Djordje Cotra: - Chciałem uderzyć w środek bramki, po prostu. Bramkarz mnie jednak wyczekał, pozostał na środku bramki i złapał piłkę. Od początku taki strzał sobie założyłem. Czy był on ryzykowny? Nie wiem. Oczywiście, że najlepiej huknąć w okienko i nie masz problemów. Ja zdecydowałem, że strzelę w środek i to jest to. Z Piastem w 1/16 finału rozgrywek, czyli na ich starcie, uderzyłem tak samo. Wtedy jednak bramkarz poszedł na wyczucie w bok, bramkarz Zawiszy tego nie zrobił (goal.pl).

Kamil Drygas: - Wierzyłem, że ciężką pracą możemy dojść daleko. Mamy fajny zespół w Zawiszy, zrealizowaliśmy dwa cele – utrzymaliśmy się w lidze i zdobyliśmy Puchar Polski. Jest to naprawdę udany sezon dla nas i teraz pozostało nam do rozegrania sześć kolejek ligowych, w których będziemy grać o pełną pulę, bo po to trenujemy, po to pracujemy, żeby grać i wygrywać. Przede wszystkim byłem zaskoczony, bo Sebastian Dudek na treningach strzela karne bezbłędnie. Było trochę nerwowo, ale wierzyliśmy do końca w zwycięstwo, bo Wojtek Kaczmarek naprawdę dobrze broni karne, a my strzeliliśmy wszystkie pozostałe jedenastki, dzięki czemu wygraliśmy. Nie trenowaliśmy jedenastek. Czy byłem tym zaskoczony? Widocznie trener Tarasiewicz wierzył, że wygramy w 90 minutach. To była na pewno wielka ulga. Ciężko opisać te emocje, bo zwycięstwo w karnych to jest naprawdę wspaniała sprawa. Niektórzy mówią, że to loteria, ale ja wierzyłem, że będziemy lepsi i wygramy (ekstraklasa.net).

Jakub Wójcicki: - Na ławce rezerwowych były duże emocje, bo poza boiskiem nie jesteśmy w stanie pomóc kolegom. Wierzyliśmy w nich, nie załamaliśmy się po pierwszym nieudanym uderzeniu i do końca motywowaliśmy chłopaków zza linii bocznej. Udało się – to jest najważniejsze. Po pierwszym niestrzelonym karnym dalej wierzyliśmy, że możemy wygrać ten mecz. Sebastian na treningach strzela 100 na 100, a teraz tak się po prostu zdarzyło. Wielcy piłkarze nie trafiali w jeszcze ważniejszych momentach, więc nie mieliśmy do niego żadnych pretensji. Wiedzieliśmy, że karny to loteria i już przed samym konkursem powiedzieliśmy sobie, że cokolwiek się stanie, możemy być z siebie dumni, bo walczyliśmy tutaj jak równy z równym i osiągnęliśmy ten finał. Ja się akurat cieszę, że tak się mecz ułożył, bo mogliśmy dłużej pograć na Stadionie Narodowym (śmiech), a nie wiadomo, czy kiedykolwiek będziemy mieli jeszcze jedną taką okazję, więc chcieliśmy ten moment przeciągnąć jak najdłużej. Cieszyliśmy się tymi 120 minutami, serią rzutów karnych i najważniejsze jest to, że ten puchar jedzie do Bydgoszczy. Nerwy były ogromne – nigdy w życiu się tak nie stresowałem. Wczoraj miałem lekki stresik, ale dzisiaj już było w porządku (ekstraklasa.net).

Łukasz Skrzyński: - Rzeczywiście nie trenowaliśmy rzutów karnych. Redaktor z Orange sport obserwował nas od trzech dni i ciągle pytał, kiedy zaczniemy w końcu trenować te rzuty karne. Zakładaliśmy, że nie będzie tych rzutów karnych, a że do nich jednak doszło… To jest też element piłkarski, też trzeba umieć to wykorzystać, bo to wcale nie jest proste, szczególnie po 120 minutach meczu i z takim obciążeniem psychicznym. Dla niektórych piłkarzy mógł to być przecież pierwszy i ostatni raz, gdy mają szansę zdobyć tak wspaniałe trofeum (ekstraklasa.net).

źródło:

KONKURS TYPERA

mkszaglebie.pl
Sprawdź swoje umiejętności i typuj z MKSZaglebie.pl. Wygrywaj nagrody!

DODAJ KOMENTARZ (NIEZALOGOWANY)

Możliwość dodawania komentarzy została wyłączona!
 

KOMENTARZE (0)