piłkarzy. Był też futbol na niezłym, wcale nie kanciastym poziomie. Emocje. Derby.
Miałem problem jak ugryźć swój komentarz do meczu. Bo w jednoznacznej ocenie oczywiście przeszkadza wynik. Ani tu się strasznie wkurzać, bo mimo wszystko Śląsk po zmianie trenera i odsunięciu kilku hamulcowych to zaczyna jakoś wyglądać, ani tu się też cieszyć, bo w końcu obejmować dwa razy prowadzenie, grać w przewadze przez ponad pół godziny i dać sobie strzelić tak kuriozalnego gola, to trochę kłuje pod żebrem. I chyba właśnie ta emocja niedosytu niedosytu przeważa.
Przede wszystkim chwała piłkarzom, że w starciu ze Śląskiem byli piłkarsko dorośli. Waleczni, nieustępliwi, biegający, odpowiedzialni. Tak powinno wyglądać granie po „gospodarsku”. Następne mecze u siebie gramy z ligowymi „potentatami” i takie doświadczenie może być bardzo pomocne. Taka postawa jest kluczem do prowadzenia gry.
Plusy dodatnie
Do tej już można mieć kilka zastrzeżeń, lecz nie przysłaniają one atutów (być może dlatego wynik się zbilansował). Przede wszystkim bardzo szybko umieliśmy wyprowadzić piłkę ze swojej połowy. Nie wiem czy w wirze dopingu zwróciliście uwagę na kilka świetnych epizodów „małej gry” – dynamicznej wymiany piłek między Đorđe, Olkiem, Manuelem, czy Arkiem. To jest coś, czego na jesieni bardzo brakowało. Takim szybkim przejściem gubisz obrońców, burzysz jego ustawienie, zdobywasz przestrzeń. To kilka razy się udało, chociażby w pierwszej sytuacji Piecha, w której się jednak pogubił w walce z Grodzickim.
Później jednak użył swojego sprytu i prędkości, przytomnie i dokładnie zagrał Kwiek i mamy bramkę. Przed meczem czułem, że Arek będzie miał „setki”, bo tak grający napastnik to ulubiony typ stoperów Śląska. Wszystkim na stadionie (no nie wszystkim), ale oczywiście jemu najgłośniej spadł wielki kamień z serca. Druga bramka to w końcu wykorzystany instynkt snajperski, umiejętność antycypacji i niejako wymuszenia zagrania kolegi. Arek czuł, że Rymaniak może tak dośrodkować i jednocześnie wyprzedzając obrońcę zmusił go do "zaserwowania" na krótki słupek.
Piech zagrał wyśmienicie. Każda część przygotowania piłkarza do meczu: fizyczna, mentalna, piłkarska i jaką sobie jeszcze wymyślicie działała wzorowo, co złożyło się na bardzo, bardzo, bardzo dobry występ. Ja należę do fanów tego typu napastników, jestem fanem Arka Piecha, mam inny poziom irytacji jego marnowanych przez niego sytuacji niż u innych zawodników. I ty kibicu Zagłębia, gdy Piech będzie psuł kolejną, miej w pamięci to, co zrobił dla siebie, dla Ciebie, dla Twojego klubu wczoraj/dzisiaj. Bo w jego przypadku raczej nie znajdzie potwierdzenia teza, że po jednym dobrym meczu przyjdą 4 przeciętne. On dalej będzie gryzł, będzie kopał, będą jego kopać, będzie biegał jak zły, będzie strzelał, będzie zaprzepaszczał.
Generalnie organizacja gry w ofensywie nie wyglądała najgorzej. Do poziomu napastnika starali się dostosować pomocnicy. Zagrał Johan – widać, że technika jest, lekkość jest, tylko chyba zderzenie z tak siłową ligą, po kontuzji mogło być nieco szokujące. Nie wiem na ile była to próba przechytrzenia rywala, na ile pokerowa zagrywka trenera Lenczyka, ale średnio się udała, a i pewnie on na zbyt wiele nie liczył. Potencjał ma, czekamy na dalsze występy.
Nasz bohater z ostatnich tygodni tym razem bez błysku, było widać, że sztabowcy Ślaska się uczą. Defensorzy skracali mu pole gry, asekurowali się, by nie mógł się rozpędzić. Miało to swoje dobre strony, bo więcej miejsca było gdzie indziej. „Lewoskrzydłowy” Kwiek zagrał mądrze, nasze „pivoty” zagrały odpowiedzialnie, choć chyba to jest miejsce, gdzie mogło dziać się lepiej. Na pewno ani Curto, ani Guldan nie zagrali bardzo źle, ale można było wymagać większej dozy kreacji, zwłaszcza od Portugalczyka. Brał on jednak udział w akcji, którą obejrzałem kilkanaście razy na powtórkach. Sekwencja zagrań w akcji już stricte bramkowej na 2:1 liczyła łącznie cztery kontakty z piłką: zagranie Curto do Rymaniaka; on przyjmuje i dośrodkowuje, Piech dokłada nogę. Im prościej, tym lepiej.
Plusy ujemne
Oczywiście defensywa. Z początku solidna, szczególnie Đorđe, który odpowiedzialny za Flavio. Wyprzedzał go, nie dał się objechać. Jednak z czasem zaczęła się rozłazić. Piłkarze Śląska mieli coraz więcej wolnej przestrzeni, co wykorzystywali skrzydłowi. Była „dobieganka” do rywala, było kuszenie losu dryblingami w „szesnastce”. O pierwszej bramce nie ma chyba co mówić, Bilek chciał dobrze, a wyszło fatalnie.
Dużo większe i uzasadnione pretensje możemy mieć odnośnie drugiej bramki. No jak można sobie wbić taką bramkę. Przecież każdy wiedział, kogo należy kryć w polu karnym: Paixao i S-T-O-P-E-R-Ó-W. Grodzicki obok popełniania błędów najlepiej gra głową. Jak można mu było zostawić tyle miejsca…
Niewytłumaczalne.
Kto popełnił błąd? Wedle ustawienia w polu karnym za jego krycie odpowiedzialny był Dżinić. Po prostu nie można tak robić. O ile w ofensywie możesz się mylić, to w defensywie absolutnie. A my popełniliśmy dzisiaj dwa błędy, które przyniosły dwie bramki dla Śląska.
Co jeszcze szwankowało? Nie wiem czy w polskiej lidze jest taka niepisana zasada, czy o co innego chodzi, ale zawsze po strzeleniu bramki następuje samorzutne oddanie gry przeciwnikowi i postawienie, z reguły miękkich zasieków... Nie inaczej było z Zagłębiem, jeszcze w pierwszej połowie. W drugiej to samo - tym bardziej, że mieliśmy przewagę jednego zawodnika. Zabierasz przeciwnikowi piłkę, czekasz aż się odkryje i rzucasz piłeczki do Abwo... Cierpliwość i konsekwencja. Tego zabrakło by pokonać w derbach Śląsk.
Niepokojący kolejna nijaka zmiana Janoszki. Nic nie wniósł do gry, nic też jej nie odebrał. Liczyłem osobiście na więcej, może z Widzewem, na pewno z Sandecją powinien wyjść w pierwszym składzie, żeby nabrać pewności.
Bardzo szkoda takich meczów. Ale jeśli będziemy mierzyć derby miarą edukacyjną, to odrobienie lekcji pozwoli wnieść drużynę na wyższy poziom.