Uprzedzam na początku tekstu. Wszystkie słowa, które dotyczą kibicowskiego aspektu finału zostały wypowiedziane. Zapowiedź dotyczy strony sportowej, dlatego komentarze również powinny dotyczyć strony sportowej. Uprzejmie proszę.
Wojna na dwa fronty
Mało komu w historii udało się takiej sztuki dokonać. Wymaga ona mądrego dysponowania siłami, przekładania akcentów, antycypacji zachowań przeciwników. Tylko geniusz dowódców oraz hardość żołnierzy pozwala w takiej sytuacji osiągnąć sukces…
My wiedzieliśmy, że taka walka nas czeka. W lidze o utrzymanie, ze względu na fatalną grę oraz o Puchar Polski ze względu na wspomniany układ sił. Ignorancją byłoby nie sięgniecie po puchar. Zwłaszcza, że runda rewanżowa napawała małym optymizmem. W miarę solidna gra, w miarę mała liczba błędów, w miarę skuteczność, postawa Rodicia i Piecha.
Mecz ze Śląskiem był ważny nie tylko w kontekście punktów, ale przede wszystkim mentalnego nastawienia na finał. Tabela jest spłaszczona, więc punkty stracone we Wrocławiu można nadrabiać w następnych meczach, natomiast dobra i odważna gra przyniosłaby pewność siebie. Tak bardzo teraz potrzebną.
Mecz ze Śląskiem był dramatyczny. Kurczowo trzymaliśmy się remisu, od czasu do czasu próbując coś urzeźbić w ofensywie. A jedyne zagrożenie bramce Kelemena stworzyliśmy w końcowych fragmentach meczu. Piłkarska prawda mówi, że jak chcesz koniecznie zremisować mecz, to najczęściej go przegrywasz. Przestraszyliśmy się Śląska, a jedynie strzelecka niemoc sprawiła, że gola straciliśmy dopiero w 88. minucie. Nie wymagałem od Zagłębia akcji w stylu szwoleżerów z Samosierry, ale też nie pragnąłem obrony Jasnej Góry, której strzegą ojcowie Paulini.
Z meczu biła niedokładność, niechlujność w najprostszych zagraniach. Tak jakby presja związana z sytuacją w tabeli, związana z derbami pętała umysł, a przez to ciało.
Historia czeka
To co dopiero powiedzieć o emocjach związanych z finałem? Tu masz 90 minut na uniknięcie błędów oraz na ich ewentualną korektę.
Jak bardzo ostatni mecz z Zawiszą może być odniesieniem do meczu piątkowego? Wydaje mi się, że w dużym stopniu możemy te dwa spotkania porównywać. A nawet możemy je przekładać na naszą stronę. Przede wszystkim Zawisza wystąpi bez dwóch swoich kluczowych zawodników, którzy zagrali w Lubinie: Masłowski (będzie z niego bardzo dobry gracz) oraz Bernardo Vasconselos. To zmusiło trenera Tarasiewicza do kombinacji w przednich formacjach - ostatnio często na „9” pojawia się Wahan Gevorgyan.
Jednak nieobecność Masłowskiego i Vasco oraz niedysponowanego od dłuższego czasu Heralda Goulona nie może deprecjonować Zawiszy i strącać go z pozycji faworyta spotkania. Ostatni mecz z Legią w Warszawie był dobry w wykonaniu bydgoszczan, poza tym w kadrze ciągle są nieźli zawodnicy, którzy sprawnie wprowadzili Zawiszę do grupy mistrzowskiej. Lewczuk, Drygas, Wójcicki, Andre Micael, Luis Carlos, Kaczmarek. To zawodnicy, którzy też mało w piłce wygrali, oni też są świadomi szansy przed jaką stoją, będą chcieli rewanżu za niedawną porażkę w lidze. Postawią baaaaardzo trudne warunki, które musimy przyjąć. Przede wszystkim nie możemy się przestraszyć Zawiszy, nie może nas sparaliżować presja związana z przejściem do historii.
Trampolina
Co będzie wypadkową porażki w pucharze? Świadomość zaprzepaszczonej szansy na zdobycie trofeum (bardzo możliwe, że jedynego w karierze piłkarzy), jeszcze większa presja związana utrzymaniem, jakiś pesymizm, utrata wiary we własne umiejętności…
Co będzie wypadkową zwycięstwa w pucharze? Ogromny pocisk wiary w siebie, w kumpli z zespołu, poczucie dobrze wykonanej roboty, optymizm, który zaprocentuje w kolejnych super ważnych meczach. No i wyjazd do Kazachstanu w lipcu.
Zdobycie pucharu będzie trampoliną do wyskoczenia ponad kreskę.
Grasz o wielką rzecz. Zagraj dla siebie, rodziny, przyjaciół. Zagraj dla kibiców: tych fanatycznych, tych piknikowych. Zagraj i WYGRAJ dla Zagłębia Lubin.